Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Wojtek

Pluszowy Potwór :)

Potwór nos pluszowy ma chcesz buziaka? Chętnie da. Łapy jakieś takie małe Zębów mało, prawie wcale. Szukam kolców lecz nie widać, musiał u fryzjera bywać. Ktoś się boi tego stwora? To wieczoru nasza zmora. Lecz sprawdziła już mamusia że w pokoju u Wojtusia Nie ma duszków i potworów ani innych dziwnych stworów Królik śpi już obok Ciebie Łapką kot za uchem grzebie Księżyc już utulił chmurki gwiazdki ostrzą swe pazurki W końcu wszyscy poszli spać by już wcześnie rano wstać

Rozmówki z dwulatkiem!

Jak ja długo czekałam, aż będę mogła dodać taki post. Jak zazdrościłam tych odzywek mamom, które już mogły rozmawiać ze swoimi dziećmi. Oto kilka naszych rozmów: ja: Wojtusiu chodź do mamy, musimy się przebrać. Wojtek "nie mogę" ja: "no chodź, będziemy szli do babci" W: "Nie mogę Musiu" ja: "bo pójdę sama"! W: "pa Musiu!" ### Wojtek: "Mamaaa Kupa!" ja: "już zrobiłeś, czy przynieść nocnik"? W: "jeszcze, jeszcze robię" Ja: aha...(podchodzę bliżej w celu zidentyfikowania, czy obiekt śmierdzący faktycznie znajduje się w Wojtka pampersie) Wojtek: " NIE DOTYKAJ MNIE, NIE DOTYKAJ MOJEJ PUPY" ! omg... ### Wchodzimy po schodach. Wojtek" jeden, two, three, four, five, six" ! Niedługo będzie ich coraz więcej, a ja zapisuję, żeby nie zapomnieć :)

16-05-2014 czyli drugie urodziny Wojtka.

Kiedy to minęło? Czy to oznacza, że mój blog ma ponad dwa lata? Właściwie, to czy kiedyś mu go pokażę? Mam nadzieję, że tak. Dwulatek. Osóbka nie do odgadnięcia. Osóbka tak świadoma swoich wyborów, reakcji i innych wszelkich zachowań.  Jako dwulatek Wojtek potrafi złożyć mało skomplikowane zdanie (sprawa bardziej się komplikuje, kiedy chce powiedzieć więcej, jednak nie ma to większego środka przekazu, gdyż jego język zaczyna się plątać i nic nie rozumiem :) ) Potrafi nazwać dwa kolory (żółty i czerwony), jednak rozpoznaje większość barw wskazując na konkretne, gdy go o to zapytam. Jest nadzwyczajnie kulturalny. Używa słów "proszę, "dziękuję" "przepraszam" - całkiem świadomie i zawsze w odpowiednich momentach.  Próbuje śpiewać krótkie zasłyszane melodie (najczęściej z bajek). Rozpoznaje i nazywa postaci z bajek "świnka peppa" "tata świnka" "mama świnka" ( i czym mnie zadziwił ostatnio - postaci dru...

co z tym smokiem?

Nynuś Dynduś DyDy Ciuciek "DamDam"(Wojtkowy) Jak z niego zrezygnować? Nie byłabym sobą, gdybym nie zaczerpnęła porady z sieci. Jak to z każdym pytaniem i poradą - matka matce wilkiem, czyli która jest lepsza, a która jest większą debilką. W 40% przypadków zero pomocy - powiedzieć swoje + wdepnąć innej matce w odcisk. Po co? Czasami śmiać mi się chce, jak czytam niektóre komentarze na słynnych fp wyrobów dla dzieci. Zacytuję wypowiedź jednej z mam, która dała dziecku smoczka zaraz po urodzeniu, bo kazali w szpitalu. "co do dzieci powyżej 1,5-2 lat ze smoczkiem to już nic innego jak Debilizm rodziców". Inną z kolei matkę polkę razi widok starszego dziecka ze smokiem w buzi.  inna twierdzi, że wystarczy poświęcić dziecku czas. Wojtek 22 miesiące jest świadom, że smoczek jest dla "dzidzi", bo często sam tego określenia używa, ale widać bardzo często nie może po prostu się bez niego obejść. Nadchodzi moment, w którym go "p...

