Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą mama

Kosmetyki naszego dzieciństwa, które podkradam dziecku :)

Często różne zapachy, melodie, gesty przywołują przeróżne wspomnienia, niezależnie od tego, gdzie pachną, gdzie grają, czy gdzie mają miejsce. Zapach jednak jest zdecydowanie najsilniejszym bodźcem, który potrafi pobudzić nasz mózg do intensywnej pracy.  Istnieją też takie rzeczy, których zaczęłam używać ponownie i chyba tylko z tego powodu, że jestem matką.  Przewagę w tym wszystkim stanowią kosmetyki do ciała i przyznam szczerze, że cieszę się, że urodziłam Wojtka, bo nie pamiętam kiedy wcześniej sięgałam po jakiekolwiek kosmetyki do pielęgnacji ciała. Odkąd jednak Wojciech jest przy moim boku, podkradam mu balsamy i mydełka :) Jakie kosmetyki do pielęgnacji skóry powinniśmy mieć dla dzieci? krem na odparzenia – szkoła tutaj jest różna. U nas zawsze sprawdzał się sudocrem, ale zdecydowanie mocno wysuszał. Z tych delikatniejszych królował Linomag i Nivea. Używamy sporadycznie do dziś, mimo, że Wojtek ma już 3 lata.   łagodny płyn do kąpieli – Najlepiej 2w1,...

Wilk Dobry na dobranoc.

WILK DOBRY Przed doliną, za wzgórzami, przed lasami, jeziorami… Stała sobie taka skała. Nie za duża, nie za mała. W skale otwór był malutki, Wchodził tam skrzat okrąglutki. Trzymał w skale klucz do lasu. Spytaj – po co go zamykał? Chronił las ten od hałasu. Kto tam mieszka? Spytaj jeszcze. Pewnie komar, małe kleszcze, lecz czy im przeszkadza hałas? Zaraz! Zaraz! Czy nie lepiej spytać skrzata, kogo chroni w złotym lesie? Czy nie on nam powie szczerze, po co klucz ze sobą niesie? Idźmy więc do jego domku, może nam herbatki poda? Weźmy ciastka i słodycze by odwagi jemu dodać! Puk-Puk! Puk-Puk! Zapukali. -Kto mi tam we wrota wali?  Ledwo słońce zawitało,  ledwo usnąć się udało,  a tu proszę! Co za pech! pospać chciałem…a tu..EH! Puk-Puk! Puk-Puk! Nie przestają. -Co za goście spać nie dają? Chyba wstanę i otworzę,  Tylko coś na siebie włożę! Już chwileczkę moi mili, Czego sobie tu życzymy? Dzieci? Dzieci w moim le...

Matka musi, matka nie może...matka może...matka nie musi!

Kim jest dobra matka? Pseudo-kura domowa dziobiąca przy kurzach w każdym pokoju kiedy dziecko śpi, a jak nie śpi stąpająca przy dziecku, dogadzająca, ucząca, czuła, miła, zaradna. Może szalona dziewczyna wyrywająca z życia każdą minutę, którą może spędzić poza domem, by naładować swoje akumulatory, by być dobrą kurą domową i kochaną mamą? Może wzór matki trzymającej dziecko w ramionach, broniącej, zabiegającej o względy męża, oddająca się pracy zawodowej, domowej i dopinająca wszystko na ostatni guzik? Może jest kobietą, którą była zawsze, korzystająca ze swojego dawnego życia kiedy okazja na to pozwoli? Czy wszystkie przypadki są dobre? Tak. Kiedy chcemy być dobrą matką, zgodnie ze swoim sumieniem wykonując swoje obowiązki matczyne - jesteśmy "dobrą matką". Nie karmię dziecka piersią i uważam, że jestem dobrą matką. Odbiegam od niektórych norm i uważam, że jestem dobrą matką. Postępuję zgodnie ze swoim "instynktem macierzyńskim", nie krzywdząc p...

