Przejdź do głównej zawartości

Wygrywasz konkurs? Sprawdź czy Cię stać.

Kilka słów o niedoszłej karierze AguQ.

Rok 2011. Najgorszy rok w moim dotychczasowym życiu. Luty witający mnie tak wielkim kopem, że nie wiem czy kiedykolwiek będę jeszcze dawną sobą po stracie dziecka. Szczerze? Wątpię. Miesiące spędzone w domu, pod kołdrą... płacz, żal i codziennie podróże na cmentarz.

Strata Synka, która często do mnie nie dociera. Jest to dla mnie w dalszym ciągu tak niepojęte, że czasem aż myślę, że się nie zdarzyło. Nie nam... Kwiecień spędziłam na wysyłaniu CV gdziekolwiek ktoś poszukiwał pracownika, pragnęłam oderwać się trochę od własnych myśli, mieć obowiązki, jakąś systematykę. Po pierwszej rozmowie kwalifikacyjnej stwierdziłam, że jednak jeszcze nie jestem gotowa. Szukałam pracy zdalnej, która w dzisiejszych czasach przecież jest mało realna.
W komputerze ciągle otwarta niedokończona praca magisterska odpychała mnie od tego miejsca. Pisałam ją dla niego... jego już nie było, więc moim zdaniem nie miałam motywacji do ukończenia studiów.

Jakoś w czerwcu pomyślałam - jak nie praca, to może staż? I wklepałam w wyszukiwarkę co było trzeba i trafiłam kilka opcji. Po Europeistyce interesował mnie Parlament Europejski, Bruksela, prawo... jednak jak weszłam na stronę Parlamentu staż był niemal nie do osiągnięcia.. Na którejś otwartej stronie trafiłam na konkurs, dzięki któremu można było wygrać takowy staż na cały miesiąc! Pomyślałam - czemu nie i zasiadłam do pisania. Szczęście mi sprzyjało, konkurs został akurat przedłużony o tydzień i wysyłałam swoją pracę w ostatni dzień. W tym samym czasie miałam wyznaczony już termin obrony magisterskiej, wszystko powoli wracało do codzienności...

Na początku lipca otrzymałam telefon że to właśnie ja jadę do Brukseli. Skakałam z radości. Nie wierzyłam, że naprawdę mnie to spotyka. Było to najlepsze uzupełnienie moich ukończonych 5-go lipca studiów. Dostałam telefon do Pana, który był łącznikiem Pani Poseł w Brukseli i nazajutrz z nim się kontaktowałam.

http://archiwum.jazlowiecka.pl/strona/aktualnosci/400

Zostałam poproszona o kontakt mailowy - i tak zaczęła się moja ciernista droga ku prawdzie... Staż mogłam odbyć według regulaminu od października 2011 do października 2012. Dnia 8 października brałam ślub, co uniemożliwiło mi udział w stażu w tym miesiącu, ponieważ według osoby, z którą się kontaktowałam musiał się on odbywać od początku do końca miesiąca. Oczywiście nie byłoby problemu wrócić na ślub i zrobić dzień urlopu, jednak weźmy pod uwagę ceny biletów, samą ceremonię ślubu no i sam fakt, że za wszystko płacę sama (o tym później).

Koszty:

Wygrany staż jest stażem płatnym - całe 1000 euro. Warto dodać, że Pani Poseł nie gwarantuje miesięcznego zakwaterowania i wyżywienia. Wszystko musiałabym załatwić we własnym zakresie i w zakresie wynagrodzenia stażowego. (Mieszkać miesiąc w Brukseli jeść... niewiarygodne - ahhh no i jeszcze zapomniałam o przelocie). Wiadomo - przelot byłby sprawą groszową, gdybym mogła zarezerwować bilety kilka miesięcy wcześniej... albo gdyby organizatorzy konkursu o tym pomyśleli - rezerwując bilety potencjalnym laureatom zaoszczędzili by im około 50% pieniędzy.

