Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą praca

Korporacja sracja! Bez cenzury...

Część pierwszą, sprzed roku znajdziecie tutaj:  Wyścig Szczurów Numerze Czterdzieści, żegnamy się dziś z Panią, ponieważ Pani wyniki były najgorsze pośród zespołu. Braliśmy pod uwagę Pani pracę w lipcu, niestety nie możemy nic zrobić... tak tak. Wiemy, że była Pani na 3 tygodniowym urlopie, który sami Pani udzieliliśmy, który Pani należał się za wytrwałą i efektywną pracę. Niestety do naszej dzisiejszej loterii wylosowaliśmy miesiąc lipiec, w którym, mimo, że efektywnie Pani pracowała nie przełożyło się to na oczekiwany efekt-końcowy. Niestety nie jesteśmy z Pani zadowoleni patrząc na pryzmat TEGO miesiąca, który był decydujący. Tak. Wiemy, że jest Pani matką małego dziecka, mimo to nie jest to wytłumaczeniem. Generalnie, nie obchodzi nas gdzie Pani byłą w lipcu, obchodzi nas wynik. Żegnamy się więc numerze Czterdzieści, już nie istniejesz na korporacyjnej liście.  http://www.networkblog.pl Korporacja. Jesteś tylko jebanym numerkiem na liście gości. Gości ...

o frustracji i troszkę o postępach :)

Zdecydowanie uważam, że swoją frustrację najzdrowiej wyładować poprzez funkcję "powiedz" "wykrzycz" "zbluzgaj".  W momencie, kiedy jestem bardzo sfrustrowana pisanie nie przynosi mi ulgi. Łzy nie oczyszczają. Jeśli jednak nie mam jak krzyczeć stawiam na zmęczenie. Dziś padał deszcz, więc odpuściłam bieganie. Znalazło się kilka rzeczy w łazience do posprzątania, naczynia do zmycia i miejsce pod prysznicem do posłuchania swych myśli.  Jestem kłębkiem nerwów. Chodzącą bombą zegarową, które zbliża się do zera.  O ile odkąd poszłam do pracy stan który określałam jako depresja minął - to frustracja narasta. Już nie jest wszystko czarne i do dupy. Cieszę się z małych rzeczy, które dla mnie są wielkie. Największe. Narzekałam, że Wojtek nie mówi mama, kiedy 7 miesięczne dzieci zaczynały wypowiadać to słowo. Zaczął około miesiąc temu - z tą różnicą, że świadomie. Nadrabia moje kilkumiesięczne wyczekiwanie. Woła mnie jak tylko zniknę mu z oczu, ja wo...

Trole korporacyjne, pęd szczurów i siła przenikalności formowych murów!

Nie wiem czy posiadam swoją pracę marzeń. Możliwe, że gdybym kształciła się w jasno wyznaczonym kierunku dziś robiłabym (albo i nie) coś, co sprawiałoby mi radość. Pytanie zadać sobie muszę, czy jestem aż tak bezpłciowa, czy może tak bardzo wszechstronna i elastyczna, że dopasowuje się do sytuacji jak kameleon? Pracuję, mam z tego pieniądze, mogę kupić czasem coś Wojtkowi, nie płaczę pod koniec miesiąca z braku środków do życia. Kolorowo też nie jest, ale jest NORMALNIE. O to między innymi chodziło. Praca w korporacji jednak chyba nie jest dla ludzi o słabych nerwach. Masa różnorodnych charakterów, i słabych i silnych, tak samo zdesperowanych do osiągania swoich celów. Wydawałoby się, że poczułam stabilizację zawodową. Nic bardziej mylnego. Stabilizacja jest w policji, wojsku, nfzcie, zusie i innych takich, których to ze stołka strącić się nie da nim nie pomrą, lub nasrają we własne gniazdo, by móc ich usunąć i dać szansę innym. W korporacji nie ma stabilizacji . Cieszy mnie um...

Burza, biegi i przeszpiegi

Nie sądziłam, że mogę odzyskać dawny spokój ducha. Nie myliłam się, bo właściwie moje niespokojne myśli i lęki pozostały w tym samym miejscu. Otoczenie się zmieniło. Grono ludzi zupełnie od siebie różnych a tak podobnych zarazem daje mi poczucie, jakbym była dawną sobą. Znów gadam, wręcz nawijam, śmieję się. Ogarniam! I mam wrażenie jednocześnie, że zaniedbuję sprawy dotychczas uznawane za priorytetowe. Natłok pracy i zajęć zacierają myśli, które do tej pory mieszkały w mojej głowie. Nie znaczy to, że je wymazałam. Nadal są, jednak są obok. Praca mnie wciąga. Moloch mnie wciąga. Czy jestem nienormalna? Kochająca matka, przeciętna żona relaksująca się w dość stresującej pracy? Odnajdująca siebie na przeciętnym stanowisku w wielkim biurowcu. Gotująca, matkująca, biegająca - w deszczu, w polu, w wichrze i podczas pogody sprzyjającej. Dusza twórcza we mnie się wierci ostatnio. Trzeba dać upust myślom... no i piwa nie odmawiać, bo relaks musi być. *** Wojtek zaczął tańczyć. Wystarcz...