Jestem wspaniała.

Bo jestem prawda? Jestem najlepszą mamą jaką umiem być, choć zawsze wiem, że mogę być ciut lepsza, bardziej cierpliwa, uśmiechnięta, wyluzowana, ale do tego dojdę przecież z czasem. Wariuję. Z miłości, tęsknoty, radości z małych rzeczy, niepokoju, smutku. Tli się we mnie tyle emocji na raz, że nie jestem w stanie oddzielić ich od siebie i znaleźć czas na smutki radości i niepokoje oddzielnie. Ogrom emocji, praca, zajmowanie się Wojtkiem, domowe obowiązki doprowadzają do wielkiego nieogarnięcia w mojej głowie. Chyba, że jest to skleroza, ale nie będę z tym polemizować. Przestałam tęsknić. - Za przyjaciółmi, których nigdy nie było w momencie jak ich potrzebowałam. Chyba niepotrzebnie oczekiwałam zainteresowania swoją szarą osobą, bo przecież liczyłam na kogoś, kto w zasadzie zszedł ze swojej dotychczas zajmowanej pozycji. Dlaczego? Sama jestem ciekawa. Życie ich przerosło... moje życie. Otworzyłam oczy Na nowe wyzwania i znajomości. I gęba mi się troszkę śmieje. No wręc...

5 marca - dzień teściowej

Teściowa - ktoś zupełnie obcy ale bliski. Ktoś, kogo nie musimy kochać, jednak warto oswoić się z myślą, że jest i akceptować. Szanować, jako matkę naszych drugich połówek, jako kogoś, kto wychował nam miłość naszego życia ;) Dziś 5 marca - DZIEŃ TEŚCIOWEJ - wiedzieliście? :D Stereotyp teściowej - istniał, istnieje i istnieć będzie. Często nami rządzi i z góry jesteśmy nastawieni negatywnie. Cóż. Stereotypy często rządzą uczuciami słabych. Poniżej znalezione w sieci - typy teściowych :) Miłego czytania :) Teściowa skoczek - nigdy nie wiesz, kiedy wpadnie z wizytą, aby sprawdzić porządek, zapasy w lodówce, co gotujesz na obiad. Teściowa detektyw - bez wytchnienia śledzi i tropi wszelkie pomyłki synowej lub zięcia i przekazuje do rozpatrzenia i wyciągnięcia wniosków rodzinnych. Teściowa kontroler - uwielbia sprawować kontrolę nad wszystkimi działaniami swoich dzieci, bo tylko ONA wie, czego im potrzeba. Teściowa postrach rodziny- kłótliwa, bezkompromisowa, intrygantka i z...

W dół...w dół...

Jest 23 luty 2013 roku. Jak do tego doszło? W myślach cofam się o 3 lata wstecz, kiedy to byłam na wyżynach. Awans w pracy na stanowisko managera, wysokie zarobki, brak zmartwień. Dwa kierunki studiów. Żyłam. Po prostu żyłam. Czasami nie jestem w stanie wyobrazić sobie jak udawało mi się funkcjonować zaliczając codzienne studiowanie, posiedzenia w pracy po 7-13 godzin no i studia zaoczne. Mieszkałam wtedy jeszcze z narzeczonym od kilku miesięcy, pierwsze wspólne mieszkanie, a jak dobrze było. Docieraliśmy się. Często kłóciliśmy o pierdoły. Właściwie to widywaliśmy się późnym wieczorem kiedy to wracałam z pracy, a rano rozchodziliśmy się - ja na uczelnię - M do pracy. Usłyszałam nie raz - "to nie rodzina". "Tak się nie da żyć". "Żyjecie jak w hotelu". Dobrze nam było! Mijały tygodnie, praca stawała się coraz bardziej męcząca - szczególnie psychicznie. Z pracy wychodziłam smutna, zdołowana, przestraszona kolejnym dniem. Jednak cały czas trwałam, byłam...

