Wojtek niedawno był u sąsiadki, sąsiadka miała fajne zabawki. I kulki takie, co sobie latały, z wulkanu w powietrze wylatywały. Spodobał się wulkan ów memu synowi, więc mama rzekła : kupmy Wojtkowi. Czatując w międzyczas z duszyczką bratnią, chwaliła się mama co kupić chce sama. Ostrzegła mnie mama już doświadczona, żeby nim kupić to się przekonać, czy ów wulkanik to nie jakiś chłamik, czy potem nie wyznam, że to chińszczyzna. Uparta mama jak osioł była znalazła najtaniej no i kupiła. Zdziwienie weszło na usta mamine, gdy tylko odpakowała machinę... Małe to takie, lecz kolorowe, cóż takie jest, bo nie "firmowe". Kazała mama szybko mężowi, włożyć baterie i testa zrobić. Co było dalej już wierszem nie umiem, bo nerwy zjadają słów z mózgu strumień. A teraz tak z lekka poważniej... Mama kupiła dziecku fontannę z piłek ponieważ spodobała mu się u koleżanki. Oryginał jednak był zbyt kosztowny na matczyną kieszeń dlate...
Blog matki wariatki :)