Przejdź do głównej zawartości

Wariatka

Dziś Wojtek spędzał swój trzeci dzień w żłobku. Dziś nadszedł kryzys. Pomijając fakt, że mamy problemy z piciem - nie chce pić, co się nakombinowałam to moje, różne napoje, wody, herbatki, w końcu różne kubki i butelki... Czasem się udaje, czasem nie chce...no ale przecież takie upały są - chłopak musi pić.

W żłobie chyba podejście olewatorskie do tego mają. Nie pije, to nie pije. Prosiłam dwa razy, żeby dawać mu chociaż po łyku (ten łyk zawsze weźmie i potem jest BACH butla na ziemię). Prosiłam, żeby często próbować, bo przecież odwodni mi się dziecko. Drugi raz dostałam info ze żłoba "Wojtuś malutko wypił", dziś wręcz powiedzieli mi "nie chciał pić". Jeść też nie chciał. Jadł o 5 rano, po czym w żłobku miał jeść o 10:00....dostałam telefon o 11:30, że Wojtek cały czas płacze, nie zjadł i nie wiedzą co robić. Ponieważ byłam już po rozmowie rekrutacyjnej o pracę poleciałam po niego do żłoba. Wzięłam zalanego łzami na ręce i wetknęłam do buzi butle z kaszą. Wypił. Przestał płakać. Chciał iść z powrotem do sali między dzieci, ale stwierdziłam, że starczy i go zabieram. Obawiam się, że moje dziecko najzwyczajniej płakało z głodu.

Mam teraz dylemat...co dalej. To dopiero trzeci dzień, może nie powinnam się poddawać. Może Wojtek potrzebuje czasu i jeszcze za szybko, żeby podejmować pochopne decyzje, ale jestem o krok od zrezygnowania ze żłobka. Kosztuje mnie to zbyt wiele nerwów i stresu.

Z drugiej strony potrzebujemy kasy. Z pensji męża bez pomocy teściów i moich rodziców nie dalibyśmy rady przeżyć. Rodzice kiedyś sami będą potrzebowali naszej pomocy i co my wtedy zaoferujemy? Trzeba na to pracować już teraz. Ciężko mi i nie wiem co myśleć...

Na spotkaniu rekrutacyjnym odbyłam luźną rozmowę, bez ściemniania. Zobaczymy, w przyszłym tygodniu, czy dostanę tą pracę. Nie proszę o kciuki, proszę o 6 w totka :D

Komentarze

  1. Dla matki to strasznie trudny dylemat... Cieszę się że na razie nie muszę przez to przechodzić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakbym miała swoje dziecko to pewnie bym coś doradziła a tak, mogę tylko powiedzieć to co gdzieś tam słyszałam a wiadomo to takie "dobre rady ciotki Klotki" W teorii ja bym nie rezygnowała, bo bycie konsekwentnym przy dziecku ponoć dużo daje a w praktyce pewnie skończyłoby się na identycznych dylematach. Więc za jakieś 5 lat, jeśli będziemy jeszcze blogować to przeczytasz sobie identyczną notkę u mnie na blogu :D A tymczasem puki jeszcze nie zaczęłaś pracy to chyba warto poczekać i zobaczyć czy coś się zmieni. Pozdrawiam i życzę powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  3. wiadomo, że to ciężki orzech do zgryzienia... szczególnie dla matki!

    ale ja z pedagogicznego punktu widzenia mówię Ci, że taki objaw - choćby nie picia - to bunt!
    mały myśli, że takim zachowaniem Ty ulegniesz i więcej go tam nie poślesz...

    dzieci są mądrzejsze niż myślimy! :)

    pozdrawiam!
    Kasia
    http://islandofflove.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, jesteś pedagogiem? straszne to co piszesz :/

      Usuń
  4. to Ci współczuję, ja na razie z synkiem w domu. Ale niedługo przyjdzie czas,że też powinnam znaleźć pracę, bo ciężko finansowo,gdy tylko jedna osoba pracuje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u nas właśnie to zadecydowało. Odłożona kasa się kończy i trzeba iść do pracy...:(

      Usuń
  5. Hmm nie wiem co poradzic, ciekza sprawa...

    OdpowiedzUsuń
  6. trzymam kciuki, żeby Młody się zaaklimatyzował.
    na to zawsze potrzeba czasu.
    w przedszkolu potem jest tak samo.
    ja miałam podobne sytuacje też z dzieckiem w szkole w pierwszej klasie.

    nowe miejsce to zawsze stres. nawet dla dorosłych a co dopiero dla dziecka, które zupełnie nie rozumie co się dzieje.

    ja myślę, że to, że chciał wrócić do dzieci, to dobry znak :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak Wojtek chciał iść między dzieci to nie ma źle ;)
    Przyzwyczai się jakoś po tygodniu, dwóch. # dni to za szybko ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Trzymam kciuki i za Wojtka i za pracę:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Trzymam kciuki za pracę a Wojtuś może potrzebuje troszkę więcej czasu, w końcu do tej pory był z Tobą, a teraz jest to dla Niego coś nowego :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie wyobrażam sobie puszczenia mojej małej do żłobka... choć jest młodsza od Wojtka, zaraz kończy 11 miesięcy. Mam to szczęście że mam teściową która nie pracuje, i że mogę sobie pozwolić na pracę na 1/4 etatu. Niestety przepłacamy tym że tatuś małej wyjechał do pracy za granicę, nie mniej jednak... nie do końca był do tego zmuszony, na miejscu również dalibyśmy finansowo jakoś radę. Osobiście wolałabym żyć skromniej, aniżeli pracować i dawać małą do żłobka między obcych ludzi. Nie taką malutką. Ale wiadomo, nie mam pojęcia jakie macie zobowiązania finansowe na ten moment, więc nie mi oceniać.