Poniedziałek!

Spędziłam dziś z Wojtkiem przyjemny poranek. Był dziś inny niż zwykle. Wesoły, uśmiechnięty, radosny... turlał się to po łóżku, to po podłodze - rozłożyłam mu kołdrę i koc, żeby turlając się nie tłukł głową o ziemię. Dawno nie mieliśmy tak wesołego przedpołudnia, a obawiałam się go od jakiegoś czasu. Święta się skończyły, dni wolne odeszły i musze radzić sobie sama póki B jest w pracy. A pracuje różnie. Wychodzi przed 6 rano a wraca między 16:00 a 19:00. Ciężko jest. Zastanawiam się co zrobić, żeby być lepiej rozumianą. Przykro mi, że B nie zdaje sobie sprawy jaką ciężką pracą jest bycie mamą, że siedzenie w domu z Wojtkiem nie polega na "siedzeniu". Że wstawanie co godzinę, a czasem co 15 minut w nocy kosztuje sporo wysiłku. Tym samym wstając w piątek rano mam około 50% sił w porównaniu do poniedziałkowego poranka. W weekend Wojtek dał nam popalić. Marudził na każdym kroku, nic mu nie pasowało. Najbardziej pasuje mu, kiedy biorę na ręce i chodzę po domu. Skąd mu się to w...

Relaksacyjnie o obiektywiźmie

Tym razem nie o Wojtku, bo śpi .... :) Zastanawiałam się długo od czego zacząć. Złamałam poniekąd swoją zasadę i targnęłam się na prośbę o recenzję bloga. Postanowiłam opisać sama ten fakt, ponieważ ocena była co najmniej marna:) Niestety trafiłam na dość prymitywny sposób oceny i ocenianie przez pryzmat "eh oh tak widzimisię". Czy liczyłam na ochy i achy? Chyba nie. Jest to specyficzny blog, specyficzny pamiętnik i skrawek mojego życia. Na wstępie oceniająca pisze, że ocenia obiektywnie. Ma swoje kategorie, zasady...zaczyna się ciekawie. Pierwsze wrażenie 30%. Cóż, jak to piszą - dupy nie urywa. Zastanawiam się tylko jak obiektywnie można ocenić pierwsze wrażenie. Pomińmy jednak ten fakt. Pierwsze co popsuło to wrażenie to sama nazwa bloga, bo przecież nie kojarzy się z matką po przejściach wychowującą malucha. Cóż. Biorę to jako tajemniczość i zaletę - bo inne tytuły mogłyby brzmieć gorzej. Czy dostajecie oczopląsu od tła? Czy moje kochane cynamonowe paseczki...

gadamy...;)

Dla każdych rodziców najbardziej emocjonujący jest rozwój dziecka. Z wstrzymaniem oddechu czekamy, aż Wojtek zrobi coś nowego...powie coś, zaśmieje się inaczej niż zwykle..zmieni coś w sobie. Zasób słów mamy coraz większy. Jednak, "mama" Wojtkowi się już znudziło. Zdecydowanie używa tych "zlepek" słów w momencie, jak marudzi...krzyczy czy niemal płacze. Jak ma dobry humorek (a jest tak bardzo często) na tapecie jest "ta-ta-ta". Otwiera buzie, widać iskierki w oczach i koncert "ta-ta-ta-ta-ta-"... czasem jeszcze "ba" czy "pa". Potrafi budząc się o 5 rano na swoją porcję mleka głośno gaworzyć "ta-ta-ta". A śmiech? Śmiech to powinien być osobny rozdział bloga. Wojtek uwielbia się śmiać, a ostatnio nawet śmiejąc się sam siebie słucha...i śmieje się ze swojego śmiechu. Odgłosy wydaje czasem nieziemskie... a tutaj dowód na moje pedagogiczne zdolności (śmiech):