Pędzę po szosie na rolkach. Droga jest równiutka, mogę się szybko rozpędzić. Znam tą trasę. Na prawo i lewo lasy, wiele zakrętów, samochody, tiry, motory pędzą bardzo szybko. Ja też umiem się rozpędzić - odpycham się coraz mocniej nogami i wyprzedzam wolno jadące pojazdy. Gdzie pędzę? Wiem tylko tyle, że do domu. Szukam z paniką w oczach drogowskazu, tabliczki, czegokolwiek. Odpycham się jeszcze mocniej i wyprzedzam samochód, nie boje się, że się przewrócę, mam wielką świadomość swojej równowagi.
Kilka razy na trasie napotykam rozdroże i bez namysłu wybieram jedną z opcji (cały czas w pewności, że kieruje się w stronę domu). Na ostatnim rozdrożu (może trzecim z kolei) popełniam błąd i dojeżdżam do granicy z innym "obcym" państwem. Wiem, że popełniłam błąd, wiem gdzie, ale jest za daleko, żeby się wrócić. W dodatku fakt, że mam na nogach rolki zaczyna mi przeszkadzać. Wchodzę do przygranicznego sklepu i za szybą widzę mój cel, mój dom... tylko nie mogę się do niego przedostać, bo musiałabym wrócić do tego rozdroża, gdzie popełniłam błąd...
Często mam sny, gdzie próbuję się usilnie dostać do domu i droga raz się wydłuża, raz się gubię.. zastanawiam się co to oznacza. Może brak mi wewnętrznego spokoju?
Tym razem nie o Wojtku, bo śpi .... :) Zastanawiałam się długo od czego zacząć. Złamałam poniekąd swoją zasadę i targnęłam się na prośbę o recenzję bloga. Postanowiłam opisać sama ten fakt, ponieważ ocena była co najmniej marna:) Niestety trafiłam na dość prymitywny sposób oceny i ocenianie przez pryzmat "eh oh tak widzimisię". Czy liczyłam na ochy i achy? Chyba nie. Jest to specyficzny blog, specyficzny pamiętnik i skrawek mojego życia. Na wstępie oceniająca pisze, że ocenia obiektywnie. Ma swoje kategorie, zasady...zaczyna się ciekawie. Pierwsze wrażenie 30%. Cóż, jak to piszą - dupy nie urywa. Zastanawiam się tylko jak obiektywnie można ocenić pierwsze wrażenie. Pomińmy jednak ten fakt. Pierwsze co popsuło to wrażenie to sama nazwa bloga, bo przecież nie kojarzy się z matką po przejściach wychowującą malucha. Cóż. Biorę to jako tajemniczość i zaletę - bo inne tytuły mogłyby brzmieć gorzej. Czy dostajecie oczopląsu od tła? Czy moje kochane cynamonowe paseczki...
Ja miałam przez prawie trzy lata śnił mi się własny ślub ale nigdy nie widziałam twarzy swojego przyszłego męża. Ale zawsze towarzyszył mi strach
OdpowiedzUsuńNie lubię takich snów, zaraz podczas nich wpadam, oczywiście sennie, w panikę :(
OdpowiedzUsuńKażdy ma czasem takie dziwne sny. Ja, jeszcze w zimie też miałam, ale w głównej roli, oprócz mnie brały w nich udział także inne osoby, głównie faceci, moi byli itd. Pisałam nawet o tym na blogu. Dziwne uczucie towarzyszy wtedy po przebudzeniu. Nie wiesz o co tak naprawdę chodziło, dlaczego Ci się to śni? Czy Twoja podświadomość Ci coś coś podpowiada? I tak zastanawiasz się nawet kilka dni, chodzi to za Tobą, myślisz i myślisz. A tak naprawdę takie sny nic nie znaczą. Może i coś w nich jest, ale nie warto tak się zamęczać rozmyślaniami. A już w Twoim stanie nie jest wskazane jakieś specjalne zamartwianie się. Przyjmuj to tak, jakby to był zwykły sen, bez ukrytych znaczeń. Spróbuj odpocząć, zrelaksować się.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam:)
Bardzo możliwe że o czymś myslisz i to Ci sie odbija potem na spaniu kiedy podświadomosc przejmuje wladze Nie jestem ekspertem, niestety nie znam Cie na tyle dobrze by chociazsprobowac to zinterpretowac...
OdpowiedzUsuń