Pozowanie do zdjęć :)

Zaraz minie 22 miesiące, gdy przyszedł na świat z drobną pomocą niezastąpionych lekarzy z Opolskiego szpitala. Dokładnie jednego z TYCH, na których dziś nieznający wieszają psy, a właściwie jednego z nich. Lecz nie o tym dzisiaj. O rozwoju. Co potrafi 22 miesięczne dziecko? Wojtek (edytowane:)  nie potrafi usiedzieć w miejscu. Niemal wszędzie gdzie zmierza - biegnie. Rusza się tak dużo, że nie jestem w stanie ogarnąć momentu, kiedy siedzi spokojnie. Podczas oglądania bajki, jedzenia, (nawet leżenia!) musi się ruszać, choćby nogą, rączką, głową. Mówi. Mówi bardzo dużo. Nie raz jest to coś bardzo niezrozumjiałego, jak monolog, lecz czasem da się porozmawiać z własnym dzieckiem. Jego ulubione wyrazy to "tutaj", "nie" "nie ma". Układa wieże z klocków. Nawet 10 piętrowe :) Układa sam 9 elementowe puzzle. Pozuje do zdjęć, co będzie kwintesencją wpisu:

"No ładnie ładnie!"

Czekam w sklepie w informacji na sprostowanie paragonu. Widzę mamę z dzieckiem i babcią idącą szczęśliwie w kierunku wejścia do sklepu. W pewnym momencie dziecko głośno mówi, że nie chce wchodzić do sklepu. Babcia nalega "chodź Jasiu, musimy zrobić zakupy". Dziecko rzuca się na podłogę i piszczy. Mama bierze babcię pod rękę i idą parę kroków dalej. Stoją za bramką wejściową i obserwują wrzeszczącego brzdąca. OCZYWIŚCIE ludzie nie znający sytuacji rzucają komentarze "co za matka", "co za nieodpowiedzialność", "co za wychowanie". Litości! Wychowanie? Co ma wychowanie do wyrażania swojego zdania? Co mają wzorce nakładane w domu do tego czego chce dziecko? Czy fakt, że mamusia/tatuś/babunia marzy o naszej karierze chirurga skutkuje tym wyborem w przyszłości? Niekoniecznie. Jest to przecież wybór, wyrażanie zdania. Dziecko po minucie zauważyło, że nikt nie słyszy jego wrzasków i wstało. Mama podeszła do dziecka i mocno się przytulili, ustalili ...

o frustracji i troszkę o postępach :)

Zdecydowanie uważam, że swoją frustrację najzdrowiej wyładować poprzez funkcję "powiedz" "wykrzycz" "zbluzgaj".  W momencie, kiedy jestem bardzo sfrustrowana pisanie nie przynosi mi ulgi. Łzy nie oczyszczają. Jeśli jednak nie mam jak krzyczeć stawiam na zmęczenie. Dziś padał deszcz, więc odpuściłam bieganie. Znalazło się kilka rzeczy w łazience do posprzątania, naczynia do zmycia i miejsce pod prysznicem do posłuchania swych myśli.  Jestem kłębkiem nerwów. Chodzącą bombą zegarową, które zbliża się do zera.  O ile odkąd poszłam do pracy stan który określałam jako depresja minął - to frustracja narasta. Już nie jest wszystko czarne i do dupy. Cieszę się z małych rzeczy, które dla mnie są wielkie. Największe. Narzekałam, że Wojtek nie mówi mama, kiedy 7 miesięczne dzieci zaczynały wypowiadać to słowo. Zaczął około miesiąc temu - z tą różnicą, że świadomie. Nadrabia moje kilkumiesięczne wyczekiwanie. Woła mnie jak tylko zniknę mu z oczu, ja wo...

Co u nas...

Ostatnimi czasy wolny czas zajmuje mi życie. Spędzam w parterze większość dnia goniąc za raczkującym i wstającym wszędzie Wojtkiem. Wojtek wypowiada co raz to nowe dziwaczne słowa i wywołuje wieczny uśmiech na mojej twarzy. Przyznam, że to bardzo nerwowy gość. Często wręcz opadają mi ręce. Przewinięcie roczniaka to jakiś armagedon i nieważne, czy jest większa czy mniejsza do tego potrzeba. Piski i krzyki nie znają decybelowych granic. Zmiana pampersa roznosi się wzdłuż i wszerz blokowych ścian :) Tak wiem. Jutro wyciągam nocnik. Będziemy przesiadywać, aż się przyzwyczai. U mnie osobiście różnie. Dalej jak na huśtawce. Mimo, że chwile totalnej niemocy i słabości lekko osłabły, to i ja sama chyba też. Niedługo minie miesiąc mojego dietowania a stając na wagę nie mam szerokiego uśmiechu. Czuję, że tym razem się staram, że robię wszystko a tu takie ... marne efekty. Zaczęłam biegać. Dystans jest progresywny, więc mogę się chwalić. Nie ukrywam, że motywacją jest odpalona aplikacja end...

