Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą kłótnia

Toksycznie.

Dziś...3 dzień po urlopie siedząc po uszy w papierach doznałam olśnienia. Mam dość radia. Chciałam koniecznie znaleźć coś, co mnie naładuje, bo ostatnio nie jest kolorowo. Obawiam się nawet, że już kolorowo nie będzie. Doznałam katharsis włączając youtube podłączając słuchawki do komputera i puszczając coraz to inne kawałki, których w radiu nie mam możliwości usłyszeć. Przy muzyce dusza się uspokaja. Jednak targały mną skrajne emocje. Raz bodziec do działania, pomyślałam nawet, że będzie dobrze, bo mi tak dobrze. Przy kolejnym kawałku pomyślałam, że jakoś sama dam radę, jakoś to będzie, jakoś się potoczy. Na pewno przecież jest droga by odzyskać utracony spokój. Wybór jest niestety trudny. Można odzyskać ten spokój razem, albo osobno.  Brak mi argumentów, brak mi słów. To co się ostatnio dzieje w moim osobistym życiu przerasta mnie. Nie jestem w stanie sobie logicznie wytłumaczyć czego chcę w życiu. Dawać robić z siebie idiotkę i ofiarę, czy być spokojną... Dużą rolę gra...

Jest moc.

Przyszedł dzisiaj na nasze 4-te piętro wyczekany fotelik samochodowy dla Wojtusia. Właściwie to przyniósł go nasz dobry znajomy kurier, który zawsze dźwiga nam spore rzeczy do tej naszej norki bez windy... Mi ciężko z zakupami wejść do domu, mimo że są wyważone na dwie ręce..a co dopiero rozhuśtanego we wszystkie strony Wojtka wnosić;) Od dziś jeździmy bezpiecznie. Zdam jeszcze relacje, czy WOjtkowi podoba się fotelik...a wygląda on tak: Super mi się podoba i jest jedynym, który pasuje do naszego seicento na przód:) Jutro zaczynamy ostro rehabilitację metoda NDT BOBATH. Pisałam już wcześniej, że jest to metoda ćwiczeń rozwojowych poprzez zabawę. Jestem bardzo szczęśliwa, że możemy sobie na to pozwolić a wszystko to dzięki jednej i drugiej babci, które sponsorują dwie wizyty w tygodniu. Mam wielką nadzieję, na wielkie postępy. Znalazłam dziś w "pamiętniczku" Wojtusia miejsce na odrysowanie rączki i nóżki..tylko jak ja mam to niby zrobić jak on cały czas się rusza? Rus...

I się zesrało...(uwaga-wulgaryzmy)

Ponieważ "ostatni raz" istniał u nas wiele razy...tym razem jest to pierwszy raz po ostatnim razie. Napiszę ogólnikowo i wprost. Jestem wieśniarą głupią, która zdecydowanie musi się leczyć. Musi iść do psychologa, bo powiedziała swojemu mężowi "idź popatrz w lustro na siebie" po dostrzeżeniu jego pełnej zgrozy miny wykrzykującej "zastanów się nad sobą..". Pełen dorosłości mąż odwraca się na pięcie krzycząc i wskazując palcem "zaczynasz mnie wkurwiać, nie pyskuj do mnie, nie jestem Twoim kolegą, do mamy tak się możesz odzywać". Dalej: "sama popatrz na siebie" "mam Cię w dupie" "jesteś pojebana" odkładam Wojtka do łóżeczka i biegnę... Celuję otwartą ręką w twarz.. Nie trafiam. Za drugim i trzecim razem też nie. Puls skacze do nienormalnych wartości... myślę...myślę co ja zrobiłam nie tak, że mężczyzna mojego życia tak mnie traktuje. Chyba uroiłam sobie w głowie zbyt szczęśliwy model rodziny. Patrząc na sw...

Jestem jaka jestem

Czasem tak bywa, że jest się dokładnym przeciwieństwem siebie, nie jestem przecież robotem, zaprogramowanym na "uśmiech" bądź "przyjemną konwersację". Wszystko zależy od sytuacji. Na ogół nigdy nie byłam bardzo wygadaną osobą, raczej wolałam słuchać, pochłaniać i często w tej sytuacji nie zwracałam uwagi, że sama nic od siebie nie dałam, tylko ewentualnie odpowiedziałam coś w "swoim" wątku. Zdarza mi się to do dziś. Są oczywiście takie osoby, którym mogłabym nawijać masę godzin i nigdy nie wyczerpią się tematy. Jednak, te "osoby" mają ze mną kontakt raz na jakiś czas (miesiąc, dwa, trzy....). JEDYNĄ osobą, z którą potrafię rozmawiać właściwie cały czas jest Mąż. Jest jednocześnie Mężem jak i przyjacielem, mimo, że wkłada bardzo mało sił, aby mnie zrozumieć. Możliwe, że i ja wkładam za mało od siebie by zrozumieć jego, bo czasem mam wrażenie, że oczekuje ode mnie czegoś, ale nie mówi mi o tym wprost. Albo jeszcze inaczej - mówi po fakcie, dodając...