Przejdź do głównej zawartości

Klapsisz? Przegrywasz!

"No to już było apogeum. Dziecko wpadło w jakiś szał. Nie działają oczy, uszy, moje zdarte gardło wołało o pomstę. Ja Ci pokażę - pomyślałem. Gówniarzu Ty. Wtedy się posypały. Masz za to że nie słuchasz, jeszcze za to, że mi uciekasz, za moje wrzaski, nerwy, prośby! Słyszysz teraz gówniarzu? Mówię do Ciebie. Czemu ryczysz? Byłeś niegrzeczny, teraz nie rycz. Teraz jest kara...[...]
Dawałem mu klapsy, nie pomagało, no nie pomagało czaisz? Biłem mocniej! Co z tego, skoro zaraz zapomni, nie będzie siniaków, a gówniarz się nauczy! No nie reagował...no to zbiłem mocniej..[...]"




Bo wejdzie na głowę.

Bo nie słucha.

Bo wybiegło na ulicę/chodnik/posesję.

Bo wrzeszczę a on/ona nie reaguje.

Bo proszę tysiąc razy.


a tak. Dam klapsa - przecież to nie bicie. Nie będzie nawet siniaka.
Dam klapsa, bo inaczej nie zrozumie.
Dam klapsa, bo zbyt bezstresowo wychowuję swoje dziecko.
Dam klapsa, bo inaczej trafi do kryminału, będzie kradło, biło, zabijało.


Sorry. Nigdy nie zrozumiem.

Chyba jednak w KLAPSIE musi być coś nie tak, skoro każda "dobra" matka po przyznaniu się do bicia (piszę bicie, bo klaps głaskaniem nie jest) swojego dziecka szuka argumentów.
Bo przecież to nie przemoc, 
Bo klaps to nie bicie,
Bo też dostawałam/dostawałem klapsa w dzieciństwie.

Tyle się o tym trąbi, jednak trąbienie nie podważy przekonań rodzica, ale może jednak coś da?
Do trzeciego roku życia kształtuje się mózg człowieka. Czy właśnie wtedy chcesz na niego wpłynąć swoją agresją? Przecież nie wypada bić dziecka już 12 letniego, wtedy może oddać, albo zrobić coś jeszcze gorszego!

Niektórzy rodzice ewidentnie pomylili klapsa z bezstresowym wychowaniem. Fakt, że dziecko nie jest bite (matko jak to brzmi...to powinna być norma) nie znaczy, że nie ponosi konsekwencji swoich złych zachowań. Jest wiele form, dzięki którym możemy dać maluchowi do myślenia. Czy bijąc dziecko dajemy mu do "myślenia"? Dziecko jedynie zdaje sobie sprawę, że zrobiło coś, co zasługuje na taką karę. Wydaje mi się, że dziecko, które świadomie robi rodzicowi na złość jest na tyle bystre, że zrozumie jeśli postaramy się mu przekazać co robi źle. 

Wielcy rodzice stojący w obronie klapsa nie raz chwalą się karnym jeżykiem zainicjowanym przez Super Nianię. Czy warto popadać aż w taką skrajność? To jest właśnie alternatywa przemocy, którą nam proponują. Śmieszna jest dla mnie wymienność form kary. "Karny jeżyk jest ekstra, ale klapsa też daję". 

Klapsisz dziecko na karnym jeżu? Przegrałaś! Przegrałeś!

Oto kilka cytatów z sieci:

Matka powołująca się do realnego życia: "klaps na otrzeźwienie dziecka jest jak najbardziej wskazany". 

NIANIA EWENEMENT: "Studiuję pedagogikę przedszkolną,pracuję jako niania dwóch chłopców 4 i 7 lat i jeśli dzieci życzą śmierci,biją, plują,lub zagrażają swojemu życiu, to co wtedy mam je pogłaskać i powiedzieć że pójdę siedzieć jak sobie coś zrobi lub wpadnie pod samochód jak ucieka?" Rodzicom tych dzieci z góry współczuję niani bijącej, bo to już zupełna przesada. Jakbym ją znalazła w realu wytargałabym za kudły. (nie mylić proszę z groźbami).

