Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą wiara

Strata dziecka a Bóg. Podejście moje.

Zwykłe rzeczy, które się dookoła nas dzieją zależą tylko od nas. Co jest w przypadku, kiedy dzieje się coś niespodziewanego? Na co nie mamy bezpośredniego wpływu? Potocznie mówi się "Bóg daje, Bóg odbiera"... Pewnie i tak mówiłam, dopóki nie straciłam dziecka. Bóg daje... jak wspaniale mu zawdzięczać dobro, powodzenie, szczęście, zdany egzamin, dobry dzień. Kiedy jednak mamy nie zdany egzamin, zły dzień, stos niepowodzeń, czy winimy za to Boga? Czy faktycznie od kogoś nienamacalnego zależy nasz byt?  Pamiętam swoje pierwsze pretensje. Były one właśnie do Boga. "Boże dlaczego?" - myślałam. "Boże proszę nie" - wołałam. W końcu "Boże, daj mi być matką" - marzyłam. Kilka tygodni później moje nastawienie zupełnie się zmieniło. Dlaczego moja wiara nakazuje mi ROZUMIEĆ tą niesprawiedliwość? Zbierać ją na siebie jako łaskę i oznakę SPRAWIEDLIWOŚCI? Skoro sprawiedliwie mnie osądzono cóż musiałam takiego zrobić? Że nie straciłam nerki/palca/włos...

O wszystkim malutkim

Zbyt dużo nieszczęścia spotyka naszą rodzinkę. W ciągu dwóch lat odeszła dwójka dzieci.  Czy śmierć dziecka jest potrzebna? Czy czegoś uczy? Nie, moim zdaniem nie. Jeśli miałaby to być nauczka, to dla kogo? Jeśli nagroda? To wierzę, że tylko dla tych aniołków, bo przecież nie dla rodziców.  Na wczorajszym pogrzebie małej Madzi ksiądz powiedział słowa "Niech śmierć tego dziecka nie pozwoli nam przerwać radości jaką są święta Wielkanocne". "Pewnie wielu z was nie było u spowiedzi wielkanocnej". Mówił również, że nie powinniśmy się smucić, że Bóg wezwał ją do siebie i już nie potrzebuje naszej modlitwy. Że to czas, żeby jeszcze bardziej zbliżyć się do Boga.  Niestety. Po TYCH słowach ja osobiście jeszcze bardziej się oddalam. Nawet, jeśli wierzę, że nasze dzieci są w niebie, że jest im dobrze, że czekają tam na nas radosne - to nikt nie powinien mówić jak człowiek po pewnych doświadczeniach POWINIEN się czuć. Tym bardziej - co ma czuć i jak ma myśleć. Absurd...

Dylematy moralne

Wyczytane w sieci: "Czy mogę powiesić plakat swojego idola w pokoju? Katecheta powiedział mi, że godzi to w pierwsze przykazanie.." "Powinienem nosić okulary, ale mi się nie chce, czy to grzech"? "W Biblii potępione są praktyki magiczne i zabobony. A to niezupełnie to samo co przesądy. Na pewno jednak uleganie przesądom jest wyrazem niewiary w Bożą Opatrzność. Człowiek który myśli, że jego los zależy od spełniania takiej czy innej praktyki nie mającej rozumnego związku ze sprawą wierzy w gruncie rzeczy w jakieś tajemne siły, które miałyby rządzić światem. A to już jest bałwochwalstwo..." Odniosę się do ostatniego. Dlaczego wierząc w jakąś magię, siłę rządzącą światem jestem kimś nierozumnym? Dokładnie tak samo można powiedzieć o człowieku który wierzy w Boga. Wszystko co nienamacalne jakoby nie istnieje. To nasze myśli sprawiają, że staje się to niemal realne. Jednak w dalszym ciągu to wiara w coś, czego nigdy nie poznamy. Nie zgadzasz się ze mną?...

Podyskutujmy...o rumorze w kościele :)

Ostatnio skacząc po różnych stronkach na facebooku w oczy wpadł mi pewien "post", "prośba", czy nawet nazwę to "żal". Posta napisała dość młoda osoba, szacuję ją osobiście na około 19-20 lat. Pozwolę sobie zacytować treść posta: "DRODZY RODZICE! Kiedy wchodzę do Kościoła, zauważam, że przychodzą rodzice z małymi dziećmi. W trakcie odprawiania mszy słyszę ich płacz, krzyk, a nawet piskliwe wrzaski na cały budynek. Wg mnie takie dzieci nie rozumieją, co się w Kościele dzieje. Również nie potrafią zachować się jak inni. Rodzice się modlą, a dziecko nagle płacze. Nawet przez to nie można zwrócić uwagi ani na Ewangelię, ani na kazania. Często matki wychodzą z pociechami, aby innym nie przeszkadzały, i więcej z nimi nie wracają. Około roczne dzieci zaczynają interesować się światem – to naturalne z ich strony. Ale, gdy są brane do Kościoła – są dręczone przez rodziców. Jest to niemal brak wyobraźni! Jak można wprowadzać takie dziecko, jak jeszcze ...