Rok bez dnia.

Rok temu... pisałam do męża smsy z prośbą o dostarczenie wody batoników i arbuza do szpitala. Innej piżamy, kremu i laptopa, bo miałam wrażenie, że utknęłam tam na zawsze. Gdy nadszedł wieczór zaczęłam się źle czuć, co zgłaszałam lekarzowi. Lekarz popatrzył na mnie jak na histeryczkę i rzekł: "jest Pani w ciąży, dlatego boli". Prosiłam o dodatkowe badanie KTG, jednak powiedzieli mi, że nie ma takiej potrzeby. Przeszła mnie myśl...wyśpij się w nocy. Dostałam tabletki uspokajające i leżałam z otwartymi oczami do rana. Rano zgłaszając skurcze byłam znów bagatelizowana. Dobrze, że ktoś ryknął na lekarzy i otworzył mi oczy. Nie ufam.... nie można im ufać. To ludzie jak wszyscy inni, zmęczeni czasem 24 godzinną pracą. Jak mogą być świadomi tego co robią? Jak mogą być czujni? 16.05.2012 o godzinie 13:00 urodził się mój mały sens życia. Ktoś, kto kazał mi żyć, żeby być z nim i się nim opiekować. Nie mogę uwierzyć, że to już rok. ! Z 50 cm urósł do 88, z 2600g przytył do prawie ...

Majowy spacer

Dziś urządziliśmy sobie spacerek po największym zielonym parku w naszym mieście. Pogoda była piękna, a mnóstwo drzew i klimat "wyspy" dodawał nam niezbędnego chłodku :) Znaleźliśmy świetną huśtawkę, gdzie zmieścił się mój tyłek razem z Wojtkiem :) Znaleźliśmy piękną łączkę, na której miał zostać tylko przewinięty Wojtek a zostaliśmy na dłużej:) Pod kocykiem ukryło się.... jeszcze więcej trawki :) Taki oto króciutki, wpis z którego jestem zadowolona!

Wierzę, że...

Wierzę, że coś na nas czeka. Że jest coś jeszcze. Może dzieje się to w ten sposób, że Ci, co odeszli mają już lepiej. Że my po coś tutaj jeszcze zostaliśmy, jedni na krócej, inni na dłużej. Nie wiem, czy jest niebo. Nazwijmy to po prostu "Tym miejscem", lub "Tam". TAM jest mój Kuba - wierzę, że jest, jednak nienamacalnie. TAM nie będzie nam potrzebne ciało. Jakoś się poznamy. Tylko jak będę wyglądać? Jak on będzie wyglądać? Będzie malutki, czy dorosły? Czasami chciałabym sprawdzić, czy na mnie czeka, ale mam tutaj jeszcze coś do zrobienia. Jest Wojtek, który upewnia mnie w przekonaniu, że życie nie jest takie najgorsze, że można kochać go tutaj i cieszyć się prawdziwie. To takie niewyobrażalne, że mogliby być tutaj obaj. Znów mi ciężko.

Wojtkowy bilans

Wiek: 9,5 miesiąca Do urodzinek: 76 dni Waga: 9960g Długość: 88cm według ulubionej pielęgniarki Wojtusia. Podsumowując. Chłop zdrów jak ryba, w tą długość do końca nie wierzę i traktuję z przymrużeniem oka, bo mieści mi się Wojtek w ciuszki o rozmiarze 80. Doktor zajrzał do buzi Wojtka w poszukiwaniu zębów i mówi: - Naoglądaliście się Sagi Zmierzch? Wyszły górne dwójeczki, jedynek brak, mały wampirek :D - Tak... wręcz pożarłam 3 tomy w ciąży :) hihi Opowiedziałam lekarzowi o moich mlecznych obliczeniach. Powiedział, że wypisze nam receptę na mleko, bo nikt go jeszcze nie ścigał za wypisanie mleka... czyli trzeba bić do źródła recept, nie do recepcjonistki z informacją. Dziś krótko - brak czasu :)

No hej.