Dla mnie klaps to porażka. Porażka rodzica. To przecież rodzic nie dał rady zapanować na dzieckiem. Opadł z sił, stracił argumenty, ale czy klaps jest argumentem? Dziecko złości i obojętności do naszych reguł nie wzięło z kosmosu. Przecież to my z naszym dzieckiem spędzamy większość czasu i to my wspieramy jego rozwój. 

Nie pomagają tłumaczenia, prośby, zachęty. No to mamy sposób - KLAPS! Co jednak się stanie, jak klapsy przestaną pomagać? Co się stanie? Spróbujcie dokończyć historię z początku posta...

Nie biję swojego dziecka. Nie jestem idealna. Często się złoszczę, krzyknę, powiem coś z zaciśniętymi zębami. Zatrzymam za rękę, wytłumaczę. Oczywiście że wiele nie zrozumie, jednak coś w tej małej kochanej główce zostanie. Wiem...teraz będziecie mi życzyć, by Wojtek zawsze był taki grzeczny, że pewnie kiedyś puszczą mi nerwy. W życiu już zbyt wiele straciłam by niszczyć człowieczka, o którego tyle walczyłam. Z pewnością moje bezstresowo wychowywane dziecko wlezie mi na głowę a kiedyś wybije pół ludności. Moja wina, bo nie klapsiłam. A teraz tak poważnie. Zastanówcie się czy warto rodzić w dzieciach przemoc. Jeśli macie ze sobą problemy, polecam rozmowę ze specjalistą. 

Jeśli bijecie swoje dzieci z bezsilności, wstydźcie się, ale moje zdanie jest na NIE. Nie wolno bić dzieci. Klaps to też bicie!

Komentarze

  1. Fajnie to wszystko napisałaś, ale skoro poddajesz pod dyskusję i ganisz sposoby jak karny jeżyk, czy klapsowanie, proszę daj inne sprawdzone sposoby na szalonego dwu czy trzylatka, tylko do razu zaznaczę tłumaczenie, nie przynosi efektów ciągle to samo, nie zdaje rezultatu.

    I jeszcze jedno myślisz, że w naszym kraju rozmowa ze specjalista jest taka łatwo wiesz ile się czeka na indywidualną terapię u psychologa latami, co wtedy jak pomóc sobie w takim przypadku, a na wizyty prywatne nie stać, bo sa cholernie drogie. Łatwo powiedziec trudniej zdziałac. To tak na marginesie co do Twojej wypowiedzi: "Jeśli macie ze sobą problemy, polecam rozmowę ze specjalistą." Czy tylko mam sie wstydzić "Jeśli bijecie swoje dzieci z bezsilności,", czy jak ktoś ma pogląd, że nie bije z bezsilności mówi o tym otwarcie, wtedy jest dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zbyt dosłownie potraktowałaś ostatnie zdanie. Nie wkładaj mi w usta słów, które tu nie padły. Tak samo nie ganię karnego jeżyka - wręcz przeciwnie. Napisałam, ze jest to dobra alternatywa przemocy.

      Kochana wyobraź sobie że wiem jak długo się czeka na specjalistę. Lata to nie s ą.

      Nie jestem terapeutką, nie znam Twojego dziecka. Nie dam Ci sprawdzonych sposobów, u mnie działa to co opisałam. Jeśli nie zadziała, będę szukać do skutku. Nie uderzę.

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Dzieci patrzą na nas, na nasze zachowanie i nas naśladują. Nie można dać nikomu "przepisu" na wychowanie - musimy wczuć się w położenie dziecka w jego słyszenie, myślenie postrzeganie świata.... Dzieciuszek pokazuje nam siebie... popatrz na mnie, zwróć na mnie uwagę i pokazuje wam was samych, jacy jesteście na co dzień. A specjalista??? można poczekać kilka tygodni lub zrezygnować z jakiegoś własnego dobra (internet, doładowania komórki itd.) i iść prywatnie :-) ale najpierw spójrzmy na nasze zachowanie - jak nas widzi nasz mały sobowtór???