Świąteczny klimat

Jutro już 6 grudnia - Mikołaj, czerwone wdzianko, siwa broda i worek prezentów. Coraz bardziej klimat świąteczny wchodzi na głowę, a ja zastanawiam się czy już na to pora. Nie chcę odsuwać zapachów, widoków i świątecznej aury w nieskończoność, bo obudzę się po świętach z ręką w....nocniku. Nie wiem właściwie, czy już jestem gotowa żeby poczuć "magię" świąt. Dwa lata temu chyba najbardziej czułam nadchodzące święta. Oczekując Kubusia, lepiąc pierogi, obwieszając dom światełkami i zapalając cynamonowe świeczki. Można powiedzieć, że były to najlepsze święta dotychczas. Mimo, że nie ma go z nami wspomnienia tego okresu są bardzo dobre, bardzo wyraźne i szczęśliwe. Byłam wówczas inną osobą... wydaje mi się nawet, że TĄ osobą, w której "to coś" widział mój mąż i w której bratnią duszę widzieli znajomi i przyjaciele. Cicha, ambitna, wesoła, troszkę zwariowana. Święta rok temu nie były już takie kolorowe, mimo że tym razem byłam w 20 tygodniu ciąży z Wojt...

Czysty

Wczoraj napadł mnie szereg różnych myśli. Nie...nie mogę ot tak napisać notki o chrzcinach. Jest zbyt wiele rzeczy, które kotłują i kłócą się w moim umyśle i nie dają spokoju. Te myśli towarzyszyły mi przed chrzcinami, bo gdzieś to wszystko się ze sobą kłóci, tylko nie wiem w którym momencie. Odniosłam wrażenie, że w sprawie chrztu rodzice są najmniej ważni. Bardziej natomiast ważni są rodzice chrzestni. Jednak, czy w dobie dzisiejszych realiów jesteśmy na tyle "katoliccy" by móc nimi się zgodnie ze swoim sumieniem stać? Wydaje mi się, że wszystko co robimy, jest niewybaczalne, złe i nie po bożemu. Mam dużo więcej na "języku" ale z pewnych względów nie chcę tego napisać. Jak to jest żyć po bożemu? Żyć schematem przykazań, niedzielnej mszy i czystego sumienia?? Gdzie mogę znaleźć takie osoby? Dziś o czystości przedmałżeńskiej robi się specjalne wydania "rozmów w toku"... Czy skoro kościół przestrzega przed czystością przedmałżeńską uznaje POMAŁŻEŃSKI se...

Nie śpię...

Nie jestem w stanie sprecyzować czym naładowuję swoje "akumulatory". Od kilku dni w nocy krzątam się po domu. Chodzę spać wykończona między 22:00 a 23:00, właściwie tylko po to tak "późno", bo chcę jeszcze skorzystać z chwili dla siebie kiedy Wojtek zaśnie. Porę drzemki nocnej mamy około 21:00, kiedy to zamykam drzwi od jego pokoiku i wiem, że teraz ja. Ja, która chciałaby paść ryjem w poduszkę a jednocześnie nacieszyć się chwilą ciszy. Jak już padnę, budzę się za chwilę. Mam wrażenie, że minęły długie godziny a na zegarze zwykle wybija 00:30. Maszeruję po domu, zaglądam do Wojtka czy śpi,a właściwie czy oddycha. Potrafię tak 3 razy w nocy wstać, żeby tą konkretną rzecz sprawdzić. Jestem nienormalna, ale najgorsze jest to, że chyba tak mi już zostanie. Zauważyłam, że duże kontrowersje wywołała moja notka o ćwiczeniach Vojty. Jak ćwiczę z Wojtkiem nie sprawiam mu bólu. Te krzyki i płacz są z niewygody i "zmuszania" go do przyjęcia pozycji prostej, od któr...

Na co komu dziś...

"Po co dalej pić, to samo piwo...kiedy czujesz, że uleciał gaz..." Czy oszczędzam widoku czy nie, nic się nie zmienia. Nigdy nie czerpałam satysfakcji z płaczu. Raz...jeden raz w życiu zareagował na moje łzy. Jakieś 6 lat temu...pamiętam miejsce, sytuację, i co wtedy powiedział. Nigdy nie płakałam żeby wzbudzić poczucie winy, współczucie... Płaczę, żeby się oczyścić, jednak brakuje czasem czułego przytulenia, by dojść do siebie.. jakoś zapomnę.  Kobieta, o którą się nie walczy traci wiarę w miłość, w uczucie, w siebie. Potrzebuję trochę czasu by ta wiarę odnaleźć, może gdzieś indziej.  Drogi pamiętniczku nie napiszę dlaczego moje serce jest pęknięte.. pęknięte po raz któryś. Moje serce chyba już nie jest do naprawienia. Do tego potrzeba dwóch par "chęci".  [...] tym akcentem kończę smutną sferę i nigdy więcej nie będzie tu o miłości..no, chyba że matczynej.