Do 20 lipca Pan "Łącznik" nie mógł się określić z terminami. Tego też dnia zaproponował mi styczeń. No fajnie. To co teraz? Iść do pracy? Siedzieć w domu? Styczeń jeszcze daleko a mnie przecież nikt nie utrzymuje... postanowiłam powalczyć o jakiś bliższy termin. Długo nie było kontaktu, ani telefonicznego ani mailowego. 1-go sierpnia w końcu ktoś łaskawie odpisał mi, że pan "Łącznik" poszedł sobie na urlop, wróci z niego 16-go sierpnia. Tym sposobem straciłam miesiąc w międzyczasie szukając mimo wszystko pracy. 17-go sierpnia dostaję maila "Agnieszko czekam na odpowiedz naszego stazysty ktory jest wpisany na staz
na listopad.Jezeli on sie zgodzi to bez problemu zrobimy takie przetasowanie
" Myślę...no super. Idealnie.
Kolejny mail z 24-go sierpnia:

"OK... Agnieszko proponuje aby termin stazu byl nastepujacy :
rozpoczecie stazu: 3 listopada
zakończenie stażu: 30 listpada
jezeli zkceptujesz powyzsze daty to mozemy je uważac za obowiazujace...

Pozdrawiam
,"

Fajnie. Mam staż. Tylko co teraz? Kupować bilet już? Wiadomo, że ceny będą lepsze teraz... a co jeśli nie będzie terminu ? No to na moje pytania nadchodzi mail...

"Dokladny termin stazu znasz. Z naszej strony otrzymasz 1000 Euro za staz +
delegacje na wyjazd do Strasburga, gdzie pojedziesz z 1 z asystentów.
Zazwyczaj hotel i transport w do Strasburga
sa zapewniane przez nas - jazda ze mna lub 2 osystentka samochodem. Takie
rzeczy jak jedzienie, bilety lotnicze, koszty zakwaterowania, oplaca sobie
stazysta we wlasnym zakresie. Pieniadze beda przekazane na rachunek ktory
nam wskazesz - zazwyczaj dzieje sie to do trzech tygodni od rozpoczenia
stazu
- w praktyce mielismy kilka przypadkow , ze bylo szybciej"

Tutaj zaczęły się schody. Wynagrodzenie wiadomo, że otrzymuje się po ukończonej pracy, jednak to jest konkurs a skąd ja mam wziąć pieniądze na bilety zakwaterowanie i wyżywienie na miesiąc z góry? Nie mam pracy... jestem świeżą absolwentką studiów a moje nadzieje na przyszłość robią się coraz ciemniejsze. Może pożyczyć? Nikt nie ma... No trudno, zobaczymy jak się sprawy potoczą.

30-go sierpnia dostaję MAILOWO informację:

"Witam,

Pani Agnieszko,bardzo prosze sie jeszcze wstrzymac z kupnem biletu do
Brukseli-mamy nie przewidziane perturbacje,wszystko powinno sie wyjasnic do
najblizszego piatku. Bardzo przepraszam, za zmiany
."

Ręce mi opadły. Taka informacja mailowo?? Jakbym kupiła te nieszczęsne bilety to kto by mi za to zwrócił pieniądze? Dobrze, że otworzyłam tego nieszczęsnego maila..

Za chwilę przychodzi kolejny:

"Witam,

Agnieszko, w zwiazku z tym ze Pani Posel przedluzyla staz naszemu obecnemu
stazyscie, jestemy zmuszeni dokonac korekty, terminu stazu. Czy moglabys mi
podeslac, terminy stazy ktore pasuja Ci od stycznia - ja rozeznam czy jest
jeszcze staz mozliwy w tym roku w grudniu. Jeszcze raz chcialbym przeprosic
za zmiane...

