Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą ząbkowanie

Moc niemocy!

Trzeci dzień Wojtek funduje pełną mobilizację do boju wcześniej niż o godzinie 6:00. Zastanawiam się, czy to chwilowe, czy mogę już zapomnieć, że kiedyś, a właściwie jeszcze 3 dni temu dawał pospać mi do 7:00. Naprawdę ta godzina była dla mnie odpowiednia. Tak samo zwlekam się z łóżka o 7:00 jak i o 9:00 więc już jest mi to bez różnicy. Jednak 5:00 czy 5:30 zdecydowanie mi nie służy. Siedzę jak ta sierota z Wojtkiem na kolanach w jego pokoju. Tłumaczę mu, że ciemno, że noc, że zabawki śpią. Konsekwentnie nie zapalam światła do czasu, aż zaczynam przysypiać i uznaję, że jednak musimy się czymś zająć. Odłożenie do łóżeczka nie wchodzi w grę. Wojtek potrafi zrobić "mostek złości", czyli wygina się w łuk do tyłu mocno krzycząc jak tylko zobaczy jakie mam zamiary. Dobrą opcją jest usadzenie w krzesełku do karmienia, włożenie w łapkę czegoś do stukania po stoliku i zrobienie kawy. Takie rozmieszczenie Wojtka potrafi utrzymać się maksimum 15 minut, po czym Pan i Władca swojej mamy ...

Chorobo precz won! a-kysz!

Dookoła, wszędzie, na każdym kroku ktoś kicha, kaszle, chrząka! Zaczynam się bać i zachowywać jak tajny zwiadowca skanując każdego przechodnia, czy aby choroby nie niesie. Przestałam wchodzić z Wojtkiem do sklepów a nawet unikam przychodni, gdzie separacja dzieci chorych od zdrowych pozostawia wiele do życzenia.  W poniedziałek odwiedziła mnie kuzynka z synkiem. Dzieci wariowały, bawiły się, jadły chrupy... Dziś kuzynka i jej synek leżą w domu rozłożeni przez zapalenie oskrzeli :( W środę przyszła dobra koleżanka ze szkolnych lat z córeczką. Dostała wczoraj gorączki i leży w szpitalu... Od wczoraj ja słabo się czuję. Dziś dzięki pomocy B udało mi się odespać 2 godzinki i zdecydowanie mi się poprawiło. Mam nadzieję, że to więcej zmęczenie, niż choroba. Wojtek powoli wita drugiego ząbka, jeszcze nie jest widoczny jednak widzę, że to już lada chwila. W związku z tym stał się znów potworkiem marudzącym. Serce pęka jak płacze.

Wojtek testuje - MAM TWISTER - GRYZAK ZABAWKA 6+

Dziś troszkę o produktach dla dzieci. Wyszło na to, że znów testujemy gryzak - tym razem zdecydowanie bardziej rozbudowany od poprzedniego. Frajda podobna.  Poprzedni test znajdziecie po tym linkiem: http://moc-cynamonu.blogspot.com/2012/12/siedmiomiesiecznica.html Po świętach Wojtek dostał paczuszkę od MAM BABY. Tym samym rozpoczęliśmy testowanie nowego gryzaczka. Od razu jego uwagę zwróciła grzechotka zamontowana w środku zabawki - gryzaka. Dzięki niej tak długo zajęło mi udokumentowanie zabaw z produktem, gdyż super fotografem nie jestem a dziesiątki zdjęć było rozmazanych...  Gryzaczek posiada cztery odgałęzienia do gryzienia. Każde ma inną strukturę, więc dziecko szybko może wybrać swoją ulubioną część do zaspokajania dziąsełkowych bóli. Dodatkowo, każda część gryzaka ma inną twardość, maluch szybko dopasuje sobie tą najbardziej atrakcyjną w danej chwili. Znów gryzak trafił w nasze przeciągające się ząbkowanie i ukoił Wojtka dziąsła. Tym r...

Mamy pierwszy ZĄB!

Zanim zaczęłam pisać posta, a właściwie pisząc tytuł zastanawiałam się kiedy to ja o tych zębach zaczęłam... Rosły, rosły i wszystko co tylko się przytrafiało, bolało, ulewało, kupczyło na rzadko to była wina zębów. W dniu dzisiejszym, mogę oświadczyć wszem i wobec, że ząb się pojawił ! Lewa dolna jedyneczka. Oczywiście dopiero wystaje z dziąsła a jednak udało się Wojtkowi mnie dziś "nią" czy "nim" ugryźć :) Tak więc teraz z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że dzisiejszy Wojciech był taki jaki był (a dał mi w kość baardzo) bo ząb! Dzisiejszy dzień spędziliśmy w domu patrząc za okno na opadające płatki śniegu. Nasze wielkie miasto zostało sparaliżowane atakiem zimy (któż by jej się spodziewał o tej porze roku?). Późnym popołudniem jadąc do sklepu za sznurkiem aut wychodziłam z siebie. Rozumiem ostrożność kierowców, ale niektórzy wielce przesadzają. Szanuję także jeżdżące L-ki po mieście, jednak są warunki, w których mogliby odpuścić nauki - takimi są godzi...

