Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą lekarz

Hipotonia. Szukaj, a znajdziesz.

Głowa matkę bolała. Tak od soboty. Pogoda pozostawia wiele do życzenia, do tego snu 6 godzin i pracy po 8. Życie. Mamy środę a głowa nadal dawała o sobie znać. Będzie teraz z cyklu. Przychodzi baba do lekarza. Neurolog łaskotał mnie po stopach, na mojej twarzy wielce szyderczy uśmiech pokazywał, jak dużo może matki ciało znieść. Jednak moja duma zeszła, kiedy powiedział, że nie mam odruchu, który powinnam mieć. Moje stopy nie drgnęły. Pomyślałam sobie..cóż, przecież zawsze byłam z tego dumna. Mąż mógł mnie łaskotać po stopach a ja leżałam jakby nigdy nic. Oczywiście czułam łaskotanie i czasem nawet ledwo wytrzymywałam, jednak byłam nieugięta. Moja nieugiętość dzisiaj otrzymała diagnozę. Obniżone napięcie mięśniowe. Nie wiem, czy diagnoza do końca słuszna, jednak coś w tym jest. Co to ma do bólu głowy? Raczej niewiele, badanie było standardowe, jak większość. Przyszło do mierzenia ciśnienia... Przyrząd mierzący ściskał mi rękę już tak bardzo, że miałam wrażenie, że robi to cel...

Wojtkowy bilans

Wiek: 9,5 miesiąca Do urodzinek: 76 dni Waga: 9960g Długość: 88cm według ulubionej pielęgniarki Wojtusia. Podsumowując. Chłop zdrów jak ryba, w tą długość do końca nie wierzę i traktuję z przymrużeniem oka, bo mieści mi się Wojtek w ciuszki o rozmiarze 80. Doktor zajrzał do buzi Wojtka w poszukiwaniu zębów i mówi: - Naoglądaliście się Sagi Zmierzch? Wyszły górne dwójeczki, jedynek brak, mały wampirek :D - Tak... wręcz pożarłam 3 tomy w ciąży :) hihi Opowiedziałam lekarzowi o moich mlecznych obliczeniach. Powiedział, że wypisze nam receptę na mleko, bo nikt go jeszcze nie ścigał za wypisanie mleka... czyli trzeba bić do źródła recept, nie do recepcjonistki z informacją. Dziś krótko - brak czasu :)

Pan kotek był chory....

...i leżał w łóżeczku. Przyszedł pan doktor - jak się masz koteczku? ... W środę zasypialiśmy z gorączką 37.8. Dodatkowo pojawił się drugi ząbek więc byłam spokojna. Dałam na noc paracetamol w nadziei, że gorączka przejdzie, marudzenie z bólu też, a sen będzie spokojny. O godzinie 23:00 gorączki nie było. Mama odetchnęła z ulgą. Wojtek jednak cały czas wiercił się w nocy i wstawałam do niego średnio co 15 minut. W środku nocy dotykam jego czoła a on tak gorący, że bałam się tego, co zobaczę na termometrze. Stało się - 39.3. Podałam znów paracetamol i dotrwaliśmy jakoś do rana. Nad ranem Wojtek zaczął kaszleć i już wiedziałam, że to nie nasz nowy ząb. O zgrozo, dziwiłam się, że każdy po wizycie u nas wychodzi chory - przecież ten wirus musiał gdzieś u nas się zaczaić! Rano zadzwoniłam do lekarza - miał być o 12:00.  - Późno - pomyśleliśmy. Jak zaczęły się wymioty momentalnie zadzwoniliśmy na pogotowie. Dowiedziałam się tylko, że mogą wprawdzie przyjechać, ale PO WOJTKA, n...

Na wszystko przyjdzie czas...

Ostatnio lubię wsadzić Bombla w autko i podróżować. Niewielkie podróże, to do sklepu, do kuzynki, do babci (a Wojtka prababci), ale czas miło i szybko leci. Ostatnio zaufałam swojemu instynktowi i swojej intuicji i odpuściłam Wojtkowi ćwiczeń Vojtą. Przede wszystkim po wizycie lekarza pediatry, który ocenił go jako "zdrowego chłopa". Powyginał, po turlał i powiedział, żeby się go nie czepiać. No a w głowie czerwona lampka - no przecież ma asymetrię, źle się układa, nie chce leżeć na brzuchu, nie robi tego i tego a powinien...STOP. Chyba mam dość głosów w kółko co powinnam a czego nie powinnam robić ze swoim dzieckiem. Z pewnością pierwszy miesiąc ćwiczeń pozwolił Wojtkowi wyjść na dobrą drogę do dalszego dobrego rozwoju - nie zaprzeczę temu. Kosztowało mnie to codziennej wyczerpującej pracy zarówno fizycznej jak i psychicznej. Kupiliśmy puzzle piankowe takie na podłogę.. turlam Wojtkiem kilka razy dziennie, gimnastykuję mu nóżki, obracam kilka razy dziennie na brzuch, sta...

Czas...

Po krótkim intensywnym weekendzie nastał poniedziałek. Czemu mam wrażenie, że czas uciekając ślimaczy się niemiłosiernie? Ucieka, gdy Wojtek śpi, a ślimaczy się, jak czekamy razem na powrót Męża z pracy. Dodatkowo, mam wrażenie, że co chwila obracam kartkę w kalendarzu... Maj... Czerwiec... Lipiec... Sierpień... Wrzesień... Zrobiliśmy mega postępy... ale po ostatniej wizycie INNEGO lekarza niż chodzimy normalnie, zaprzestałam ćwiczeń Vojtą. Zobaczył Wojtka i stwierdził, że świetnie się rozwija, zdrowy chłopak i że niepotrzebnie się go "czepiamy". W środę mam wizytę w poradni rehabilitacyjnej i pogadamy z panią rehabilitantką na ten temat. W sumie to przerwa była z powodu kataru po pas...ale i tak widzę, że Wojtek robi coraz więcej. Mam wrażenie, że niedługo zacznie nam pełzać, bo ma wszelkie zalążki ku temu:)

Kiedy to Wojciech przyszedł na świat... mój happy end!

Hej:) No to piszę jak to wszystko się działo... 1 maja po wygrzewaniu się w cieniu na działeczce mocno źle się czułam i postanowiłam pojechać na IP żeby chociaż zrobili KTG bo Wojtaszek kopał mnie tak mocno że cała byłam w strachu. Dodatkowo czułam dziwne "pulsowanie" w brzuchu co na pewno nie było jego czkawką... Odmówili mi KTG, ewentualnie kazali kłaść się na oddział, bo "takie procedury" a rano do domu. KTG podłączyli mi koło 22:00 trwało 2,5 godziny... słyszałam jak puls co chwile spada do 110 i włącza się lampka alarmowa. Co chwile ktoś przychodził i kazał mi zmieniać pozycje. Całą noc nie spałam, wiedziałam że KTG nie wychodzi „idealnie” a mimo to w końcu je odłączyli i kazali spać. Rano 2 maja powtórzyli KTG i wyszło rewelacyjnie. Powiedzieli że pójde do domu ale jeszcze dla pewności zrobili USG z przepływami i... okazało się, że wód bardzo mało - kazali zostać na oddziale. W między czasie KTG wychodziło raz dobrze, raz "zbyt płask...