Przejdź do głównej zawartości

Poniedziałek!

Spędziłam dziś z Wojtkiem przyjemny poranek. Był dziś inny niż zwykle. Wesoły, uśmiechnięty, radosny... turlał się to po łóżku, to po podłodze - rozłożyłam mu kołdrę i koc, żeby turlając się nie tłukł głową o ziemię. Dawno nie mieliśmy tak wesołego przedpołudnia, a obawiałam się go od jakiegoś czasu. Święta się skończyły, dni wolne odeszły i musze radzić sobie sama póki B jest w pracy. A pracuje różnie. Wychodzi przed 6 rano a wraca między 16:00 a 19:00. Ciężko jest.

Zastanawiam się co zrobić, żeby być lepiej rozumianą. Przykro mi, że B nie zdaje sobie sprawy jaką ciężką pracą jest bycie mamą, że siedzenie w domu z Wojtkiem nie polega na "siedzeniu". Że wstawanie co godzinę, a czasem co 15 minut w nocy kosztuje sporo wysiłku. Tym samym wstając w piątek rano mam około 50% sił w porównaniu do poniedziałkowego poranka.

W weekend Wojtek dał nam popalić. Marudził na każdym kroku, nic mu nie pasowało. Najbardziej pasuje mu, kiedy biorę na ręce i chodzę po domu. Skąd mu się to wzięło? Nigdy nie przyzwyczajałam go do noszenia! Mój kręgosłup piecze i boli. Nasza mała kluska waży już 9400g więc jest co nosić.

Dziś do drzwi zapukał kurier z produktami do przetestowania. Mamy kubeczek, klips do smoczka i gryzak. Szykujemy się do roboty ! :)

Pytanie do mam:

Jak zajmujecie swoje dzieci?? Jak się bawicie? Czasami mam wrażenie, że już nic nie mogę wymyślić...

Komentarze

  1. Przyzwyczajanie czy nieprzyzwyczajanie do noszenia...Wojtusiowi podoba się zmiana otoczenia i juz ;)
    W co się bawić? Zabawki zabawkami ale Natale interesuje bardzo butelka z wodą (mineralna), wkładanie i wyjmowanie czegoś z czegoć, chowanie czegoś w coś lub pod coś, kosi-kosi, turlanie piłki, albo wrzucanie jej do czegoś, książeczki (takie z dźwiękami najlepiej). A jak nic nie działa to telewizor (żarcik taki oczywiście)
    Testowania zazdroszczę, ja nie mam szczęścia być testerem czegokolwiek hehe.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem, czy Cię to pocieszy - z Adasiem też tak miałam, z Szymonkiem już nie, a z Błażejkiem coś jak z Adasiem, tylko poczynania starszych braci pomagały trochę na nudę.
    Takie marudzenie potrafi dać w kość.

    Przytulam!

    Maciejka

    OdpowiedzUsuń
  3. mam nadzieję, że Twój facet w końcu zrozumie jaka to ciezka praca, zajmowanie się takim maleństwem.

    OdpowiedzUsuń
  4. oj z kręgołupem to znam ten ból. moja Mała ma kilogramów całe 14 i się nosic ostatnio lubi w nadmiarze. a że akcja "mama" u Nas trwa nadal to tylko mama może nosiść i robi wszelkie inne rzeczyt. także mój kręgosłup wywija się na drugą stronę a nie można powiedzieć żeby odpoczywał.
    co do facetów...mój małż też czasami mówił mi, że przecież siedze w domu. no to w końcu sam zobaczył jak to jest i teraz już wie, że to ciężka i wymagająca praca.
    Jak Nasze dziecie było małe to uwielbiało wszelkie turlania razem z mamą. czytanie książeczek i słuchanie muzyki. takie proste a przyjemne czynności:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mój Hubcio uwielbia klocki mojej córki, wywala całe pudło i to jest jedyny moment,kiedy mam dosłownie chwilę prywatności.
    Poza tym, od rana do wieczora, nie liczac jego godzinnej, czy 1,5 godz. drzemki, jestem obok niego, bo od kilku tygodni wstaje na nogi przy wszystkim gdzie się da.Jak zobaczy mnie na horyzoncie, to szus i do mamy na ręce.Łapie mnie za noge i nie puści.
    Zauwazyłam ,że zaczyna zajmowacsie sam, bez mamy, jak mu puszczam muzykę dla dzieci.Ma swoje ulubione juz piosenki, na które reaguje usmiechem i nasłuchuje.

    OdpowiedzUsuń
  6. u nas świetnie sprawdzała się żyrafa fp z sensorycznymi klockami, frajda była nie ziemska jak mała je wrzucała górą a dołem wypadałay. :) drugą zabawą którą bardzo lubiła i dawała jej kupę śmiechu a zarazem uczyła było sadzanie jej na moich kolanach na przeciwko i branie jej rączki i pokazywanie np. nosa u mamy i mówienie "mamy nos" a potem u niej i hasło "Karinki nos". zapraszamy do nas www.swiat-karinki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Moze Twoj facet też powinien się zajmowac Wojtusiem i tez wstawać do neigo od czasu do czasu, ty jestes z nim na codzien a B tylko jak wróci z pracy czy to aby fair?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. B zajmuje się nim jak wróci z pracy. W nocy jednak nie moge na to liczyć mimo wielu rozmów. Może mój mąż czeka aż umrę z wykończenia...

      Usuń
    2. Pewnie tłumaczy się tym, ze on musi rano wstać do pracy i się wysypiać?

      Usuń
    3. A w weekend? Ja bym go zostawiła z dzieckiem na jeden dzień, kiedy ma wolne.

