Jest 23 luty 2013 roku. Jak do tego doszło? W myślach cofam się o 3 lata wstecz, kiedy to byłam na wyżynach. Awans w pracy na stanowisko managera, wysokie zarobki, brak zmartwień. Dwa kierunki studiów. Żyłam. Po prostu żyłam. Czasami nie jestem w stanie wyobrazić sobie jak udawało mi się funkcjonować zaliczając codzienne studiowanie, posiedzenia w pracy po 7-13 godzin no i studia zaoczne. Mieszkałam wtedy jeszcze z narzeczonym od kilku miesięcy, pierwsze wspólne mieszkanie, a jak dobrze było. Docieraliśmy się. Często kłóciliśmy o pierdoły. Właściwie to widywaliśmy się późnym wieczorem kiedy to wracałam z pracy, a rano rozchodziliśmy się - ja na uczelnię - M do pracy. Usłyszałam nie raz - "to nie rodzina". "Tak się nie da żyć". "Żyjecie jak w hotelu". Dobrze nam było! Mijały tygodnie, praca stawała się coraz bardziej męcząca - szczególnie psychicznie. Z pracy wychodziłam smutna, zdołowana, przestraszona kolejnym dniem. Jednak cały czas trwałam, byłam...
Blog matki wariatki :)