Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą sen

Za górami, za lasami..

Choć na chwilkę mój Wojtusiu Połóż główkę na podusi wsłuchaj się i stul powieczki przyszła pora na bajeczki. A dziś będzie o krasnalach co za lasem mają chatkę jest ich osiem, osiem na raz mieści się ich w tejże chatce. Pierwszy nóżki ma króciutkie, za to tańczy jak ta lala, drugi uszka ma malutkie a jak śpiewa - dech powala. Trzeci żółtą ma czapeczkę, co opada mu na oczy Czwarty białą ma chusteczkę i z nią dumnie przez las kroczy. Piąty krasnal nic nie mówi, brzuszek za to wielki ma, mówić to on nie ma czasu, zjada wszystko co się da. Szósty krasnal jest olbrzymi, Wielkie buty, kubrak, spodnie. Kiedy tupnie, aż się dymi ciężko mu się ubrać modnie. Siódmy krasnal jest malutki wszędzie zmieści cwaniak się. Nosek jego okrąglutki, I do tańca wciąż się rwie. I na końcu naszej bajki powiem o krasnalu ósmym. Jest najstarszy z całej paczki Nie jest chudy, ani tłusty Uśmiech jego tak szeroki, jak ta tęcza kolorowa Wszyscy go kochają bardzo jak ciasteczk...

No hej.

No nie będzie notki... wyłam do księżyca pół nocy. Wojtek natomiast spał. Fajnie. Raczkuje od rana, ale tylko powoli. Jak chce szybko to bach na brzuch i pełznie z prędkością światła.

Moc niemocy!

Trzeci dzień Wojtek funduje pełną mobilizację do boju wcześniej niż o godzinie 6:00. Zastanawiam się, czy to chwilowe, czy mogę już zapomnieć, że kiedyś, a właściwie jeszcze 3 dni temu dawał pospać mi do 7:00. Naprawdę ta godzina była dla mnie odpowiednia. Tak samo zwlekam się z łóżka o 7:00 jak i o 9:00 więc już jest mi to bez różnicy. Jednak 5:00 czy 5:30 zdecydowanie mi nie służy. Siedzę jak ta sierota z Wojtkiem na kolanach w jego pokoju. Tłumaczę mu, że ciemno, że noc, że zabawki śpią. Konsekwentnie nie zapalam światła do czasu, aż zaczynam przysypiać i uznaję, że jednak musimy się czymś zająć. Odłożenie do łóżeczka nie wchodzi w grę. Wojtek potrafi zrobić "mostek złości", czyli wygina się w łuk do tyłu mocno krzycząc jak tylko zobaczy jakie mam zamiary. Dobrą opcją jest usadzenie w krzesełku do karmienia, włożenie w łapkę czegoś do stukania po stoliku i zrobienie kawy. Takie rozmieszczenie Wojtka potrafi utrzymać się maksimum 15 minut, po czym Pan i Władca swojej mamy ...

Piątek!

Cieszę się co najmniej jakbym była matka pracującą. Czekałam na weekend jak na mannę z nieba! Powoli przyzwyczajam się do tego, że Wojtek się zmienił. Gorzej przyzwyczaić mi się do posiłków o 8:00 i 20:00 i do innej organizacji czasu w ciągu dnia. Wojtek nie umie już sam się bawić. Łóżko traktuje jak klatkę do walk z przewracaniem na brzuch i na plecy. Najczęściej ląduje w pozycji bocznej na barierkach łóżeczka wielce zdziwiony, że przestrzeń mu się skończyła. Najtrudniej mimo wszystko jest w porze spania. Zasypia około 10:00 - 10:30 na swoją przedpołudniową drzemkę. Nigdy nie wiem ile mam czasu, czy zdążę powiesić pranie? Sprzątnąć? Zrobić obiad? A może tylko kawę? Zwykle siadam zajrzeć co tam słychać w wielkiej sieci z kawką w ręku i zaraz już idę do niego bo się obudził. Senki góra 40 minut. Kolejne senki - koło 14:00 - 14:30 to już dylemat. Robić obiad i zjeść obiad? Czy robić i nie jeść a coś przekąsić? TE senki mogą trwać od 30 do 90 minut. Nie wiem od czego to jest zależne?...

Wojtusiowa przemiana...

Mamy czwartek wieczór. Tak. Zanim napisałam pierwsze zdanie dwa razy zerknęłam na zegarek i kalendarz. Ostatnio tracę poczucie czasu a jedyne na co czekam w tygodniu to weekend, kiedy wreszcie nie będziemy z Wojtkiem sami. Zaczęło się właściwie we wtorek. Z rana, kiedy zawsze Wojtuś jest pogodny zrobił się marudny. Wszystk oco robiłam było nieakceptowane, niefajne, złe...buuuuu yyyyy.... Wychodziłam z siebie. Oprócz marudzenia nic się nie zmieniło. Na wtorkowej rehabilitacji Wojtek ćwiczył dość fajnie, pod koniec akcentując swoje zmęczenie i zaczynając koncert buczenia. Wieczorem fochy i stęki nie miały końca...aż do momentu pójścia spać, kiedy to nastała w domu wieeelka cisza. Cisza tak wielka, że czasem czuje się w niej nieswojo. Niestety tylko na chwilę, bo pobudki odbywały się o 22:00 o 24:00 i potem już co godzinę. Takie 2-3 minutowe wiercenie w łóżeczku...no ale wstać przytulić trzeba. Nagle BACH! 5:00 Wojtek głodny a ja otwieram oczy z nadzieją, że zobaczę na zegarku ...