      Usuń
    3. Wkurzyło mnie ta nagonka na klapsienie, bo tak się poczułam jako zła matka, okropna, wredna, beznadziejna BIJESZ swoje dziecko, KLAPSISZ je jesteś potworem, a może jako matki, kobiety, ludzie wykażmy trochę zrozumienia i zapytajmy co się stało, że klapsisz, co jest nie tak z czym nie dajesz rady, etc, ale po co dziś lepiej zganić. I tyle w tym temacie już chyba wystarczająco dużo powiedziałam i więcej nie powiem, Więcej zrozumienia, każdy jest człowiekiem.

      Usuń
    4. Nagonka nie jest tylko "moja". Skoro czujesz się z tym jako "zła matka" to powinnaś coś w tym zmienić. Każda matka powinna być dobra i Ty też taką jesteś, z pewnością.
      Jednak nie zapytam nigdy "co się stało", że bijesz swoje dziecko, bo uważam, że taki mały człowieczek nie jest w stanie zrobić nic takiego, co zasłużyłoby na taką karę.
      W tym temacie nie ma zrozumienia przynajmniej z mojej strony.

      Usuń
    5. Tak sobie myślę,skąd dziecko ma wiedzieć jeśli zrobi coś złego np. ugryzie inne dziecko, uszczypnie czy coś innego, a Ty podejdziesz wytłumaczysz powiesz, że tak robić nie wolno, nie minie mała chwila, a dziecko powtarza swój zły czyn, po raz kolejny tłumaczysz, mówisz i sytuacja analogicznie się powtarza, jak dla mnie jest to brak konsekwencji, która wiąże się ze strony rodzica upominaniem, że tak robić nie wolno, jeśli będzie klaps, czy nie będzie wtedy dla dziecka komunikat, że jest to konsekwencja jego złego zachowania,będzie wiedział czym to się skończy kolejnym razem. Wracając do opisanej przeze mnie sytuacji pytam się ile razy można upominać, tłumaczyć, bez żadnych konsekwencji po stronie dziecka po za tłumaczeniem. Analogicznie sytuacja druga jeśli dziecko z premedytacją na złość patrząc w oczy rodzicowi robi to na co rodzić nie wyraził zgody, mimo wszystko robi i do tego się uśmiecha, bo wie, że jedyną konsekwencją będzie tłumaczenie. To tak mi się nasunęło w myśl, konsekwencji w stosunku do małego dziecka, bo ja jako dziecko wiedziałam, czego zrobić nie mogę, bo wiedziałam jakie są tego konsekwencje.

      Usuń
    6. i tu poniekąd wyszło skąd Twoje przekonanie do tej metody "wychowawczej". Ja nie byłam najgrzeczniejszą córką, ale nie zostałam uderzona. Równie dobrze w pracy mógłby nas szef bić z liścia w twarz za jakiś błąd, pomyłkę czy niedotrzymanie obowiązków. Po co konsekwencje finansowe? Nagana? Może gdyby pracownicy byli bici pracowaliby lepiej? Tutaj byłaby większa równość, bo my jesteśmy w stanie się obronić, a także jesteśmy w stanie "uciec" przed bijącym.

      Mój Wojtek też często śmieje mi się w twarz jak podniosę głos, albo złapię za rękę tłumacząc, że nie wolno czegoś robić. Zauważyłam, że jednak mimo tego są postępy, coraz więcej rozumie.

      Jestem w stanie zrozumieć Twoje sfrustrowanie, zrezygnowanie i bezsilność, ale nie sposobu zachowania.

      Usuń
    7. I masz do tego święte, niezbywalne prawo. I chyba na tym zakończę temat, bo nikt nikogo nie będzie do swoich racji przekonywać,bo nie o to w tym chodzi, mnie z pewnością coś w głowie zostało i następnym razem podczas mojego kolejnego sfrustrowania, zrezygnowania i bezsilności po raz kolejny będę się starać z całych sił nie zakończyć tego klapsem tak jak i bywało to i teraz choć jak życie pokazuje nie udało się i te 3 razy skończyło się klapsem, ale jestem tylko człowiekiem.

      Usuń
    8. Szczypto, życie to ciągła nauka.
      Mój wpis nie miał z nikogo zrobić złej matki, nie o to chodziło.
      Są rzeczy, o których powinno być głośno ze względu na to, żebyśmy nie sięgali po więcej...jak na początku tej historii.