No nie będzie notki... wyłam do księżyca pół nocy. Wojtek natomiast spał. Fajnie. Raczkuje od rana, ale tylko powoli. Jak chce szybko to bach na brzuch i pełznie z prędkością światła.

Pan kotek był chory....

...i leżał w łóżeczku. Przyszedł pan doktor - jak się masz koteczku? ... W środę zasypialiśmy z gorączką 37.8. Dodatkowo pojawił się drugi ząbek więc byłam spokojna. Dałam na noc paracetamol w nadziei, że gorączka przejdzie, marudzenie z bólu też, a sen będzie spokojny. O godzinie 23:00 gorączki nie było. Mama odetchnęła z ulgą. Wojtek jednak cały czas wiercił się w nocy i wstawałam do niego średnio co 15 minut. W środku nocy dotykam jego czoła a on tak gorący, że bałam się tego, co zobaczę na termometrze. Stało się - 39.3. Podałam znów paracetamol i dotrwaliśmy jakoś do rana. Nad ranem Wojtek zaczął kaszleć i już wiedziałam, że to nie nasz nowy ząb. O zgrozo, dziwiłam się, że każdy po wizycie u nas wychodzi chory - przecież ten wirus musiał gdzieś u nas się zaczaić! Rano zadzwoniłam do lekarza - miał być o 12:00.  - Późno - pomyśleliśmy. Jak zaczęły się wymioty momentalnie zadzwoniliśmy na pogotowie. Dowiedziałam się tylko, że mogą wprawdzie przyjechać, ale PO WOJTKA, n...

Chorobo precz won! a-kysz!

Dookoła, wszędzie, na każdym kroku ktoś kicha, kaszle, chrząka! Zaczynam się bać i zachowywać jak tajny zwiadowca skanując każdego przechodnia, czy aby choroby nie niesie. Przestałam wchodzić z Wojtkiem do sklepów a nawet unikam przychodni, gdzie separacja dzieci chorych od zdrowych pozostawia wiele do życzenia.  W poniedziałek odwiedziła mnie kuzynka z synkiem. Dzieci wariowały, bawiły się, jadły chrupy... Dziś kuzynka i jej synek leżą w domu rozłożeni przez zapalenie oskrzeli :( W środę przyszła dobra koleżanka ze szkolnych lat z córeczką. Dostała wczoraj gorączki i leży w szpitalu... Od wczoraj ja słabo się czuję. Dziś dzięki pomocy B udało mi się odespać 2 godzinki i zdecydowanie mi się poprawiło. Mam nadzieję, że to więcej zmęczenie, niż choroba. Wojtek powoli wita drugiego ząbka, jeszcze nie jest widoczny jednak widzę, że to już lada chwila. W związku z tym stał się znów potworkiem marudzącym. Serce pęka jak płacze.

Piąteczek!

Piątek jest piątkiem, piąteczkiem, nawet dla człowieka nie pracującego... Czekam na niego przez cały tydzień jak robol na chwilę w łóżku. Przy Wojtku wspaniale się uwsteczniłam i sama zaczęłam raczkować lub pełzać za nim. Kondycja coraz lepsza, nie narzekam. Śmiałam się ostatnio z "małego tarana" koleżanki a sama mam kolejny egzemplarz. Po trupach do celu. Jak sobie coś upatrzy to zrobi wszystko, by do tego dotrzeć. To piękne... i szokujące. Oczy dookoła głowy. Zaczęliśmy jeść chrupy!!! A Vifon - musi być - bo szeleści ! :)

Dżdżowniczka

Jeszcze kilka dni temu, dosłownie parę chwil... śmiałam się z chińskiego sposobu przemieszczania się Wojtka. Ma tyle energii, chęci i uśmiechu, że chęć dostania się do konkretnego przedmiotu jest po prostu komiczna. Wczoraj zmotywował mnie do umycia podłogi, ponieważ piankowe puzzle 150x150 przestały mu wystarczać do zabawy. Co chwila jakaś zabawka przypadkiem wyrwie się poza teren wojtkowy i koniecznie trzeba po nią iść. Wczoraj przerabiałam również otwieranie szafek i szuflad. Dziś Wojtek zauważył, że w doniczkach z kwiatkami jest ziemia. Bardzo fajna i ciekawa ziemia! Tak więc pełza sobie Wojtek demolka a za Wojtkiem pełza matka wariatka, przerzucając co chwilę przedmioty z jego pola widzenia. Odsuwając kwiatki, domykając szafki, polerując koszulą podłogę i podkładając pieluchę pod cieknącą ślinę. Fajnie jest. Liczę na spadek wagi do końca miesiąca (swojej oczywiście). Przechodząc do tematu kulinarnego to zrobiłam całkiem pyszną zupkę dla Wojtka. Mimo, że bez przypraw jedliśmy r...

