Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą cynamon

Relaksacyjnie o obiektywiźmie

Tym razem nie o Wojtku, bo śpi .... :) Zastanawiałam się długo od czego zacząć. Złamałam poniekąd swoją zasadę i targnęłam się na prośbę o recenzję bloga. Postanowiłam opisać sama ten fakt, ponieważ ocena była co najmniej marna:) Niestety trafiłam na dość prymitywny sposób oceny i ocenianie przez pryzmat "eh oh tak widzimisię". Czy liczyłam na ochy i achy? Chyba nie. Jest to specyficzny blog, specyficzny pamiętnik i skrawek mojego życia. Na wstępie oceniająca pisze, że ocenia obiektywnie. Ma swoje kategorie, zasady...zaczyna się ciekawie. Pierwsze wrażenie 30%. Cóż, jak to piszą - dupy nie urywa. Zastanawiam się tylko jak obiektywnie można ocenić pierwsze wrażenie. Pomińmy jednak ten fakt. Pierwsze co popsuło to wrażenie to sama nazwa bloga, bo przecież nie kojarzy się z matką po przejściach wychowującą malucha. Cóż. Biorę to jako tajemniczość i zaletę - bo inne tytuły mogłyby brzmieć gorzej. Czy dostajecie oczopląsu od tła? Czy moje kochane cynamonowe paseczki...

Zagościło u nas drzewko

Jest jest! Choinka. W tym roku dołożyłam do niej coś od siebie. Ususzone pomarańcze. W tamtym roku plan był podobny, jednak suszone w pośpiechu i nieporadnie zgniły... W tym roku choinka jest mniejsza, ale pełna ozdób, co cieszy moje oko szczególnie pod wieczór, kiedy zasiadam z herbatką przy stoliku i na nią patrzę. Na Wojtku choinka nie zrobiła specjalnego wrażenia, nawet nie miał ochoty "pacać" w bombki. Zobaczymy, może jeszcze się skusi - choinka postoi u nas do ostatniego dzwonka. W tamtym roku w połowie stycznia rozebraliśmy i wynieśliśmy choinkę na balkon - stała tam do czerwca. Mogliśmy jej nie wyrzucać, może posłużyłaby i w te święta :) Niestety słaby ze mnie fotograf, bo nie potrafię uchwycić świecącej się choinki w fajny sposób. Muszą wystarczyć fragmenty. Na małej choince pomarańcze pachnące, cieszą się odbiciem w srebrnej małej bombce, i tutaj....: i tutaj...

Świąteczny klimat

Jutro już 6 grudnia - Mikołaj, czerwone wdzianko, siwa broda i worek prezentów. Coraz bardziej klimat świąteczny wchodzi na głowę, a ja zastanawiam się czy już na to pora. Nie chcę odsuwać zapachów, widoków i świątecznej aury w nieskończoność, bo obudzę się po świętach z ręką w....nocniku. Nie wiem właściwie, czy już jestem gotowa żeby poczuć "magię" świąt. Dwa lata temu chyba najbardziej czułam nadchodzące święta. Oczekując Kubusia, lepiąc pierogi, obwieszając dom światełkami i zapalając cynamonowe świeczki. Można powiedzieć, że były to najlepsze święta dotychczas. Mimo, że nie ma go z nami wspomnienia tego okresu są bardzo dobre, bardzo wyraźne i szczęśliwe. Byłam wówczas inną osobą... wydaje mi się nawet, że TĄ osobą, w której "to coś" widział mój mąż i w której bratnią duszę widzieli znajomi i przyjaciele. Cicha, ambitna, wesoła, troszkę zwariowana. Święta rok temu nie były już takie kolorowe, mimo że tym razem byłam w 20 tygodniu ciąży z Wojt...