Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą ciąża

Kiedy to Wojciech przyszedł na świat... mój happy end!

Hej:) No to piszę jak to wszystko się działo... 1 maja po wygrzewaniu się w cieniu na działeczce mocno źle się czułam i postanowiłam pojechać na IP żeby chociaż zrobili KTG bo Wojtaszek kopał mnie tak mocno że cała byłam w strachu. Dodatkowo czułam dziwne "pulsowanie" w brzuchu co na pewno nie było jego czkawką... Odmówili mi KTG, ewentualnie kazali kłaść się na oddział, bo "takie procedury" a rano do domu. KTG podłączyli mi koło 22:00 trwało 2,5 godziny... słyszałam jak puls co chwile spada do 110 i włącza się lampka alarmowa. Co chwile ktoś przychodził i kazał mi zmieniać pozycje. Całą noc nie spałam, wiedziałam że KTG nie wychodzi „idealnie” a mimo to w końcu je odłączyli i kazali spać. Rano 2 maja powtórzyli KTG i wyszło rewelacyjnie. Powiedzieli że pójde do domu ale jeszcze dla pewności zrobili USG z przepływami i... okazało się, że wód bardzo mało - kazali zostać na oddziale. W między czasie KTG wychodziło raz dobrze, raz "zbyt płask...

200-dniówka ;)

Dziś stuknął mi 200-setny dzień ciąży... Wojtuś radośnie wypycha stópki po bokach i skacze po pęcherzu...jeszcze około 2 miesięcy i będę stąpać z nogi na nogę, że może aby już zechce wyskoczyć z brzucha. Postanowiłam zabawić się w ogrodniczkę i kupiłam nasionka rzodkiewki. Tak ją z Mężem uwielbiamy, że chcę ją koniecznie sama wyhodować, niech tylko przestanie wiać a biorę łopatkę i konewkę i zasadzę ją w balkonowej doniczce. Kwiatki i tak by w końcu zwiędły, albo pożarłyby je koty, a rzodkiewka na pewno się nie zmarnuje:) Co jeszcze? Rano w przychodni spotkałam sąsiadkę "ulubioną" moich rodziców. Oczy zaiskrzyły jej się jak żarzące węgle jak zobaczyła mój brzuch. Zrobiło się ciepło, to teraz może wyruszyć z domu i rozpowiadać... oj jak ja nie lubię ludzi, którzy interesują się bardziej czyimś życiem niż swoim. Wścibscy, ciekawscy... żal mi ich, że nie poświęcą tego czasu na urozmaicenie swojego nudnego życia - to jest dobry lek na plotkarstwo :)

...Marzenia...

Może za rok... spakujemy materace, olejek do opalania, mały dmuchany basenik i Ciebie. Tatuś będzie nosił w wiaderkach wodę, żebyś mógł się kąpać i bawić. Zrobimy kanapki i urządzimy rodzinny wypad nad wodę. Kupimy duży parasol, żeby nie spiekło Cię słońce... ~~ Pójdziemy na spacer do zoo. Zobaczymy jakie polubisz zwierzątka. ~~ Zdecydowanie wybierzemy się w góry na jakiś weekend, a może nad morze? Będziemy budować Ci zamki z piasku. Jestem szczęśliwa jak marzę. Tylko czemu boję się marzyć? Jeszcze około 12 tygodni...

Sadysta...

Gdyby nie bolało, to pewnie bym nie poszła. Zęby same by mi powypadały i byłoby po kłopocie. Wizyta przesunęła się o 15 minut, bo popsuł się fotel. Dentysta spojrzał na mnie zrobił swój "pół-uśmiech" okiem, zerknął na brzuch i spytał: - kopie? Pokiwałam twierdząco głową i chyba nawet się uśmiechnęłam, albo tylko mi się wydawało, bo ze stresu miałam ścisk wszystkich mięśni twarzy razem ze ściskiem całego ciała. Naprawili to cholerne krzesło i weszłam do środka. Upewniłam się, że dostanę końską dawkę znieczulenia i spytałam dla uspokojenia ducha - "Jest szansa, że nie będę nic czuła?". Czułam jak robię się coraz mniejsza względem uśmiechającego się pod nosem sadysty. Odpowiedział ze spokojem i "pogardą" na twarzy: - "Szanse są zawsze". No tak, pomyślałam sobie. Nie dość, że już mój organizm od rana uruchamia mechanizm obronny i prowadzi do toalety z najmniejszym drobiazgiem, to jeszcze mnie tu stresuje facet. W głowie miałam jedną myśl ...