Przejdź do głównej zawartości

16-05-2014 czyli drugie urodziny Wojtka.

Kiedy to minęło?
Czy to oznacza, że mój blog ma ponad dwa lata?
Właściwie, to czy kiedyś mu go pokażę?
Mam nadzieję, że tak.


Dwulatek. Osóbka nie do odgadnięcia. Osóbka tak świadoma swoich wyborów, reakcji i innych wszelkich zachowań. 

Jako dwulatek Wojtek potrafi złożyć mało skomplikowane zdanie (sprawa bardziej się komplikuje, kiedy chce powiedzieć więcej, jednak nie ma to większego środka przekazu, gdyż jego język zaczyna się plątać i nic nie rozumiem :) )

Potrafi nazwać dwa kolory (żółty i czerwony), jednak rozpoznaje większość barw wskazując na konkretne, gdy go o to zapytam.

Jest nadzwyczajnie kulturalny. Używa słów "proszę, "dziękuję" "przepraszam" - całkiem świadomie i zawsze w odpowiednich momentach. 

Próbuje śpiewać krótkie zasłyszane melodie (najczęściej z bajek).

Rozpoznaje i nazywa postaci z bajek "świnka peppa" "tata świnka" "mama świnka" ( i czym mnie zadziwił ostatnio - postaci drugoplanowych jak "danny pies" czy "rebecca królik" - sorry, zrozumie mnie tylko rodzic w tej kwestii także z góry przepraszam "niedzieciowych czytaczy", ale musiałam to dodać.

Jaka przemiana?

Kiedyś Wojtek naśladował tylko odgłosy zwierząt. Dziś widząc zwierzęta nazywa je. Zna niemal wszystkie które mu pokazałam, jednak uwielbiam jak mówi "dziobak" "lemur" "hiena" - to dla mnie takie niecodzienne :)

Już jutro impreza urodzinowa. Tort i aż dwie świeczki.

Niech się dzieje!



Komentarze

  1. Czas mija przy dzieciach jak szalony :) Wszystkiego dobrego!

    OdpowiedzUsuń
  2. A działo się rewelacyjnie :-) To było święto Wojtusia !

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Witam :)
Włączyłam moderację komentarzy - by nie umknął mi żaden z nich. Obiecuję publikować wszystkie!
Komentarze są dla mnie bardzo cenne.
Chcesz żebym poczytała co u Ciebie? - daj znać:)

Chcesz zostawić nieprzemyślany, głupi pełny zawiści komentarz? - zastanów się...

Popularne posty z tego bloga

Retrospekcja świąteczna czyli druga gwiazdka Wojtka ;)

2012...

Dziś opowiem wam powiastkę
Jak mój Wojciech spędził gwiazdkę.
Mimo że był jeszcze mały,
Spędził z nami wieczór cały.
Pierwsze święta w większym gronie,
W swej anielskości najlepszej odsłonie.
Były Kolędy, była choinka
Na sam jej widok wesoła minka.
Było na stole potraw ze dwieście,
Opłatki, pierogi i ryby w cieście.
Wojtek niestety na mlecznej diecie,
Nie pije maluch barszczyku przecie,
Za to w te święta które tuż tuż
Skubnie co nieco ze stołu już.
Drugie to święta będą wspaniałe,
Z synkiem który rozjaśnia me dni,
Bo każdy dzień z nim spędzam wytrwale
I cieszę się z każdych danych mi chwil.
A po wieczerzy, choinka zabłyśnie,
Rozjaśni tego wieczoru moc,
Gwiazdeczka z prezentem przez komin się wciśnie
I schowa podarki głęboko pod koc.
My te prezenty spod koca wyjmiemy
Zajmując w międzyczas Wojtkowe myśli,
Wszystkie prezenty pod drzewko kładziemy,
By mógł pomyśleć, że czar się ziścił.
Nie mogę doczekać się tej radości,
Tych wspólnych chwil tak pełnych miłości,
Tych chwil uciechy …

Trole korporacyjne, pęd szczurów i siła przenikalności formowych murów!

Nie wiem czy posiadam swoją pracę marzeń. Możliwe, że gdybym kształciła się w jasno wyznaczonym kierunku dziś robiłabym (albo i nie) coś, co sprawiałoby mi radość.
Pytanie zadać sobie muszę, czy jestem aż tak bezpłciowa, czy może tak bardzo wszechstronna i elastyczna, że dopasowuje się do sytuacji jak kameleon?
Pracuję, mam z tego pieniądze, mogę kupić czasem coś Wojtkowi, nie płaczę pod koniec miesiąca z braku środków do życia. Kolorowo też nie jest, ale jest NORMALNIE. O to między innymi chodziło.

Praca w korporacji jednak chyba nie jest dla ludzi o słabych nerwach. Masa różnorodnych charakterów, i słabych i silnych, tak samo zdesperowanych do osiągania swoich celów. Wydawałoby się, że poczułam stabilizację zawodową. Nic bardziej mylnego. Stabilizacja jest w policji, wojsku, nfzcie, zusie i innych takich, których to ze stołka strącić się nie da nim nie pomrą, lub nasrają we własne gniazdo, by móc ich usunąć i dać szansę innym. W korporacji nie ma stabilizacji.

Cieszy mnie umowa &quo…

Mleko na receptę a limity NFZ

Czy któraś mama karmi dziecko mlekiem na receptę? np. Bebilon Pepti? Jakiś czas temu sytuacja w przychodni. Dzwonię i mówię, że potrzebuję receptę na mleko, ponieważ została mi resztka i muszę szybko kupić. Była połowa miesiąca. Pani w rejestracji odmawia mi sugerując wyczerpany limit miesięczny 6-ciu puszek. Argument "brała Pani na początku miesiąca". Pytam zatem, co mam zrobić, przestać karmić dziecko, czy przejść na chleb z wodą. Pani już mniej uprzejmie odpowiada, że pretensję mam mieć do NFZ, bo to nie ona wymyśliła limity a mleka nie dostanę. 
Dzwoni Matka wariatka do NFZ. Przełączają ją z oddziału na oddział, bo nikt kto akurat ze mną rozmawia nie zajmuje się tą sprawą. Ostatecznie odbiera miła pani, która tłumaczy mi, że limitów NIE MA. O dawce mleka decyduje lekarz.
Ostatnio otwierając puszkę Bebilonu zapisałam datę i godzinę. Skrupulatnie zliczałam liczbę zużytych miarek. Dodam, że żadnej miarki nie zmarnowałam, żadnej nie wsypałam do kaszki i zużyłam mleko do sam…