Zdecydowanie uważam, że trzeba umieć kontrolować swoje ja. W sieci choć jesteśmy anonimowi (poniekąd, ponieważ wiele osób do których kierujemy słowa faktycznie je czytają i odbierają osobiście), to musimy pamiętać, że są jeszcze inni odbiorcy naszego życia. Czy warto je koloryzować? Czy pisząc o życiu powinno nam zależeć na "trzecioplanowych" odbiorcach? Tak. Pod warunkiem jednak, że piszemy bajkę, opowiadania, książkę. Co będzie wtedy lepszym chwytem marketingowym? Opowieść o biedzie, smutku, dekoloryzacji życia, czy raczej o radości, spełnieniu widzianych przez różowe okulary... hm. Wydaje mi się, że pierwsza wersja będzie bardziej popularna, ponieważ jak radości jest za dużo to i odbiorcy nie są zadowoleni. A w moim życiu? Wiele wersji się przewinęło...ale cały czas czekam na tą euforię radości. Niech nadejdzie już niedługo. Dlatego nie piszę pod publikę. Nie oczekuję zazdrości czy współczucia. Podziwu. Prawdziwej zazdrości nie poznam namacalnie (choć na pewno takowa i...
Blog matki wariatki :)