Przejdź do głównej zawartości

Smutny wpis, bo smutek wraca.

Smutek wraca właśnie w tych słabych momentach. Jak czuję się niepewnie, źle, chcę zniknąć...


Czas ciągle płynie, ucieka wręcz...
Choć kiedyś ciągle myślałam, że..
Bez Ciebie czas mój też się zatrzyma,
i wzlecę do chmur by rękę Twą trzymać,
by chociaż raz móc dotknąć, całować,
by Ciebie całego móc w siebie schować.
By cię ochronić, by razem być,
żebyśmy nie żyjąc mogli razem żyć.
Rany na sercu los mi zostawił,
biorąc mi Ciebie w duchu mnie zabił.
Skąd czerpać siły mój drogi Aniele,
by anielską mamą być w tym ziemskim ciele.
By ziemską mamą być dla rodzeństwa,
by nie ujmować Tobie pierwszeństwa.
Przecież Ty miałeś być tutaj z nami,
czekałam na Ciebie z wszystkimi rzeczami.
Czekałam z babcią, dziadkiem i tatą.
Czekaliśmy wszyscy, lecz co los na to?
Zadrwił z mej kruchej osoby,
serce mi wyrwał i cisnął o ziemię,
dlaczego dotknęło nas śmierci brzemię?
Czy aż tak zła byłam?
Czym zawiniłam?
Do końca życia będę pamiętać,
jak to zostałam przez los przeklęta...

Komentarze

  1. Tak bardzo mi przykro. Nawet nie umiem (i, wybacz, nie chcę) wyobrazić sobie Twojego bólu...

    OdpowiedzUsuń
  2. "Przecież Ty miałeś być tutaj z nami,
    czekałam na Ciebie z wszystkimi rzeczami." - o jeju....

    Piszesz bardzo przejmująco, bo i rzecz dotyczy bardzo przejmującego problemu... Ale tak porywająco opisujesz swoje emocje i uczucia, że serce ściska.

    Pozdrawiam Cię i tulę, piękna poetko :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Witam :)
Włączyłam moderację komentarzy - by nie umknął mi żaden z nich. Obiecuję publikować wszystkie!
Komentarze są dla mnie bardzo cenne.
Chcesz żebym poczytała co u Ciebie? - daj znać:)

Chcesz zostawić nieprzemyślany, głupi pełny zawiści komentarz? - zastanów się...

Popularne posty z tego bloga

Relaksacyjnie o obiektywiźmie

Tym razem nie o Wojtku, bo śpi .... :) Zastanawiałam się długo od czego zacząć. Złamałam poniekąd swoją zasadę i targnęłam się na prośbę o recenzję bloga. Postanowiłam opisać sama ten fakt, ponieważ ocena była co najmniej marna:) Niestety trafiłam na dość prymitywny sposób oceny i ocenianie przez pryzmat "eh oh tak widzimisię". Czy liczyłam na ochy i achy? Chyba nie. Jest to specyficzny blog, specyficzny pamiętnik i skrawek mojego życia. Na wstępie oceniająca pisze, że ocenia obiektywnie. Ma swoje kategorie, zasady...zaczyna się ciekawie. Pierwsze wrażenie 30%. Cóż, jak to piszą - dupy nie urywa. Zastanawiam się tylko jak obiektywnie można ocenić pierwsze wrażenie. Pomińmy jednak ten fakt. Pierwsze co popsuło to wrażenie to sama nazwa bloga, bo przecież nie kojarzy się z matką po przejściach wychowującą malucha. Cóż. Biorę to jako tajemniczość i zaletę - bo inne tytuły mogłyby brzmieć gorzej. Czy dostajecie oczopląsu od tła? Czy moje kochane cynamonowe paseczki...

Klapsisz? Przegrywasz!

"No to już było apogeum. Dziecko wpadło w jakiś szał. Nie działają oczy, uszy, moje zdarte gardło wołało o pomstę. Ja Ci pokażę - pomyślałem. Gówniarzu Ty. Wtedy się posypały. Masz za to że nie słuchasz, jeszcze za to, że mi uciekasz, za moje wrzaski, nerwy, prośby! Słyszysz teraz gówniarzu? Mówię do Ciebie. Czemu ryczysz? Byłeś niegrzeczny, teraz nie rycz. Teraz jest kara...[...] Dawałem mu klapsy, nie pomagało, no nie pomagało czaisz? Biłem mocniej! Co z tego, skoro zaraz zapomni, nie będzie siniaków, a gówniarz się nauczy! No nie reagował...no to zbiłem mocniej..[...]" Bo wejdzie na głowę. Bo nie słucha. Bo wybiegło na ulicę/chodnik/posesję. Bo wrzeszczę a on/ona nie reaguje. Bo proszę tysiąc razy. a tak. Dam klapsa - przecież to nie bicie. Nie będzie nawet siniaka. Dam klapsa, bo inaczej nie zrozumie. Dam klapsa, bo zbyt bezstresowo wychowuję swoje dziecko. Dam klapsa, bo inaczej trafi do kryminału, będzie kradło, biło, zabijało....

Małżeństwo po urodzeniu dziecka cz. II

Około roku temu dodałam podobny wpis. Jak bardzo myliłam się myśląc... że to tylko namiastka lawiny "cosiów" co będą nas dotykać. Dla przypomnienia link  http://moc-cynamonu.blogspot.com/2012/08/mazenstwo-po-urodzeniu-dziecka.html Matka pracująca, nieogarniająca. Nie robiąca NIC, co może zostać zauważone, a robiąca wręcz wszystko, co może zostać wykorzystane przeciwko niej. Od jakiegoś czasu nie łudzę się, że wyjdzie słońce. Mimo, że przymykam oko, zaciskam wargi (czasem druga połowa też to robi), to nadchodzi moment, kiedy lawina wypływa. Po co to wszystko i na co to komu? Każdy pięknie zaczynający się dzień można przecież zepsuć. Wydawało mi się, że ogarniam. Że jest lepiej, że praca była rozwiązaniem niektórych nieporozumień w naszej wybrakowanej rodzinie. Dziś "M" udowodnił mi, jak bardzo się myliłam. Nie jestem idealna. Nikt nie jest. Zaczynam swój dzień o 5:30, jakąś godzinę - dwie po tym, kiedy karmię Wojtka w nocy. Zrywam się na równe nogi, szykuję ...