Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą jedzenie

Dżdżowniczka

Jeszcze kilka dni temu, dosłownie parę chwil... śmiałam się z chińskiego sposobu przemieszczania się Wojtka. Ma tyle energii, chęci i uśmiechu, że chęć dostania się do konkretnego przedmiotu jest po prostu komiczna. Wczoraj zmotywował mnie do umycia podłogi, ponieważ piankowe puzzle 150x150 przestały mu wystarczać do zabawy. Co chwila jakaś zabawka przypadkiem wyrwie się poza teren wojtkowy i koniecznie trzeba po nią iść. Wczoraj przerabiałam również otwieranie szafek i szuflad. Dziś Wojtek zauważył, że w doniczkach z kwiatkami jest ziemia. Bardzo fajna i ciekawa ziemia! Tak więc pełza sobie Wojtek demolka a za Wojtkiem pełza matka wariatka, przerzucając co chwilę przedmioty z jego pola widzenia. Odsuwając kwiatki, domykając szafki, polerując koszulą podłogę i podkładając pieluchę pod cieknącą ślinę. Fajnie jest. Liczę na spadek wagi do końca miesiąca (swojej oczywiście). Przechodząc do tematu kulinarnego to zrobiłam całkiem pyszną zupkę dla Wojtka. Mimo, że bez przypraw jedliśmy r...

Dieta przy dziecku

Dostałam fajną dietę od znajomej. Dopasowana do potrzeb młodej mamy a zarazem do osoby z niedoczynnością tarczycy. Dawno nie jadłam śniadania o 8:00 i dawno jedzenie nie sprawiało mi tyle radości. W momencie, gdy kurczowo trzymam się jej reguł cieszy mnie każdy łyk jednej dozwolonej kawy oraz każdy kęs sałatki warzywnej. Mam świadomość, że nie mogę zaraz sobie podejść do szafki by wszamać COKOLWIEK. Dodam tylko, że ciężko przestrzegać ustalonych godzin posiłków przy Wojtku:) Robienie śniadania zajmuje mi pół godziny, jedzenie kolejne pół, razem z dziesięcioma przysiadami, biegami i kicaniem wokół niego. Dieta zakłada 5 posiłków dziennie i głównym elementem są białka i warzywa (nie mylić z dukanem). Oto mój wczorajszy obiadek... z podwieczorkiem o 17:00 spóźniłam się godzinę...no i kolacja była lekko za późno. Cóż. Efekty na pewno będą. Skoro już się pochwaliłam to głupio się dietki nie trzymać.. a oto mój dzisiejszy powód do uśmiechu...:)

Nie śpię...

Nie jestem w stanie sprecyzować czym naładowuję swoje "akumulatory". Od kilku dni w nocy krzątam się po domu. Chodzę spać wykończona między 22:00 a 23:00, właściwie tylko po to tak "późno", bo chcę jeszcze skorzystać z chwili dla siebie kiedy Wojtek zaśnie. Porę drzemki nocnej mamy około 21:00, kiedy to zamykam drzwi od jego pokoiku i wiem, że teraz ja. Ja, która chciałaby paść ryjem w poduszkę a jednocześnie nacieszyć się chwilą ciszy. Jak już padnę, budzę się za chwilę. Mam wrażenie, że minęły długie godziny a na zegarze zwykle wybija 00:30. Maszeruję po domu, zaglądam do Wojtka czy śpi,a właściwie czy oddycha. Potrafię tak 3 razy w nocy wstać, żeby tą konkretną rzecz sprawdzić. Jestem nienormalna, ale najgorsze jest to, że chyba tak mi już zostanie. Zauważyłam, że duże kontrowersje wywołała moja notka o ćwiczeniach Vojty. Jak ćwiczę z Wojtkiem nie sprawiam mu bólu. Te krzyki i płacz są z niewygody i "zmuszania" go do przyjęcia pozycji prostej, od któr...