Przejdź do głównej zawartości

Nie wolno bić dzieci....!!!!


Często podglądam sobie debaty Doroty Zawadzkiej. Dziś było o biciu dzieci. Zacytuję jedną wypowiedź, przez którą do teraz mam zaciśnięte pięści (nie podam danych, żeby Pani nie została gdzieś złomotana patelnią...)
"Nie, jasne, niech lepiej wrzeszczy, histeryzuje, robi wstyd, okłada matkę pięściami, ale klapsa dać nie wolno terroryście. "Lepsze bite jak zdechłe" - tak mawiała moja babcia i wychowała na porządnych ludzi troje dzieci. Nowoczesne wychowanie wg p. Zawadzkiej to o kant stołu itd. Niech lepiej margarynę reklamuje jako zdrową dla dzieci, a nie udziela bzdurnych porad".

Dodam, że wypowiedź pochodzi od pielęgniarki (lat 40-50).

Wydaje mi się, że ludzie z takimi przekonaniami powinni zostać odsunięci od pracy z dziećmi. Kto wie, czy przy TWOIM dziecku debilce nie odbije i nie da "klapsa" bo histeryzuje?

Jeśli ktoś ma problemy z Tym tematem zachęcam do poczytania alternatyw - http://kochamniebije.pl/Instead.aspx

Moim zdaniem właśnie BITE dzieci nie wychodzą na ludzi. (Nie uogólniam, ale znam poszczególne przypadki). Nigdy rodzice mnie nie uderzyli. Mimo to nie jestem "zdechła"...


Komentarze

  1. Mnie też rodzice nie bili, nawet klapsów nie wymierzali, raczej spokojną perswazję. I tego się trzymam z moimi maluchami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby same takie mamy się dzieciom trafiały.

      Usuń
  2. A ja parę razy oberwałam od rodziców. I żyję. Oczywiście jak najbardziej uważamy, że dzieci się nie bije!
    Ale przyznam, że zastanawia mnie jak zareaguje któreś z rodziców kiedy młodsze wyje w wózku, a drugie się wrzaskiem czegoś domaga. Mama próbuje uspokoić młdsze, a starsze drze się coraz bardzie. mówienie nie skutkuje, bo poza własnym wrzakiem i chceniu czegoś starszak ma w nosie co się do niego mówi. Jak mama nie reaguje to ją kopnie, bo jest wściekłe, złe, że to na młodszym skupiona jest uwaga i nikt go nie słucha.
    Przeczytasz ten tekst i na spokojnie większośc uzna, że przecież można tak czy siak się zachować i nie uderzyć. Bo nie targają emocje. A jak targają? Jesteś wściekła, rozdrażniona, żła, niwyspana, musisz zrobić zakupy, odstać w kolejce, zapłacić, a tu dwójka stereo.
    Można stracić cierpliwość. I nikt mi nie wmówi, że jest inaczej. Trzeba cholernej pracy nad sobą i dziećmi również, ale zdarzyc się może. wiem z doświadczenia. Zdarzyło mi się dac w dupę starszemu. Dopiero czas spowodował, że wypracowałam taktykę, nauczyłam się ignorować i nauczyłam się z dziećmi postępować. Jednak nigdy nie mów nigdy. Łatwo pisać i oburzać sięjak dziecko małe i jedynak i jeszcze się nad nim panuje, ale jak już zacznie pokazywać swój charakterek i domagać się tego co ono chce...to wtedy tak naprawdę mamy prawdziwy test rodzica. i nie zawsze go zdajemy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z całym szacunkiem, ale fakt, że Tobie puściły nerwy nie oznacza, że mi puszczą.
      Muszę zaznaczyć tutaj, że mam lekko inne podejście do własnego syna. Inne niż "normalna" matka. Nie raz tracę cierpliwość, ale nie wyładowuję się na dziecku.

      Usuń
    2. ps. widziałam "skasowany komentarz".

      Szansę wypowiadania się na blogu ma każdy.
      Każdy ma swoje zdanie. Szanuję odmienne zdanie, ale nie z każdym się zgadzam.

      Usuń
    3. W sytuacji, o której pisałam akurat nie mi puściły nerwy, tylko byłam świadkiem, chodziło mi o to, że po prostu jak mama dała dziecku klapa to po prostu nikt tak naprawde nie był zdziwiony, a jedna ze starszych osób skomentowała "czas najwyzszy".
      Napisałam, że mojemu dziecku dała klapsa (pisałam też o tej sytuacji na swoim blogu)jak synek bez pozwolenia odblokował wózek z młodszą siostrą i mało nie zepchnął go na ulicę. Wiem, że wina była po mojej stronie, a nie 2,5 rocznego dziecka, ale w tamtej chwili strach wyłączył myślenie.
      I jeszcze jedno, ja nie wyładowuję się na dzieciach, ale jestem człowiekiem i popełniam błędy, a z nich wyciągam wnioski. Ni chwalę się, że dziecko uderzyłam, ale też nie udaję "świętej".

