Przejdź do głównej zawartości

Prawdziwa matka rodzi w bólach!

Godzina 12:00 leżę podłączona do specjalistycznych sprzętów, z drukarki KTG wysuwa się piękna fala, urządzenie "pika", świeci. Tętno dziecka spada do 60-70, moje chyba bliskie zeru z nerwów. Piękna drukowana fala pokazuje mocne skurcze, zaczynam patrzeć na zegarek. Skurcze są już co 5 minut. Dlaczego do cholery nikt nie przychodzi? Świetnie widziałam, że urządzenia są monitorowane dodatkowo z kapsuły położnych. Pewnie nikogo też tam nie było. W końcu 12:20 wpada lekarz jak oparzony:

"TO PANI NIE CZUJE, ŻE SĄ SKURCZE?"

Pani czuje. Pani informowała. Pani z nadzieją czekała, aż ktoś przyjdzie i mnie poodpina z tego sprzętu i weźmie na stół. 

13:00 urodziłam. Piękny zdrowy, duży mimo że wcześniak. 



No właśnie. Co z tym porodem? Cesarka ze wskazaniem, na życzenie, po ciężkich bólach. U jednych mam po prostu bo tak wybrały, u innych z powodu komplikacji. Dlaczego mają się czuć gorsze? Czy ich dzieci są inne?

"Pofarciło ci się. Okaż szacunek lepszym kobietom" - pisze organizacja religijna o dziwnej jak dla mnie nazwie Disciples of the New Dawn. Ja się pytam co to za religia, która poniża innych? Bo chyba bardzo odbiegająca od "mojej". Lepsze? W czym? Może tylko w szybkości wstania po porodzie z łóżka. 

http://www.dailymail.co.uk/
Lazy parents oraz C-Moms. Tak zrzeszenie nazywa matki, które NIE URODZIŁY swoich dzieci. Blizna po cięciu to hańba i dowód na to, że nie spełniłyśmy swojego zadania. Dodatkowo rozbawiło mnie odniesienie do Boga. Czy to nie on uczył o szacunku i miłości do bliźniego? Jak zatem można powoływać się na poród "po bożemu" nie respektując innych jego zasad?


Tylko kobiety kobietom potrafią zgotować takie "halo". Faceci po prostu dadzą sobie dwa razy w mordę i koniec. Czasem by się niektórym fanatyczkom przydała taka terapia szokowa.

Zajrzałam na facebookowy link do tej grupy. Nie wiem właściwie co się tam dzieje, ale wygląda na to, że post był tylko próbą podniesienia statystyk stron, aczkolwiek widnieje tam wiele postów, gdzie kobiety chwalą się, że urodziły naturalnie. 


A CZY TY URODZIŁAŚ SWOJE DZIECKO?

Komentarze

  1. Nie urodziłam, ale nie mam jeszcze dzieci. Uważam, że po co ingerować w swoje zdrowie, jeśli można "normalnie"? Chociaż nie mam nic do wskazań do CC... kiedyś tego nie było i jakoś nie było żadnej nagonki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to wróć tu "z dzieckiem", zapraszam wtedy do podsumowania tematu :)

      Usuń
  2. W głowach się poprzewracało!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też miałam cesarkę, wprawdzie wolałam rodzic naturalnie ale wiem że różnie to mogło się skończyc i wierzę że to Bóg kieruje tym jaki kobieta ma miec poród. Ja na przykład w swojej cesarce widzę Boży plan więc takie pseudoreligijne strony to jakaś pomyłka, nie ma się tym co przejmowac, ludzie ludziom zawsze będą dogryzac

    OdpowiedzUsuń
  4. Słyszałam o tej całej grupie religijnej i ich poglądach, nóż w kieszeni się otwiera gdy czyta się takie głupoty! Miałam cc ze względu na 35tc i fakt, że rodziłam bliźniaki, ułożenie dzieci też nie było korzystne do porodu naturalnego, ale czy to ważne? Miałam poród jaki miałam i szczerze nie obchodzi mnie co gadają, mam dwoje, zdrowych chłopców i z tego się cieszę :) A tak w innym temacie jestem tu pierwszy raz, ale myślę że będę zaglądać częściej :) zostawiam swój adres gdybyś miała ochotę mnie odwiedzić www.matkazonkaikochanka.blogspot.com ( blog dopiero startuje, - taki nowy początek mojego starego bloga) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ej ale wgl kogoś CC nie boli? Rodziłam cztery razy dwa razy SN i dwa razy CC i uważam że fizycznie gorzej znieść CC... Pierwsze SN trwało 29 godzin. Po pierwszym CC dwa tygodnie nie mogłam wziąć oddechu i się wyprostować...z bólu... Najważniejsze jest to aby w trakcie porodu nic się nie stało ani dziecku ani rodzącej!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Witam :)
Włączyłam moderację komentarzy - by nie umknął mi żaden z nich. Obiecuję publikować wszystkie!
Komentarze są dla mnie bardzo cenne.
Chcesz żebym poczytała co u Ciebie? - daj znać:)

Chcesz zostawić nieprzemyślany, głupi pełny zawiści komentarz? - zastanów się...