Pozdrawiam i czekam na maila"

Gdybym pieniądze wyciągała z rękawa, prawdopodobnie rozłożyłabym się na kanapie i czekała do stycznia, lutego czy nawet do października. No ale bądźmy poważni. Nie dość, że stałam przed dylematem "iść do pracy czy co" to nie wiedziałam kompletnie co teraz i jakie ja właściwie mam plany na styczeń. Idealnie byłoby dostać idealną pracę a potem miesięczny urlop. Haha chyba nie w Polsce.

Kolejny mail utwierdzał mnie w przekonaniu, że może jeszcze wszystko się zmienić...że będę priorytetowo traktowana. W międzyczasie dostałam staż w kancelarii adwokackiej z możliwością późniejszego zatrudnienia. Byłam szczęśliwa, że w końcu coś robię. Mieliśmy już wrzesień a ja w dalszym ciągu nie wiedziałam co z tym listopadem i co z moim stażem. Poprosiłam więc o spotkanie z Panią poseł, które (jakby staż w listopadzie się nie odbył) obiecano mi do grudnia załatwić. W listopadzie poinformowałam pana "łącznika o swojej ciąży" i trudnościami z odbyciem stażu od stycznia, kiedy już ciąża stanie się zaawansowana.

Mimo wszystko czuje się oszukana, bo listopad był to miesiąc, w którym mogły spełnić się moje dwa marzenia. Zadośćuczynienia z powodu braku mojego udziału w stażu oczywiście nie ma. Oddanie mojej nagrody nie wchodzi w grę. Zasady i regulamin konkursu były bardzo słabo sprecyzowane. Konkurs ewidentnie nie na kieszeń nawet najlepszego studenta no i przede wszystkim nie na moje nerwy.

Minął rok od wymieniania maili. Otrzymałam po interwencji informację, że stażu mimo wszystko nie mogę już odbyć bo "JEST ZA DUŻO CHĘTNYCH". Mimo jeszcze dwóch moich interwencji Pani poseł nie spotkała się ze mną do dziś..

Komentarze

  1. Ale to jednak Ty to wygrałaś i żadnej nagrody nie dostałaś za to?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Moja nagroda sie przesuwała, przesuwała, potem już ja nie miałam jak i ostatecznie zostałam z niczym

      Usuń
    2. To nie zła sprawiedliwość z ich strony, tak nie powinno być.

      Usuń
    3. Zastanawiam się tylko czemu zniknął regulamin tego konkursu z ich strony...

      Usuń
    4. Bo wiedzą, że to jest nie zgodne z prawem, dlatego usunęli

      Usuń
  2. O matko i córko, takie rzeczy tylko w Polsce...

    OdpowiedzUsuń
  3. "Obudź się Polsko" jak to mówią.... boszzzz

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja bym to gdzieś złosiła nawet do tv, bo się serio nadaje... Chore i tyle.

    OdpowiedzUsuń
  5. Niespodzianka dla Ciebie u mnie na blogu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bo to Polska właśnie :/ Powiem tak - jak konkurs, to powinni opłacić wszystko. Łącznie z przelotem, zakwaterowaniem i wyżywieniem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ech, co to za wygrana, jak zaklepane zostało tylko miejsce, a wszystko trzeba pokryć samemu. To tak, jakby w konkursach oferowano drogie samochody, które trzeba odkupić od organizatora. Wszędzie są haczyki ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Witam :)
Włączyłam moderację komentarzy - by nie umknął mi żaden z nich. Obiecuję publikować wszystkie!
Komentarze są dla mnie bardzo cenne.
Chcesz żebym poczytała co u Ciebie? - daj znać:)

Chcesz zostawić nieprzemyślany, głupi pełny zawiści komentarz? - zastanów się...

Popularne posty z tego bloga

Retrospekcja świąteczna czyli druga gwiazdka Wojtka ;)

2012...