    Pozostaje mi życzyć Wam powodzenia i dużo sił, od tego postu minęło kilka dni więc może już jest dużo lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  11. U nas sytuacja podobna... Z tym, że ja wciąż waham się dopiero czy posłać małą do żłobka czy nie. Boję się i bardzo mi jej szkoda, ale z drugiej strony, tak jak u Was, pieniążki by się przydały...
    Trzymam kciuki za pracę i życzę wytrwałości w wspieraniu Wojtusia, by przystosował się do nowej sytuacji! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. możliwe, że Wojtek przyzwyczajony, że to Ty go karmisz, więc nie chce żeby ktokolwiek inny to robił.
    tak u mnie z obiadkami było! zawsze jak wracam z pracy to daję mu obiad, ale jednego dnia były takie korki na mieście, że mojego powrotu do domu końca nie było.
    zadzwoniłam do domu, ojciec miał go nakarmić, ale brzdąc płakał i płakał jak tylko zbliżała się do niego łyżeczka. jak wróciłam to wciągnął cały obiadek.
    teraz jest już trochę lepiej - przyzwyczaił się. Wojtek też się przyzwyczai. daj mu czas :) nagle jego życie wygląda zupełnie inaczej.
    mimo wszystko 6tki w totka Ci bardzo życzę!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Witam :)
Włączyłam moderację komentarzy - by nie umknął mi żaden z nich. Obiecuję publikować wszystkie!
Komentarze są dla mnie bardzo cenne.
Chcesz żebym poczytała co u Ciebie? - daj znać:)

Chcesz zostawić nieprzemyślany, głupi pełny zawiści komentarz? - zastanów się...

Popularne posty z tego bloga

Retrospekcja świąteczna czyli druga gwiazdka Wojtka ;)

2012...

Dziś opowiem wam powiastkę
Jak mój Wojciech spędził gwiazdkę.
Mimo że był jeszcze mały,
Spędził z nami wieczór cały.
Pierwsze święta w większym gronie,
W swej anielskości najlepszej odsłonie.
Były Kolędy, była choinka
Na sam jej widok wesoła minka.
Było na stole potraw ze dwieście,
Opłatki, pierogi i ryby w cieście.
Wojtek niestety na mlecznej diecie,
Nie pije maluch barszczyku przecie,
Za to w te święta które tuż tuż
Skubnie co nieco ze stołu już.
Drugie to święta będą wspaniałe,
Z synkiem który rozjaśnia me dni,
Bo każdy dzień z nim spędzam wytrwale
I cieszę się z każdych danych mi chwil.
A po wieczerzy, choinka zabłyśnie,
Rozjaśni tego wieczoru moc,
Gwiazdeczka z prezentem przez komin się wciśnie
I schowa podarki głęboko pod koc.
My te prezenty spod koca wyjmiemy
Zajmując w międzyczas Wojtkowe myśli,
Wszystkie prezenty pod drzewko kładziemy,
By mógł pomyśleć, że czar się ziścił.
Nie mogę doczekać się tej radości,
Tych wspólnych chwil tak pełnych miłości,
Tych chwil uciechy …

Trole korporacyjne, pęd szczurów i siła przenikalności formowych murów!

Nie wiem czy posiadam swoją pracę marzeń. Możliwe, że gdybym kształciła się w jasno wyznaczonym kierunku dziś robiłabym (albo i nie) coś, co sprawiałoby mi radość.
Pytanie zadać sobie muszę, czy jestem aż tak bezpłciowa, czy może tak bardzo wszechstronna i elastyczna, że dopasowuje się do sytuacji jak kameleon?
Pracuję, mam z tego pieniądze, mogę kupić czasem coś Wojtkowi, nie płaczę pod koniec miesiąca z braku środków do życia. Kolorowo też nie jest, ale jest NORMALNIE. O to między innymi chodziło.

Praca w korporacji jednak chyba nie jest dla ludzi o słabych nerwach. Masa różnorodnych charakterów, i słabych i silnych, tak samo zdesperowanych do osiągania swoich celów. Wydawałoby się, że poczułam stabilizację zawodową. Nic bardziej mylnego. Stabilizacja jest w policji, wojsku, nfzcie, zusie i innych takich, których to ze stołka strącić się nie da nim nie pomrą, lub nasrają we własne gniazdo, by móc ich usunąć i dać szansę innym. W korporacji nie ma stabilizacji.

Cieszy mnie umowa &quo…

Mleko na receptę a limity NFZ

Czy któraś mama karmi dziecko mlekiem na receptę? np. Bebilon Pepti? Jakiś czas temu sytuacja w przychodni. Dzwonię i mówię, że potrzebuję receptę na mleko, ponieważ została mi resztka i muszę szybko kupić. Była połowa miesiąca. Pani w rejestracji odmawia mi sugerując wyczerpany limit miesięczny 6-ciu puszek. Argument "brała Pani na początku miesiąca". Pytam zatem, co mam zrobić, przestać karmić dziecko, czy przejść na chleb z wodą. Pani już mniej uprzejmie odpowiada, że pretensję mam mieć do NFZ, bo to nie ona wymyśliła limity a mleka nie dostanę. 
Dzwoni Matka wariatka do NFZ. Przełączają ją z oddziału na oddział, bo nikt kto akurat ze mną rozmawia nie zajmuje się tą sprawą. Ostatecznie odbiera miła pani, która tłumaczy mi, że limitów NIE MA. O dawce mleka decyduje lekarz.
Ostatnio otwierając puszkę Bebilonu zapisałam datę i godzinę. Skrupulatnie zliczałam liczbę zużytych miarek. Dodam, że żadnej miarki nie zmarnowałam, żadnej nie wsypałam do kaszki i zużyłam mleko do sam…