      Usuń
    4. Nie, nie można stracić cierpliwości i nie, nie może "się zdarzyć". Jeśli nie jest się w stanie zapanować nad sobą, to nie powinno się mieć dzieci lub jeszcze nie teraz. Tę pracę nad sobą należy odrobić przed zajściem w ciążę. Nie bicie dziecka wcale nie oznacza bycie świętą. Ostatnio na innym blogu była dyskusja odnośnie krzyczenia na dzieci wywiązana pytaniem "Czy kiedykolwiek krzyknęłaś na dziecko?".
      Wyżej opisana sytuacja nie miałaby miejsca, gdyby dziecko było w inny sposób wychowywane, nie każde dziecko (nawet zazdrosne o rodzeństwo) okazuje swoje niezadowolenie wrzeszcząc i kopiąc matkę. To nie jest normalne, więc może przyczyn tego klapsa należy poszukać już wcześniej i w sobie a nie w dziecku, które zdenerwowało.

      Usuń
    5. Ja mimo że nie bita nigdy nie kopnęłam swojej mamy...

      Fakt - to siedzi w wychowaniu dziecka a nie w samym dziecku.

      Usuń
    6. Też nie byłam bita i nigdy nie kopnęłam swojej mamy. Do dziś pamiętam, jak miałam może z 5 -6 lat i powiedziałam do mamy "ej ty"...ale tato i mama mi zrobili wykład, że to bardzo niekulturalnie tak mówić i że mamie jest przykro. Do dziś nie wyobrażam sobie powiedzieć pogardliwie na któregokolwiek z rodziców a co dopiero użyć przemocy. Swojej córki nie wyobrażam sobie uderzyć. Codziennie pracuję nad swoimi nerwami i to bardzo trudne, ponieważ jestem osobą bardzo nerwową. Przy córce staram się nie krzyczeć. Mimo, że niewiele jeszcze rozumie, wszystko jej tłumaczę i mam wrażenie, że powoli opanowuje znajomość pojęcia "nie". Wie też, że ani mamy, ani taty, ani zwierząt się nie bije, tylko robi "cacy cacy". Ćwiczę z nią to, od pół roku i widzę efekty. Jak się rozbawi i za mocno klepnie, to mówię, że aua i mówię "nie". Wychowywanie dziecka, to ciężka praca, ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.

      Usuń
  3. Strach pomyśleć, że wiele ludzi z takimi przekonaniami pracuje z dziećmi w przedszkolach, żłobkach, itp. Zresztą ostatnio było głośno o takich, co nie umieli nerwów trzymać na wodzy i dobrze, że rodzice w porę się o wszystkim dowiedzieli! Nigdy nie pozwolę uderzyć mojej córki i sama też tego nie zrobię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety. Jednak uważam, że nawet fakt, że ktoś był bity i teraz ma się dobrze nie jest argumentem...

      Swoją drogą nigdy nie dowiemy się co się dzieje, jak nie patrzymy...:/

      Usuń
  4. Też nie raz dostałam w skórę od rodziców, oczywiście zawsze za coś, za coś poważnego. Ale rzeczywiście wtedy rodzicom puszczały nerwy. Mnie teraz puszczają jak słyszę od mojej mamy, że jak trzeba będzie to da klapsa mojemu synowi. Bo wg niej nie dawanie klapsów to bezstresowe wychowanie. Niestety nie umiem jej przekonać do innego myślenia. Może właśnie takie i inne ograniczenia sprawiły, że czasem ja dostałam po czterech literach. Osobiście uważam, że jakiekolwiek bicie pokazuje słabość bijącego. Dlatego boję się, bo w końcu będę musiała postawić sprawę na ostrzu noża.
    Kocham, nie biję.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie tam ze dwa razy ojciec pasem przydzwonił, a chyba wyszlam na ludzi :) Aczkolwiek nei twierdze przez to ze swoje dziecko cielesnie mam zamiar wychowywać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie biłam swoich dzieci, raz faktycznie puściły mi nerwy i ręka poleciała na pupę, przed pupą oprzytomniała ale siłą rozpędu uderzyła - nie mocno, ale małe dziecko poczuło i rozpłakało się..... ja też płakałam przez pół nocy, a później były wyrzuty sumienia.To była moja bezsilność nie powinna "odbić się" na małej istotce. Bicie to nie jest metoda. Kto kocha swoje dzieci mądrą i prawdziwą miłością nie stosuje kar cielesnych (bicia). Ja kochałam i kocham nadal. :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Uuuła to pani pocisnęła! Jak długo jeszcze dzieci będą pokutowały za takie poglądy głupich dorosłych? Trzebaby zapytać tę panią jak się wtedy czuła, czy ufała swoim rodzicom, jaka była ich relacja... Obawiam się, że co niektórzy rodzice takie usłyszane w mediach słowa oszołomki potraktują jako potwierdzenie swoich przekonań i usprawiedliwienie dla czynów, w końcu wypowiedział je "autorytet".
    Przemoc jakakolwiek i względem kogokolwiek NIGDY nie jest najlepszym rozwiązaniem, nie uczmy dzieci agresji, pamiętajmy że nas naśladują.
    Zapraszam do nas: mamazpowolania.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Witam :)
Włączyłam moderację komentarzy - by nie umknął mi żaden z nich. Obiecuję publikować wszystkie!
Komentarze są dla mnie bardzo cenne.
Chcesz żebym poczytała co u Ciebie? - daj znać:)