      Życzę Ci powodzenia i wszystkiego dobrego :)

      Usuń
  2. Zgadzam się z tym, co napisałaś, bo również nie jestem zwolenniczką klapsów. Z dziećmi trzeba rozmawiać, a nie używać siły. Mnie rodzice nie bili i ja też nie zamierzam tego robić. A argumenty mam, które stosują klapsy, jakoś do mnie nie przemawiają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro są argumenty są i wątpliwości...
      Temat dla mnie powinien zostać głośny, bo od niewinnych klapsów się zaczyna.

      Usuń
  3. Klaps nie jest rozwiązaniem to fakt, myślę że każdy klaps świadczy o bezsilności, a bezsilność często świadczy o braku pomocy dla mamy jak i dla dziecka z innej strony i nie mam to na myśli specjalistów, a chociażby rodzinę. I to jest w tym wszystkim najsmutniejsze :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie.

      Swoją drogą jak mężczyzna bije kobietę "za coś" lub na odwrót to jest to przemoc w rodzinie. Jak rodzice biją dziecko, to już wychowanie? ...:/

      Usuń
  4. Świetny post, o tym trzeba pisać, mówić na okrągło. Mi z moją dwójką też jest czasem ciężko i zgadzam się w 100 %, że klaps jest oznaką bezsilności rodzica. Widzę po sobie, kiedy Młodszy krzyczy (bo wydaje nowe dźwięki i sprawdza decybele) a Starszy powtarza po nim. Krzyczą na przemian. Przeważnie wtedy kiedy trzeba się wyciszyć i iść spać. Właśnie w takich momentach ja tracę siły i mogłabym dziecko uderzyć (czy też dać klapsa, jak zwał tak zwał), ale tego nie robię, bo staram się zagryźć zęby, wyjść na chwilę, ochłonąć i ze spokojem wrócić.
    Również uważam, że rodzice powinni zgłaszać się do specjalisty jeżeli mają z tym problem, ja osobiście byłam kiedyś i to kilka razy u terapeutki, ponieważ sobie nie radziłam (depresja poporodowa). To też jest lekarz. Przecież jak ząb boli to się idzie do dentysty, nawet prywatnie.
    Co do karnego jeżyka, czy też kąta.. my tego nie używamy. Ja wyznaczam dzieciom granice, jednak mają dużo wolności. Jeżeli przekraczają granice- tłumaczę. Bardzo dużo rozmawiamy o emocjach i uczuciach. Zauważyłam, że jeżeli Starszy płacze, bo np chce iść na plac zabaw a jest pora spania; ja mówiąc mu proste zdanie "Widzę, że jesteś zdenerwowany, bo chciałbyś iść na dwór, prawda? " uspokajam go. Później tłumaczę, dlaczego nie może wyjść. Moje dzieci nie są wychowywane bezstresowo, bo to chyba niemożliwe, jednak bez bicia.
    To jest praca nad dzieckiem, ciężka, ale widać efekty. No i praca nad samym sobą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tłumaczenie i rozmowy - tego muszę się jeszcze nauczyć, bo często od razu krzyczę. Wiem jednak, że da się to zrobić i nad tym mocno pracuję :)

      Usuń
  5. Klaps na otrzeźwienie...F*CK!
    Nie rozumiem, nawet nie chcę.

    Rodzice sami sobie nie radzą ze sobą, z wychowaniem, z pracą, ze związkiem toteż biją dziecko, bo nie odda...od tak, bo wtedy emocja im opada...Karać, karać, karać! UCzyć jak wychowywać, nie powielać lania dziadkowego..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś może to "dziadkowe" lanie było czymś normalnym bo mało rzeczy dało się nagłośnić. Ludzie rzadko kiedy mieli dostęp do mediów, internet pojawił się już w naszym pokoleniu więc łatwo powiedzieć, że tak było od lat.
      Szkoda mi osób, które mają bicie dzieci za jeden ze sposobów wychowania..

      Usuń

Prześlij komentarz

Witam :)
Włączyłam moderację komentarzy - by nie umknął mi żaden z nich. Obiecuję publikować wszystkie!
Komentarze są dla mnie bardzo cenne.
Chcesz żebym poczytała co u Ciebie? - daj znać:)

Chcesz zostawić nieprzemyślany, głupi pełny zawiści komentarz? - zastanów się...

