Każdy dzień zaczyna się mniej więcej tak samo. Pobudka, śniadanie, drzemka, wiertarki młoty pneumatyczne na dworze, wszystko inne co może przeszkodzić Wojtkowi w drzemce i w końcu drzemka. Chwila odpoczynku. Jakiś spacer, obiad, zabawa i kolejna drzemka. Podczas zasypiania trzaskające drzwi u sąsiadów, którzy nie wiedzą czym jest klamka. Szczekający pies na parterze, który tylko wypuszczony za drzwi szczeka po 5 razy na każdym schodku, budząc Wojtka, który szczęśliwie powtarza po psie "hau-hau"... W końcu drzemka, chwila odpoczynku, słychać jak sąsiad z dołu przesuwa stół, krzesła, meble, ktoś ubija kotlety i dzwonek zagubionego listonosza bądź kuriera. Dzwonią tak długo jakbym miała być przygłucha i nie usłyszeć. Jak już wbiegnie na 4 piętro to zapuka 10 razy albo wciśnie 3 razy dzwonek. Widząc moją minę zabiera szybko odpis i wręcz spada ze schodów, bo mam ochotę zabijać. Zamykam drzwi i słyszę jęki Wojtka dobiegające z jego pokoiku. Patrzę na zegarek - 30 minut. No to ...
Blog matki wariatki :)