Jak co roku globalne "fuck" dla walentynek pojawia się na każdym kroku. Tekst tak samo do porzygania, jak same miziające się wszędzie serduszka walentynkowe. Nie da się tego po prostu przyjąć na klatę i obejść, nie obejść albo być z boku? Połowa z ludzi, którzy tak "pieprzą" święto zakochany jest samotna. Cóż. Każdy z nas kiedyś był samotny i buntował się przeciwko świętu (o ile można nazwać to świętem), którego nie mógł obchodzić jak tabuny innych ludzi. Tak samo z drugiej strony. Każdy (a może prawie każdy) był kiedyś zabójczo zakochany i dzień Walentego wywoływał u niego wiele dobrych i zwariowanych emocji. Pewna kawiarnia w Opolu w drodze buntu walentynkowego zablokowała możliwość rezerwacji stolika dla mniej niż 3 osób. Szkoda, stracą wiele kaski :) Sama chciałabym spędzić ten dzień inaczej, wyjątkowo, nawet sztucznie amerykańsko przy dyndających serduchach i wielkich lodach truskawkowych. No cóż. Nie mam romantyka w domu...
Blog matki wariatki :)