Za zamkniętymi oczami toczy się druga historia. Bardzo dziwna, lecz w tematyce niezupełnie mi obcej. Męczą mnie moje sny. Na tyle, że boje się co przyniesie kolejny. Śnią mi się pogrzeby. O ile sny pogrzebały kilka osób (żyjących) z mojej rodziny, to dziś w snach byłam na pogrzebie 6 miesięcznego chłopca. Sny nie dają mi spokoju, męczą... wstaję rano wykończona. Nie pamiętam, kiedy śniło mi się coś dobrego. Jestem przybita, rozbita i nie wiem co z tym zrobić. Chciałam się rozerwać, ale czasem wydaje mi się, że jako matka nie jestem kimś branym pod uwagę w planowanym wyjściu, zabawie, spotkaniu. Mam wrażenie, że gdybym się do niektórych osób nie odzywała, to zgniłabym w tym domu z samotności. Żyję dla Wojtka, ale jak długo można?
Blog matki wariatki :)