Praca błogostanem! Żłobek zagadką....

Chwilowy wygląd roboczy bloga...pracuję nad ulepszeniem :) Tak...w końcu! Nareszcie. Dostałam pracę. Jak? Najprościej na świecie. Czemu? Bo właściwie...jej nie chciałam :D Zaczęło się od tego, że znaleźliśmy dla WOjtka miejsce w żłobku. Postanowiłam zanosić go na coraz dłuższe godziny, by się przyzwyczaił do nowej sytuacji, ewentualnie odchorował co swoje, a ja w tym czasie zacznę szukać pracy. Nie chciałam syna narażać na szok pozostawienia go nagle na 8 godzin w żłobku, bo po prostu sobie tego nie wyobrażałam. Poszukiwania pracy nie trwały zbyt długo. Wysłałam może z 5 egzemplarzy CV, przebierałam, wybierałam oferty powyżej najniższej krajowej i bez weekendowe. Cóż. Jak już mam pójść do pracy nie chcę narażać dziecka na długie godziny w żłobku i resztę dnia bez mamy. Po tygodniu żłobkowania dostałam telefon z zaproszeniem na rozmowę... poszłam z myślą: "Jak mnie wezmą to będę pracować, jak nie to przecież będę mogła dłużej nacieszyć się Wojtkiem w domu" :) P...

Przerwa, bo:

Bo dostałam pracę i od 1 lipca cieszę się stanowiskiem specjalisty w dużej korporacji (nie chcę na razie zdradzać szczegółów). Bo Wojtek od soboty choruje i od wczoraj dopiero nie mamy gorączki 40 stopni... Bo zarywam nocki i nie wiem jak się nazywam! Niedługo napiszę co u nas i co się zmieniło :D

Wariatka

Dziś Wojtek spędzał swój trzeci dzień w żłobku. Dziś nadszedł kryzys. Pomijając fakt, że mamy problemy z piciem - nie chce pić, co się nakombinowałam to moje, różne napoje, wody, herbatki, w końcu różne kubki i butelki... Czasem się udaje, czasem nie chce...no ale przecież takie upały są - chłopak musi pić. W żłobie chyba podejście olewatorskie do tego mają. Nie pije, to nie pije. Prosiłam dwa razy, żeby dawać mu chociaż po łyku (ten łyk zawsze weźmie i potem jest BACH butla na ziemię). Prosiłam, żeby często próbować, bo przecież odwodni mi się dziecko. Drugi raz dostałam info ze żłoba "Wojtuś malutko wypił", dziś wręcz powiedzieli mi "nie chciał pić". Jeść też nie chciał. Jadł o 5 rano, po czym w żłobku miał jeść o 10:00....dostałam telefon o 11:30, że Wojtek cały czas płacze, nie zjadł i nie wiedzą co robić. Ponieważ byłam już po rozmowie rekrutacyjnej o pracę poleciałam po niego do żłoba. Wzięłam zalanego łzami na ręce i wetknęłam do buzi butle z kaszą. Wypił. ...

Żeby mieć pieniądze trzeba...mieć pieniądze.

Mało czasu ostatnio mam na pisanie... mam mnóstwo rzeczy, o których mogłabym napisać. O niektórych jednak nie chcę, niektórych jest tutaj nadto. Chociaż to, co tutaj piszę jest takie bardzo moje i jak ktoś nie zechce, to nie będzie czytał:) Opiekując się moim "malutkim" Wojtkiem jednocześnie szukam pomysłu na siebie. Próbuję zrobić dwie rzeczy na raz myśląc o trzeciej. Mózg niedługo mi się stopi. Nisze rynkowe są tak oryginalne, że potrzebowałabym być bogata żeby odważyć się na niektóre pomysły. Jednak... każdy biznes musi mieć swoich odbiorców i trzeba dopasować się do miejsca, w którym mieszkam. Z pewnością o wiele łatwiej byłoby mi coś działać, gdybym miała jakieś zdolności. Albo też - gdybym mogła działać na wsi z dala od wielkiego (wielkiego jako tako) miasta. Franczyza kusi ale do tego potrzeba mieć większy kapitał. Mój jest niewielki na wielkie przedsięwzięcie, a zbyt wielki by się przejadł. Najchętniej wciągnęłabym się w usługi. Brak potrzeby zakupu towaru d...