Dostałam fajną dietę od znajomej. Dopasowana do potrzeb młodej mamy a zarazem do osoby z niedoczynnością tarczycy. Dawno nie jadłam śniadania o 8:00 i dawno jedzenie nie sprawiało mi tyle radości. W momencie, gdy kurczowo trzymam się jej reguł cieszy mnie każdy łyk jednej dozwolonej kawy oraz każdy kęs sałatki warzywnej. Mam świadomość, że nie mogę zaraz sobie podejść do szafki by wszamać COKOLWIEK. Dodam tylko, że ciężko przestrzegać ustalonych godzin posiłków przy Wojtku:) Robienie śniadania zajmuje mi pół godziny, jedzenie kolejne pół, razem z dziesięcioma przysiadami, biegami i kicaniem wokół niego. Dieta zakłada 5 posiłków dziennie i głównym elementem są białka i warzywa (nie mylić z dukanem). Oto mój wczorajszy obiadek... z podwieczorkiem o 17:00 spóźniłam się godzinę...no i kolacja była lekko za późno. Cóż. Efekty na pewno będą. Skoro już się pochwaliłam to głupio się dietki nie trzymać.. a oto mój dzisiejszy powód do uśmiechu...:)
Blog matki wariatki :)