Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą choroba

Hipotonia. Szukaj, a znajdziesz.

Głowa matkę bolała. Tak od soboty. Pogoda pozostawia wiele do życzenia, do tego snu 6 godzin i pracy po 8. Życie. Mamy środę a głowa nadal dawała o sobie znać. Będzie teraz z cyklu. Przychodzi baba do lekarza. Neurolog łaskotał mnie po stopach, na mojej twarzy wielce szyderczy uśmiech pokazywał, jak dużo może matki ciało znieść. Jednak moja duma zeszła, kiedy powiedział, że nie mam odruchu, który powinnam mieć. Moje stopy nie drgnęły. Pomyślałam sobie..cóż, przecież zawsze byłam z tego dumna. Mąż mógł mnie łaskotać po stopach a ja leżałam jakby nigdy nic. Oczywiście czułam łaskotanie i czasem nawet ledwo wytrzymywałam, jednak byłam nieugięta. Moja nieugiętość dzisiaj otrzymała diagnozę. Obniżone napięcie mięśniowe. Nie wiem, czy diagnoza do końca słuszna, jednak coś w tym jest. Co to ma do bólu głowy? Raczej niewiele, badanie było standardowe, jak większość. Przyszło do mierzenia ciśnienia... Przyrząd mierzący ściskał mi rękę już tak bardzo, że miałam wrażenie, że robi to cel...

Pan kotek był chory....

...i leżał w łóżeczku. Przyszedł pan doktor - jak się masz koteczku? ... W środę zasypialiśmy z gorączką 37.8. Dodatkowo pojawił się drugi ząbek więc byłam spokojna. Dałam na noc paracetamol w nadziei, że gorączka przejdzie, marudzenie z bólu też, a sen będzie spokojny. O godzinie 23:00 gorączki nie było. Mama odetchnęła z ulgą. Wojtek jednak cały czas wiercił się w nocy i wstawałam do niego średnio co 15 minut. W środku nocy dotykam jego czoła a on tak gorący, że bałam się tego, co zobaczę na termometrze. Stało się - 39.3. Podałam znów paracetamol i dotrwaliśmy jakoś do rana. Nad ranem Wojtek zaczął kaszleć i już wiedziałam, że to nie nasz nowy ząb. O zgrozo, dziwiłam się, że każdy po wizycie u nas wychodzi chory - przecież ten wirus musiał gdzieś u nas się zaczaić! Rano zadzwoniłam do lekarza - miał być o 12:00.  - Późno - pomyśleliśmy. Jak zaczęły się wymioty momentalnie zadzwoniliśmy na pogotowie. Dowiedziałam się tylko, że mogą wprawdzie przyjechać, ale PO WOJTKA, n...

Chorobo precz won! a-kysz!

Dookoła, wszędzie, na każdym kroku ktoś kicha, kaszle, chrząka! Zaczynam się bać i zachowywać jak tajny zwiadowca skanując każdego przechodnia, czy aby choroby nie niesie. Przestałam wchodzić z Wojtkiem do sklepów a nawet unikam przychodni, gdzie separacja dzieci chorych od zdrowych pozostawia wiele do życzenia.  W poniedziałek odwiedziła mnie kuzynka z synkiem. Dzieci wariowały, bawiły się, jadły chrupy... Dziś kuzynka i jej synek leżą w domu rozłożeni przez zapalenie oskrzeli :( W środę przyszła dobra koleżanka ze szkolnych lat z córeczką. Dostała wczoraj gorączki i leży w szpitalu... Od wczoraj ja słabo się czuję. Dziś dzięki pomocy B udało mi się odespać 2 godzinki i zdecydowanie mi się poprawiło. Mam nadzieję, że to więcej zmęczenie, niż choroba. Wojtek powoli wita drugiego ząbka, jeszcze nie jest widoczny jednak widzę, że to już lada chwila. W związku z tym stał się znów potworkiem marudzącym. Serce pęka jak płacze.

Projekt naprawy mamusi

Wojtusiową mamusię od jakiegoś czasu niepokoił jej własny stan zdrowia. Częste bóle głowy, zawroty i słabsze samopoczucie dawało we znaki najczulej, gdy Wojtusiowy tatuś ciężko pracował. Udała się Wojtusiowa mamusia do neurologa, który nie stwierdził żadnych odchyleń. Wypisał skierowanie do okulisty i na kilka badań z krwi. Okulista odesłał Wojtulkową mamulę z kwitkiem twierdząc że oczy są bardzo dobre a wady wzroku nie ma.... Odebrałam wczoraj wyniki badań krwi. Cholesterol jest bardzo wysoki, wręcz ponad normę, jednak to ponoć norma przy zaburzeniach funkcjonowania tarczycy. Żelazo niemal wypłukane z mojego organizmu. Nie ma go, z tego co pamiętam to jeszcze w ciąży tam był! Zbyt wiele trójglicerydów... Program naprawy jest następujący: W przyszłym tygodniu idę z Wojciechem po receptę na mleko, pokażę pediatrze moje wyniki - zobaczymy czy mi coś podpowie. W końcu Wojtulkowa pani doktor leczyła mnie jako malutką AguQ. No i zobaczymy co dalej. Czas na lepsze wieści. Wojte...

Chorowitość....

Dopadło nas:( Najpierw chorobę do domu przyniósł M. Długo się trzymaliśmy, bo aż 3 dni, no ale niestety Wojtek od 2 dni w nocy był niespokojny. Zastanawiałam się, co znowu?!?! No i niestety tym razem nadal nie były to zęby a przeziębienie. Wczoraj moja bezsenność nocna osiągnęła apogeum. Położyłam się spać o 23:00, upewniając się, że mój synuś wypluł smoka. Obudziły mnie głośne stęki Wojtka. Byłam przekonana, że jest co najmniej środek nocy, jednak zerknęłam na zegarek i dochodziła 00:00. Cudem jest, że udało mi się zasnąć i zbudzić się w ciągu jednej godziny. Od godziny "zero" pobudki były już co 15 minut. Idąc do Wojtka pokoju wręcz sunęłam po ścianach. To Wojtek przyzwyczaił mnie do tego, że śpi sobie grzecznie od 19:00 do 5:00 rano. Teraz za wszelką cenę chce mnie od swojego postanowienia odsunąć. O godzinie 4:10, kiedy sunęłam powoli do niego poprawić mu pościel, poduchę, dać smoka, powiedzieć, żeby spał... włączyłam przy okazji czajnik i zrobiłam sobie herbatę. Na...