      Usuń
    4. Dziewuszki troszkę nie o to chodzi...

      B bardzo dobrze radzi sobie z Wojtkiem. Pomaga mi w weekendy i wieczorami przy kąpieli.

      Mi chodzi o nocki. Może i jestem wymagająca...ale mam swoje granice prawda? Od 8 miesięcy prawie nie spałam ciągiem dłużej niż 2 godziny...

      Usuń
  8. No i kolejne pytanie co z rozmową? Możesz poprosić go aby usiadł po pracy i powiedzieć mu ze Ci źle? Że czujesz się niezrozumiana, że potrzebujesz jego uwagi, i jego pomocy. Jeśli już próbowałaś bez obwiniania, krzyku i płaczu tylko tak po prostu, to jak reaguje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak reaguje? Jak "facet". Szuka kontrargumentów, powodów, dla których to właśnie JA robię co robię. Po części ma rację. Zastanawiam się tylko co będzie jak ja też zacznę pracować. Ten temat też się odbył jednak nie ma co gdybać bo nie pracuję.

      Nie wiem... może mojemu B nie zależy na moim zdrowiu, jakimkolwiek kompromisie...

      Usuń

Prześlij komentarz

Witam :)
Włączyłam moderację komentarzy - by nie umknął mi żaden z nich. Obiecuję publikować wszystkie!
Komentarze są dla mnie bardzo cenne.
Chcesz żebym poczytała co u Ciebie? - daj znać:)

Chcesz zostawić nieprzemyślany, głupi pełny zawiści komentarz? - zastanów się...

Popularne posty z tego bloga

Retrospekcja świąteczna czyli druga gwiazdka Wojtka ;)

2012...

Dziś opowiem wam powiastkę
Jak mój Wojciech spędził gwiazdkę.
Mimo że był jeszcze mały,
Spędził z nami wieczór cały.
Pierwsze święta w większym gronie,
W swej anielskości najlepszej odsłonie.
Były Kolędy, była choinka
Na sam jej widok wesoła minka.
Było na stole potraw ze dwieście,
Opłatki, pierogi i ryby w cieście.
Wojtek niestety na mlecznej diecie,
Nie pije maluch barszczyku przecie,
Za to w te święta które tuż tuż
Skubnie co nieco ze stołu już.
Drugie to święta będą wspaniałe,
Z synkiem który rozjaśnia me dni,
Bo każdy dzień z nim spędzam wytrwale
I cieszę się z każdych danych mi chwil.
A po wieczerzy, choinka zabłyśnie,
Rozjaśni tego wieczoru moc,
Gwiazdeczka z prezentem przez komin się wciśnie
I schowa podarki głęboko pod koc.
My te prezenty spod koca wyjmiemy
Zajmując w międzyczas Wojtkowe myśli,
Wszystkie prezenty pod drzewko kładziemy,
By mógł pomyśleć, że czar się ziścił.
Nie mogę doczekać się tej radości,
Tych wspólnych chwil tak pełnych miłości,
Tych chwil uciechy …

Trole korporacyjne, pęd szczurów i siła przenikalności formowych murów!

Nie wiem czy posiadam swoją pracę marzeń. Możliwe, że gdybym kształciła się w jasno wyznaczonym kierunku dziś robiłabym (albo i nie) coś, co sprawiałoby mi radość.
Pytanie zadać sobie muszę, czy jestem aż tak bezpłciowa, czy może tak bardzo wszechstronna i elastyczna, że dopasowuje się do sytuacji jak kameleon?
Pracuję, mam z tego pieniądze, mogę kupić czasem coś Wojtkowi, nie płaczę pod koniec miesiąca z braku środków do życia. Kolorowo też nie jest, ale jest NORMALNIE. O to między innymi chodziło.

Praca w korporacji jednak chyba nie jest dla ludzi o słabych nerwach. Masa różnorodnych charakterów, i słabych i silnych, tak samo zdesperowanych do osiągania swoich celów. Wydawałoby się, że poczułam stabilizację zawodową. Nic bardziej mylnego. Stabilizacja jest w policji, wojsku, nfzcie, zusie i innych takich, których to ze stołka strącić się nie da nim nie pomrą, lub nasrają we własne gniazdo, by móc ich usunąć i dać szansę innym. W korporacji nie ma stabilizacji.

Cieszy mnie umowa &quo…

Mleko na receptę a limity NFZ

Czy któraś mama karmi dziecko mlekiem na receptę? np. Bebilon Pepti? Jakiś czas temu sytuacja w przychodni. Dzwonię i mówię, że potrzebuję receptę na mleko, ponieważ została mi resztka i muszę szybko kupić. Była połowa miesiąca. Pani w rejestracji odmawia mi sugerując wyczerpany limit miesięczny 6-ciu puszek. Argument "brała Pani na początku miesiąca". Pytam zatem, co mam zrobić, przestać karmić dziecko, czy przejść na chleb z wodą. Pani już mniej uprzejmie odpowiada, że pretensję mam mieć do NFZ, bo to nie ona wymyśliła limity a mleka nie dostanę. 
Dzwoni Matka wariatka do NFZ. Przełączają ją z oddziału na oddział, bo nikt kto akurat ze mną rozmawia nie zajmuje się tą sprawą. Ostatecznie odbiera miła pani, która tłumaczy mi, że limitów NIE MA. O dawce mleka decyduje lekarz.
Ostatnio otwierając puszkę Bebilonu zapisałam datę i godzinę. Skrupulatnie zliczałam liczbę zużytych miarek. Dodam, że żadnej miarki nie zmarnowałam, żadnej nie wsypałam do kaszki i zużyłam mleko do sam…