Popularne posty z tego bloga

Retrospekcja świąteczna czyli druga gwiazdka Wojtka ;)

2012...

Dziś opowiem wam powiastkę
Jak mój Wojciech spędził gwiazdkę.
Mimo że był jeszcze mały,
Spędził z nami wieczór cały.
Pierwsze święta w większym gronie,
W swej anielskości najlepszej odsłonie.
Były Kolędy, była choinka
Na sam jej widok wesoła minka.
Było na stole potraw ze dwieście,
Opłatki, pierogi i ryby w cieście.
Wojtek niestety na mlecznej diecie,
Nie pije maluch barszczyku przecie,
Za to w te święta które tuż tuż
Skubnie co nieco ze stołu już.
Drugie to święta będą wspaniałe,
Z synkiem który rozjaśnia me dni,
Bo każdy dzień z nim spędzam wytrwale
I cieszę się z każdych danych mi chwil.
A po wieczerzy, choinka zabłyśnie,
Rozjaśni tego wieczoru moc,
Gwiazdeczka z prezentem przez komin się wciśnie
I schowa podarki głęboko pod koc.
My te prezenty spod koca wyjmiemy
Zajmując w międzyczas Wojtkowe myśli,
Wszystkie prezenty pod drzewko kładziemy,
By mógł pomyśleć, że czar się ziścił.
Nie mogę doczekać się tej radości,
Tych wspólnych chwil tak pełnych miłości,
Tych chwil uciechy …

Trole korporacyjne, pęd szczurów i siła przenikalności formowych murów!

Nie wiem czy posiadam swoją pracę marzeń. Możliwe, że gdybym kształciła się w jasno wyznaczonym kierunku dziś robiłabym (albo i nie) coś, co sprawiałoby mi radość.
Pytanie zadać sobie muszę, czy jestem aż tak bezpłciowa, czy może tak bardzo wszechstronna i elastyczna, że dopasowuje się do sytuacji jak kameleon?
Pracuję, mam z tego pieniądze, mogę kupić czasem coś Wojtkowi, nie płaczę pod koniec miesiąca z braku środków do życia. Kolorowo też nie jest, ale jest NORMALNIE. O to między innymi chodziło.

Praca w korporacji jednak chyba nie jest dla ludzi o słabych nerwach. Masa różnorodnych charakterów, i słabych i silnych, tak samo zdesperowanych do osiągania swoich celów. Wydawałoby się, że poczułam stabilizację zawodową. Nic bardziej mylnego. Stabilizacja jest w policji, wojsku, nfzcie, zusie i innych takich, których to ze stołka strącić się nie da nim nie pomrą, lub nasrają we własne gniazdo, by móc ich usunąć i dać szansę innym. W korporacji nie ma stabilizacji.

Cieszy mnie umowa &quo…

Mleko na receptę a limity NFZ

Czy któraś mama karmi dziecko mlekiem na receptę? np. Bebilon Pepti? Jakiś czas temu sytuacja w przychodni. Dzwonię i mówię, że potrzebuję receptę na mleko, ponieważ została mi resztka i muszę szybko kupić. Była połowa miesiąca. Pani w rejestracji odmawia mi sugerując wyczerpany limit miesięczny 6-ciu puszek. Argument "brała Pani na początku miesiąca". Pytam zatem, co mam zrobić, przestać karmić dziecko, czy przejść na chleb z wodą. Pani już mniej uprzejmie odpowiada, że pretensję mam mieć do NFZ, bo to nie ona wymyśliła limity a mleka nie dostanę. 
Dzwoni Matka wariatka do NFZ. Przełączają ją z oddziału na oddział, bo nikt kto akurat ze mną rozmawia nie zajmuje się tą sprawą. Ostatecznie odbiera miła pani, która tłumaczy mi, że limitów NIE MA. O dawce mleka decyduje lekarz.
Ostatnio otwierając puszkę Bebilonu zapisałam datę i godzinę. Skrupulatnie zliczałam liczbę zużytych miarek. Dodam, że żadnej miarki nie zmarnowałam, żadnej nie wsypałam do kaszki i zużyłam mleko do sam…