Mój powtarzający się sen...

Sen o basenie. W różnych postaciach, pływam, patrzę, startuję w zawodach, zabieram dziecko... kradnę kluczyk do szafki i bilet wstępu, pływam....pływam sama, z rodziną, nago, w ubraniu. Kiedy kilka tygodni temu mówiłam do swojego M "zgadnij co mi się śniło" wręcz pukał się palcem po czole. No bo to chyba nie jest normalne, żeby w śnie powtarzał się taki sam schemat. Ot tak bez przyczyny. Nawet kupiłam sobie (realnie) karnet na basen bo myślałam że to jakieś niespełnione ambicje, jednak sen się powtarza...dobre kilka tygodni, średnio co 3-4 dni. Zerknęłam do sennika. Sen o basenie ma związek ze stroną duchową i emocjonalną osobowości, nie mam lekceważyć spraw związanych z uczuciami - hmmm tak, coś w tym jest. Na gruncie małżeństwo drobne zachwiania a ja nie mam siły z tym walczyć.... Do tego jeszcze oznacza: Spełnienie marzeń - czekam Zdarzenie związane z uczuciami - ?(...) Pokonanie problemów Zapowiada się życie bez trosk - no rewelacja. Biorąc pod uwagę mo...

Nie śpię...

Nie jestem w stanie sprecyzować czym naładowuję swoje "akumulatory". Od kilku dni w nocy krzątam się po domu. Chodzę spać wykończona między 22:00 a 23:00, właściwie tylko po to tak "późno", bo chcę jeszcze skorzystać z chwili dla siebie kiedy Wojtek zaśnie. Porę drzemki nocnej mamy około 21:00, kiedy to zamykam drzwi od jego pokoiku i wiem, że teraz ja. Ja, która chciałaby paść ryjem w poduszkę a jednocześnie nacieszyć się chwilą ciszy. Jak już padnę, budzę się za chwilę. Mam wrażenie, że minęły długie godziny a na zegarze zwykle wybija 00:30. Maszeruję po domu, zaglądam do Wojtka czy śpi,a właściwie czy oddycha. Potrafię tak 3 razy w nocy wstać, żeby tą konkretną rzecz sprawdzić. Jestem nienormalna, ale najgorsze jest to, że chyba tak mi już zostanie. Zauważyłam, że duże kontrowersje wywołała moja notka o ćwiczeniach Vojty. Jak ćwiczę z Wojtkiem nie sprawiam mu bólu. Te krzyki i płacz są z niewygody i "zmuszania" go do przyjęcia pozycji prostej, od któr...

Smutnostka

Siedzę na ławce między blokami z bliską koleżanką. Na placu zabaw jeżdżą na rowerkach dzieci..jeżdżą w koło uśmiechają się, gonią i przewracają..my spokojnie siedzimy i napawamy się ich widokiem. Ich obraz jednak jest bardzo bladziutki, co mnie nie dziwi, bo i tak jest na tyle wyraźny, bym mogła się uśmiechnąć i cieszyć z ich widoku. Znajoma osoba jedzie nieuważnie na rowerze przez nasz "placyk", ja krzyczę: - uważaj, tu są dzieci!! - jakie dzieci??? - po czym przejeżdża przez sam środek dziecięcej "uczty" a dzieciaki przenikają przez nią jak duszki. - to anielskie dzieci, ona nie może ich zobaczyć - mówi koleżanka. - Tylko my je widzimy...

Absurdy i realia senne...

Zwykle ich nie pamiętam... jednak jak już pamiętam to calutki, od początku - do końca ze wszystkimi szczegółami. Zastanawiam się, czy każdego sny są tak nierealne i absurdalne jak moje. Co na nie wpływa? Czasem wyczuwam zależność snów od tego, jak spędziłam dzień. Jednak nie ma to nic wspólnego z tym, o czym myślałam. (zakładam tą wersję, bo myślę o wielu rzeczach intensywnie a jednak nie śnię o nich w nocy..). Często po obejrzeniu filmu śnią mi się głupoty. Często w snach są "kruczki", które zdarzają się wielu osobą, wymienię kilka takich moich, które pewnie są spotykane w wielu sennych marzeniach. 1) Uciekanie , bieganie. Zauważyłam, że zwykle gdy śniąc uciekam przed kimś, lub chcę gdzies szybko dobiec robię to w zwolnionym tempie. Często wręcz podciągam się na różnych przedmiotach, by móc biec. Stawianie kroków sprawia ból i trudność, znacie to? 2) Latanie. Często śnię, że posiadam tą zdolność. Skąd to się bierze? Z marzeń? Z czegoś nieosiągalnego? Często w tra...