Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą bóg

Prawdziwa matka rodzi w bólach!

Godzina 12:00 leżę podłączona do specjalistycznych sprzętów, z drukarki KTG wysuwa się piękna fala, urządzenie "pika", świeci. Tętno dziecka spada do 60-70, moje chyba bliskie zeru z nerwów. Piękna drukowana fala pokazuje mocne skurcze, zaczynam patrzeć na zegarek. Skurcze są już co 5 minut. Dlaczego do cholery nikt nie przychodzi? Świetnie widziałam, że urządzenia są monitorowane dodatkowo z kapsuły położnych. Pewnie nikogo też tam nie było. W końcu 12:20 wpada lekarz jak oparzony: "TO PANI NIE CZUJE, ŻE SĄ SKURCZE?" Pani czuje. Pani informowała. Pani z nadzieją czekała, aż ktoś przyjdzie i mnie poodpina z tego sprzętu i weźmie na stół.  13:00 urodziłam. Piękny zdrowy, duży mimo że wcześniak.  No właśnie. Co z tym porodem? Cesarka ze wskazaniem, na życzenie, po ciężkich bólach. U jednych mam po prostu bo tak wybrały, u innych z powodu komplikacji. Dlaczego mają się czuć gorsze? Czy ich dzieci są inne? "Pofarciło ci się. Okaż szacunek l...

Strata dziecka a Bóg. Podejście moje.

Zwykłe rzeczy, które się dookoła nas dzieją zależą tylko od nas. Co jest w przypadku, kiedy dzieje się coś niespodziewanego? Na co nie mamy bezpośredniego wpływu? Potocznie mówi się "Bóg daje, Bóg odbiera"... Pewnie i tak mówiłam, dopóki nie straciłam dziecka. Bóg daje... jak wspaniale mu zawdzięczać dobro, powodzenie, szczęście, zdany egzamin, dobry dzień. Kiedy jednak mamy nie zdany egzamin, zły dzień, stos niepowodzeń, czy winimy za to Boga? Czy faktycznie od kogoś nienamacalnego zależy nasz byt?  Pamiętam swoje pierwsze pretensje. Były one właśnie do Boga. "Boże dlaczego?" - myślałam. "Boże proszę nie" - wołałam. W końcu "Boże, daj mi być matką" - marzyłam. Kilka tygodni później moje nastawienie zupełnie się zmieniło. Dlaczego moja wiara nakazuje mi ROZUMIEĆ tą niesprawiedliwość? Zbierać ją na siebie jako łaskę i oznakę SPRAWIEDLIWOŚCI? Skoro sprawiedliwie mnie osądzono cóż musiałam takiego zrobić? Że nie straciłam nerki/palca/włos...

O wszystkim malutkim

Zbyt dużo nieszczęścia spotyka naszą rodzinkę. W ciągu dwóch lat odeszła dwójka dzieci.  Czy śmierć dziecka jest potrzebna? Czy czegoś uczy? Nie, moim zdaniem nie. Jeśli miałaby to być nauczka, to dla kogo? Jeśli nagroda? To wierzę, że tylko dla tych aniołków, bo przecież nie dla rodziców.  Na wczorajszym pogrzebie małej Madzi ksiądz powiedział słowa "Niech śmierć tego dziecka nie pozwoli nam przerwać radości jaką są święta Wielkanocne". "Pewnie wielu z was nie było u spowiedzi wielkanocnej". Mówił również, że nie powinniśmy się smucić, że Bóg wezwał ją do siebie i już nie potrzebuje naszej modlitwy. Że to czas, żeby jeszcze bardziej zbliżyć się do Boga.  Niestety. Po TYCH słowach ja osobiście jeszcze bardziej się oddalam. Nawet, jeśli wierzę, że nasze dzieci są w niebie, że jest im dobrze, że czekają tam na nas radosne - to nikt nie powinien mówić jak człowiek po pewnych doświadczeniach POWINIEN się czuć. Tym bardziej - co ma czuć i jak ma myśleć. Absurd...

Dylematy moralne

Wyczytane w sieci: "Czy mogę powiesić plakat swojego idola w pokoju? Katecheta powiedział mi, że godzi to w pierwsze przykazanie.." "Powinienem nosić okulary, ale mi się nie chce, czy to grzech"? "W Biblii potępione są praktyki magiczne i zabobony. A to niezupełnie to samo co przesądy. Na pewno jednak uleganie przesądom jest wyrazem niewiary w Bożą Opatrzność. Człowiek który myśli, że jego los zależy od spełniania takiej czy innej praktyki nie mającej rozumnego związku ze sprawą wierzy w gruncie rzeczy w jakieś tajemne siły, które miałyby rządzić światem. A to już jest bałwochwalstwo..." Odniosę się do ostatniego. Dlaczego wierząc w jakąś magię, siłę rządzącą światem jestem kimś nierozumnym? Dokładnie tak samo można powiedzieć o człowieku który wierzy w Boga. Wszystko co nienamacalne jakoby nie istnieje. To nasze myśli sprawiają, że staje się to niemal realne. Jednak w dalszym ciągu to wiara w coś, czego nigdy nie poznamy. Nie zgadzasz się ze mną?...

Czysty

Wczoraj napadł mnie szereg różnych myśli. Nie...nie mogę ot tak napisać notki o chrzcinach. Jest zbyt wiele rzeczy, które kotłują i kłócą się w moim umyśle i nie dają spokoju. Te myśli towarzyszyły mi przed chrzcinami, bo gdzieś to wszystko się ze sobą kłóci, tylko nie wiem w którym momencie. Odniosłam wrażenie, że w sprawie chrztu rodzice są najmniej ważni. Bardziej natomiast ważni są rodzice chrzestni. Jednak, czy w dobie dzisiejszych realiów jesteśmy na tyle "katoliccy" by móc nimi się zgodnie ze swoim sumieniem stać? Wydaje mi się, że wszystko co robimy, jest niewybaczalne, złe i nie po bożemu. Mam dużo więcej na "języku" ale z pewnych względów nie chcę tego napisać. Jak to jest żyć po bożemu? Żyć schematem przykazań, niedzielnej mszy i czystego sumienia?? Gdzie mogę znaleźć takie osoby? Dziś o czystości przedmałżeńskiej robi się specjalne wydania "rozmów w toku"... Czy skoro kościół przestrzega przed czystością przedmałżeńską uznaje POMAŁŻEŃSKI se...