Dziś opowiem wam powiastkę
Jak mój Wojciech spędził gwiazdkę.
Mimo że był jeszcze mały,
Spędził z nami wieczór cały.
Pierwsze święta w większym gronie,
W swej anielskości najlepszej odsłonie.
Były Kolędy, była choinka
Na sam jej widok wesoła minka.
Było na stole potraw ze dwieście,
Opłatki, pierogi i ryby w cieście.
Wojtek niestety na mlecznej diecie,
Nie pije maluch barszczyku przecie,
Za to w te święta które tuż tuż
Skubnie co nieco ze stołu już.
Drugie to święta będą wspaniałe,
Z synkiem który rozjaśnia me dni,
Bo każdy dzień z nim spędzam wytrwale
I cieszę się z każdych danych mi chwil.
A po wieczerzy, choinka zabłyśnie,
Rozjaśni tego wieczoru moc,
Gwiazdeczka z prezentem przez komin się wciśnie
I schowa podarki głęboko pod koc.
My te prezenty spod koca wyjmiemy
Zajmując w międzyczas Wojtkowe myśli,
Wszystkie prezenty pod drzewko kładziemy,
By mógł pomyśleć, że czar się ziścił.
Nie mogę doczekać się tej radości,
Tych wspólnych chwil tak pełnych miłości,
Tych chwil uciechy …

Trole korporacyjne, pęd szczurów i siła przenikalności formowych murów!

Nie wiem czy posiadam swoją pracę marzeń. Możliwe, że gdybym kształciła się w jasno wyznaczonym kierunku dziś robiłabym (albo i nie) coś, co sprawiałoby mi radość.
Pytanie zadać sobie muszę, czy jestem aż tak bezpłciowa, czy może tak bardzo wszechstronna i elastyczna, że dopasowuje się do sytuacji jak kameleon?
Pracuję, mam z tego pieniądze, mogę kupić czasem coś Wojtkowi, nie płaczę pod koniec miesiąca z braku środków do życia. Kolorowo też nie jest, ale jest NORMALNIE. O to między innymi chodziło.

Praca w korporacji jednak chyba nie jest dla ludzi o słabych nerwach. Masa różnorodnych charakterów, i słabych i silnych, tak samo zdesperowanych do osiągania swoich celów. Wydawałoby się, że poczułam stabilizację zawodową. Nic bardziej mylnego. Stabilizacja jest w policji, wojsku, nfzcie, zusie i innych takich, których to ze stołka strącić się nie da nim nie pomrą, lub nasrają we własne gniazdo, by móc ich usunąć i dać szansę innym. W korporacji nie ma stabilizacji.

Cieszy mnie umowa &quo…

Mleko na receptę a limity NFZ

Czy któraś mama karmi dziecko mlekiem na receptę? np. Bebilon Pepti? Jakiś czas temu sytuacja w przychodni. Dzwonię i mówię, że potrzebuję receptę na mleko, ponieważ została mi resztka i muszę szybko kupić. Była połowa miesiąca. Pani w rejestracji odmawia mi sugerując wyczerpany limit miesięczny 6-ciu puszek. Argument "brała Pani na początku miesiąca". Pytam zatem, co mam zrobić, przestać karmić dziecko, czy przejść na chleb z wodą. Pani już mniej uprzejmie odpowiada, że pretensję mam mieć do NFZ, bo to nie ona wymyśliła limity a mleka nie dostanę. 
Dzwoni Matka wariatka do NFZ. Przełączają ją z oddziału na oddział, bo nikt kto akurat ze mną rozmawia nie zajmuje się tą sprawą. Ostatecznie odbiera miła pani, która tłumaczy mi, że limitów NIE MA. O dawce mleka decyduje lekarz.
Ostatnio otwierając puszkę Bebilonu zapisałam datę i godzinę. Skrupulatnie zliczałam liczbę zużytych miarek. Dodam, że żadnej miarki nie zmarnowałam, żadnej nie wsypałam do kaszki i zużyłam mleko do sam…