Chcesz zostawić nieprzemyślany, głupi pełny zawiści komentarz? - zastanów się...

Popularne posty z tego bloga

Retrospekcja świąteczna czyli druga gwiazdka Wojtka ;)

2012...

Dziś opowiem wam powiastkę
Jak mój Wojciech spędził gwiazdkę.
Mimo że był jeszcze mały,
Spędził z nami wieczór cały.
Pierwsze święta w większym gronie,
W swej anielskości najlepszej odsłonie.
Były Kolędy, była choinka
Na sam jej widok wesoła minka.
Było na stole potraw ze dwieście,
Opłatki, pierogi i ryby w cieście.
Wojtek niestety na mlecznej diecie,
Nie pije maluch barszczyku przecie,
Za to w te święta które tuż tuż
Skubnie co nieco ze stołu już.
Drugie to święta będą wspaniałe,
Z synkiem który rozjaśnia me dni,
Bo każdy dzień z nim spędzam wytrwale
I cieszę się z każdych danych mi chwil.
A po wieczerzy, choinka zabłyśnie,
Rozjaśni tego wieczoru moc,
Gwiazdeczka z prezentem przez komin się wciśnie
I schowa podarki głęboko pod koc.
My te prezenty spod koca wyjmiemy
Zajmując w międzyczas Wojtkowe myśli,
Wszystkie prezenty pod drzewko kładziemy,
By mógł pomyśleć, że czar się ziścił.
Nie mogę doczekać się tej radości,
Tych wspólnych chwil tak pełnych miłości,
Tych chwil uciechy …

Trole korporacyjne, pęd szczurów i siła przenikalności formowych murów!

Nie wiem czy posiadam swoją pracę marzeń. Możliwe, że gdybym kształciła się w jasno wyznaczonym kierunku dziś robiłabym (albo i nie) coś, co sprawiałoby mi radość.
Pytanie zadać sobie muszę, czy jestem aż tak bezpłciowa, czy może tak bardzo wszechstronna i elastyczna, że dopasowuje się do sytuacji jak kameleon?
Pracuję, mam z tego pieniądze, mogę kupić czasem coś Wojtkowi, nie płaczę pod koniec miesiąca z braku środków do życia. Kolorowo też nie jest, ale jest NORMALNIE. O to między innymi chodziło.

Praca w korporacji jednak chyba nie jest dla ludzi o słabych nerwach. Masa różnorodnych charakterów, i słabych i silnych, tak samo zdesperowanych do osiągania swoich celów. Wydawałoby się, że poczułam stabilizację zawodową. Nic bardziej mylnego. Stabilizacja jest w policji, wojsku, nfzcie, zusie i innych takich, których to ze stołka strącić się nie da nim nie pomrą, lub nasrają we własne gniazdo, by móc ich usunąć i dać szansę innym. W korporacji nie ma stabilizacji.

Cieszy mnie umowa &quo…

Mleko na receptę a limity NFZ

Czy któraś mama karmi dziecko mlekiem na receptę? np. Bebilon Pepti? Jakiś czas temu sytuacja w przychodni. Dzwonię i mówię, że potrzebuję receptę na mleko, ponieważ została mi resztka i muszę szybko kupić. Była połowa miesiąca. Pani w rejestracji odmawia mi sugerując wyczerpany limit miesięczny 6-ciu puszek. Argument "brała Pani na początku miesiąca". Pytam zatem, co mam zrobić, przestać karmić dziecko, czy przejść na chleb z wodą. Pani już mniej uprzejmie odpowiada, że pretensję mam mieć do NFZ, bo to nie ona wymyśliła limity a mleka nie dostanę. 
Dzwoni Matka wariatka do NFZ. Przełączają ją z oddziału na oddział, bo nikt kto akurat ze mną rozmawia nie zajmuje się tą sprawą. Ostatecznie odbiera miła pani, która tłumaczy mi, że limitów NIE MA. O dawce mleka decyduje lekarz.
Ostatnio otwierając puszkę Bebilonu zapisałam datę i godzinę. Skrupulatnie zliczałam liczbę zużytych miarek. Dodam, że żadnej miarki nie zmarnowałam, żadnej nie wsypałam do kaszki i zużyłam mleko do sam…