Szybki post o małym postępie! i KONKURS!

Weekend jak zwykle minął tak, jakby go wcale nie było. Zawsze tyle rzeczy jest do zrobienia, że nagle bach! Robi się wieczór, potem szkoda czasu na wieczorne siedzenie, poświęcanie sobotniego wieczoru na korzyść snu... i ten poranek, kiedy z elektronicznej niani płynie melodyjne "bleeeaaa, aaaa, baaaaaaa". Wojtek wstał! Terrorysta malutki kochany:) Mam zaszczyt zameldować wojtkowy sukces. Zaczął się przemieszczać! Trudno nazwać to jeszcze pełzaniem, jednak przemieszcza się do przodu. Myślę, że to kwestia 2-3 dni i będzie śmigał po całym domu. Chyba muszę wyciągnąć szmatkę do podłogi... Ostatnio zaczytałam się... w piąknie pisanym blogu o zmaganiach podwójnej mamy z dziećmi http://godzillapozera.blogspot.com/ - polecam! Na dokładkę mały (pierwszy) konkurs!! Do wygrania drobne upominki - klips do smoczka oraz smoczek Canpol Babies. Jeśli uzyskamy 100 udostępnień przewidujemy nagrody dodatkowe! Zasady są umieszczone na facebooku:) Tutaj informacje o konkursie :)

Wojtek testuje - MAM TWISTER - GRYZAK ZABAWKA 6+

Dziś troszkę o produktach dla dzieci. Wyszło na to, że znów testujemy gryzak - tym razem zdecydowanie bardziej rozbudowany od poprzedniego. Frajda podobna.  Poprzedni test znajdziecie po tym linkiem: http://moc-cynamonu.blogspot.com/2012/12/siedmiomiesiecznica.html Po świętach Wojtek dostał paczuszkę od MAM BABY. Tym samym rozpoczęliśmy testowanie nowego gryzaczka. Od razu jego uwagę zwróciła grzechotka zamontowana w środku zabawki - gryzaka. Dzięki niej tak długo zajęło mi udokumentowanie zabaw z produktem, gdyż super fotografem nie jestem a dziesiątki zdjęć było rozmazanych...  Gryzaczek posiada cztery odgałęzienia do gryzienia. Każde ma inną strukturę, więc dziecko szybko może wybrać swoją ulubioną część do zaspokajania dziąsełkowych bóli. Dodatkowo, każda część gryzaka ma inną twardość, maluch szybko dopasuje sobie tą najbardziej atrakcyjną w danej chwili. Znów gryzak trafił w nasze przeciągające się ząbkowanie i ukoił Wojtka dziąsła. Tym r...

Mamy pierwszy ZĄB!

Zanim zaczęłam pisać posta, a właściwie pisząc tytuł zastanawiałam się kiedy to ja o tych zębach zaczęłam... Rosły, rosły i wszystko co tylko się przytrafiało, bolało, ulewało, kupczyło na rzadko to była wina zębów. W dniu dzisiejszym, mogę oświadczyć wszem i wobec, że ząb się pojawił ! Lewa dolna jedyneczka. Oczywiście dopiero wystaje z dziąsła a jednak udało się Wojtkowi mnie dziś "nią" czy "nim" ugryźć :) Tak więc teraz z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że dzisiejszy Wojciech był taki jaki był (a dał mi w kość baardzo) bo ząb! Dzisiejszy dzień spędziliśmy w domu patrząc za okno na opadające płatki śniegu. Nasze wielkie miasto zostało sparaliżowane atakiem zimy (któż by jej się spodziewał o tej porze roku?). Późnym popołudniem jadąc do sklepu za sznurkiem aut wychodziłam z siebie. Rozumiem ostrożność kierowców, ale niektórzy wielce przesadzają. Szanuję także jeżdżące L-ki po mieście, jednak są warunki, w których mogliby odpuścić nauki - takimi są godzi...