Popularne posty z tego bloga

Retrospekcja świąteczna czyli druga gwiazdka Wojtka ;)

2012...

Dziś opowiem wam powiastkę
Jak mój Wojciech spędził gwiazdkę.
Mimo że był jeszcze mały,
Spędził z nami wieczór cały.
Pierwsze święta w większym gronie,
W swej anielskości najlepszej odsłonie.
Były Kolędy, była choinka
Na sam jej widok wesoła minka.
Było na stole potraw ze dwieście,
Opłatki, pierogi i ryby w cieście.
Wojtek niestety na mlecznej diecie,
Nie pije maluch barszczyku przecie,
Za to w te święta które tuż tuż
Skubnie co nieco ze stołu już.
Drugie to święta będą wspaniałe,
Z synkiem który rozjaśnia me dni,
Bo każdy dzień z nim spędzam wytrwale
I cieszę się z każdych danych mi chwil.
A po wieczerzy, choinka zabłyśnie,
Rozjaśni tego wieczoru moc,
Gwiazdeczka z prezentem przez komin się wciśnie
I schowa podarki głęboko pod koc.
My te prezenty spod koca wyjmiemy
Zajmując w międzyczas Wojtkowe myśli,
Wszystkie prezenty pod drzewko kładziemy,
By mógł pomyśleć, że czar się ziścił.
Nie mogę doczekać się tej radości,
Tych wspólnych chwil tak pełnych miłości,
Tych chwil uciechy …

Trole korporacyjne, pęd szczurów i siła przenikalności formowych murów!

Nie wiem czy posiadam swoją pracę marzeń. Możliwe, że gdybym kształciła się w jasno wyznaczonym kierunku dziś robiłabym (albo i nie) coś, co sprawiałoby mi radość.
Pytanie zadać sobie muszę, czy jestem aż tak bezpłciowa, czy może tak bardzo wszechstronna i elastyczna, że dopasowuje się do sytuacji jak kameleon?
Pracuję, mam z tego pieniądze, mogę kupić czasem coś Wojtkowi, nie płaczę pod koniec miesiąca z braku środków do życia. Kolorowo też nie jest, ale jest NORMALNIE. O to między innymi chodziło.

Praca w korporacji jednak chyba nie jest dla ludzi o słabych nerwach. Masa różnorodnych charakterów, i słabych i silnych, tak samo zdesperowanych do osiągania swoich celów. Wydawałoby się, że poczułam stabilizację zawodową. Nic bardziej mylnego. Stabilizacja jest w policji, wojsku, nfzcie, zusie i innych takich, których to ze stołka strącić się nie da nim nie pomrą, lub nasrają we własne gniazdo, by móc ich usunąć i dać szansę innym. W korporacji nie ma stabilizacji.

Cieszy mnie umowa &quo…

Mleko na receptę a limity NFZ

Czy któraś mama karmi dziecko mlekiem na receptę? np. Bebilon Pepti? Jakiś czas temu sytuacja w przychodni. Dzwonię i mówię, że potrzebuję receptę na mleko, ponieważ została mi resztka i muszę szybko kupić. Była połowa miesiąca. Pani w rejestracji odmawia mi sugerując wyczerpany limit miesięczny 6-ciu puszek. Argument "brała Pani na początku miesiąca". Pytam zatem, co mam zrobić, przestać karmić dziecko, czy przejść na chleb z wodą. Pani już mniej uprzejmie odpowiada, że pretensję mam mieć do NFZ, bo to nie ona wymyśliła limity a mleka nie dostanę. 
Dzwoni Matka wariatka do NFZ. Przełączają ją z oddziału na oddział, bo nikt kto akurat ze mną rozmawia nie zajmuje się tą sprawą. Ostatecznie odbiera miła pani, która tłumaczy mi, że limitów NIE MA. O dawce mleka decyduje lekarz.
Ostatnio otwierając puszkę Bebilonu zapisałam datę i godzinę. Skrupulatnie zliczałam liczbę zużytych miarek. Dodam, że żadnej miarki nie zmarnowałam, żadnej nie wsypałam do kaszki i zużyłam mleko do sam…