Nasz wesoły dzień

Serce się raduje, kiedy małe serduszko jest radosne. Najważniejsze, że zdrowe. Wczorajsza wizyta u kardiologa potwierdziła, że Wojtulkowe komory się domykają i nie ma już między nimi prawie wcale przecieku. Kolejna kontrola będzie tylko formalnością - zapewniła nas pani doktor. Dziś zaliczyliśmy też wizytę u naszej pani Kasi - rehabilitantki. Wojtek bardzo ładnie ćwiczył i byłam z niego dumna, bo wytrzymał na ćwiczeniach dłużej niż zwykle. Przez dziąsełka widać już dwa białe ślady - całą złość byłą chyba spowodowana idącymi zębulami. Złość podwójna - bo dwoma na raz! Nadal wszystko jest cenne, gdy prowadzi do buźki, no i oczywiście smok na posterunku!

Siedmiomiesięcznica !

Wczoraj mój Syn skończył 7 miesięcy. Powtórzę się - jak ten czas leci! Oczywiście wraz z biegiem czasu przybywa zmartwień, a bo nie podnosi się na rączkach, a bo nie raczkuje, a bo powinien to i tamto. Fakt, niektóre rzeczy powinien robić i mam nieustanny ścisk w żołądku dlaczego akurat mu to nie idzie. Brak dobrego snu w ciągu dnia towarzyszy nam nadal. Z okazji Wojtka 7/12 urodzinek wygraliśmy nagrodę dodatkową w konkursie MAM. ! Już nie mogę się doczekać aż zanurzy w gryzaku swoje opuchnięte dziąsełka... W końcu mogę to napisać - WYCHODZĄ NAM ZĘBY!!! Dziąsła są opuchnięte i marudzenie jest 24 godziny na dobę. Przestałam się martwić, że coś jest poza tym nie tak. Oto mój wczorajszy solenizant: Tak więc czekamy aż pojawi się ten nasz długo wyczekiwany ząbek...tudzież dwa!

Masakracja...

Pisałam o naprawie Wojtka. Otóż naprawił mi się synuś na kilka dni. Od zeszłego poniedziałku marudzi, buczy, jęczy... a od soboty wręcz wyje:( Nie śpi w dzień dużo, budzi się w nocy co chwilę. Kładę się spać wykończona a wstaję styrana. Taki los Wojtusiowej mamy. Chciałabym tylko wiedzieć o co chodzi tym razem. Nie ukrywam, że liczę na zęby, ale to powoli staje się receptą na wszystko. Więc - jeśli zębule nie wyjrzą na dniach to zacznę drążyć głębiej. Tylko gdzie? W domu zapach pomarańczy - nadziewanych goździkami i suszonych domowym sposobem na kaloryferze Jak już wyschną powiesimy na naszej choineczce. Powyżej to co nadaje sens świętom - laski cynamonu. Zrobimy pachnące świeczki!

Wojtusiowa przemiana...

Mamy czwartek wieczór. Tak. Zanim napisałam pierwsze zdanie dwa razy zerknęłam na zegarek i kalendarz. Ostatnio tracę poczucie czasu a jedyne na co czekam w tygodniu to weekend, kiedy wreszcie nie będziemy z Wojtkiem sami. Zaczęło się właściwie we wtorek. Z rana, kiedy zawsze Wojtuś jest pogodny zrobił się marudny. Wszystk oco robiłam było nieakceptowane, niefajne, złe...buuuuu yyyyy.... Wychodziłam z siebie. Oprócz marudzenia nic się nie zmieniło. Na wtorkowej rehabilitacji Wojtek ćwiczył dość fajnie, pod koniec akcentując swoje zmęczenie i zaczynając koncert buczenia. Wieczorem fochy i stęki nie miały końca...aż do momentu pójścia spać, kiedy to nastała w domu wieeelka cisza. Cisza tak wielka, że czasem czuje się w niej nieswojo. Niestety tylko na chwilę, bo pobudki odbywały się o 22:00 o 24:00 i potem już co godzinę. Takie 2-3 minutowe wiercenie w łóżeczku...no ale wstać przytulić trzeba. Nagle BACH! 5:00 Wojtek głodny a ja otwieram oczy z nadzieją, że zobaczę na zegarku ...