Przejdź do głównej zawartości

Kultura jazdy.

Dawno dawno temu...spaceruję z mężem po jednej z Hiszpańskich wiosek, zbliżam się do mało tłocznej uliczki, mając w zamiarze przejść przez pasy. Dodam, że ruchu na drodze nie ma niemal wcale, a od przejścia przez pasy dzieli nas około 20 metrów. Zbliżające się auto czyta w moich myślach, zwalnia tempa i czeka aż dojdziemy do przejścia i udamy się na drugą stronę. WOOOW myślę sobie. Kłaniamy się kierowcy, niemal uderzając z wdzięczności czołami w ziemię. Pomyślałam wtedy, że trafiliśmy na bardzo kulturalnego kierowcę i aż miło się zrobiło na dalszy dzień. Taka sytuacja powtórzyła się podczas naszego pobytu wielokrotnie, co byłoby nie do pomyślenia u nas w Polsce.

Kolejny epizod nie był już tak miły. Miejsce miał w rodzinnym miejście w Polsce, gdzie pokonując szerokopasmową drogę wyrazistą zebrą, pchając wózek zatrzymałam się na wysepce dzielącej dwa kierunki jazdy. By przejść kolejne 30 metrów po pasach czekałam dość długo, bo żadne z aut nie raczyło ustąpić i przepuścić matkę z dzieckiem. Sytuacja wręcz irytująca, kiedy przejeżdżający ludzie w rożnym wieku mijają Cię, bo przecież sobie poczekasz... Mijali mnie starcy, młodzi a także matki z dzieciakami z tyłu. Przykre.

Sytuacja następna - stoję na tym samym przejściu dla pieszych, podjeżdża auto, które powoli wyhamowuje, co daje mi pewność, że miły Pan mnie przepuści, dziękuję mu pięknie, jednak widzę, że kolejne auto podjeżdżające drugim pasem wcale nie ma zamiaru się zatrzymać. Dobrze, że byłam czujna. Tak niestety ginie i zostaje rannych wiele ludzi. Przez głupotę kierowców! 

Ostatnia sytuacja z którą miałam styczność przechodząc z dzieckiem przez jezdnię, a która zaskoczyła mnie chyba najbardziej, to zbliżający się z daleka samochód, który nie miał zamiaru zahamować (byłam już na przejściu), dodatkowo zaczął uporczywie na mnie trąbić. Ze złości i wrażenia aż ręce mi się trzęsły, jak można być takim idiotą???? 

Rozumiem, że nie jesteśmy świętymi krowami, że nie pełzniemy przez pasy, jednak kierowcy i przechodnie powinni się nauczyć kultury jazdy i przechodzenia przez pasy.

Nie raz będąc za kierownicą zatrzymuję się przed przejściem, nie istotne, czy jedzie coś za mną, czy nie, wzięłam przykład z męża, który tak robi i równocześnie sprawia mi to radość, że mogę kogoś "przepuścić".

Istnieją też sytuację, kiedy piesi wymuszają swoje pierwszeństwo brzydko mówiąc WŁAŻĄC na pasy. Część z nich nawet nie patrzy, czy grozi im ze strony jezdni jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Takiego zachowania bardzo nie popieram. Nie ma nic gorszego niż niepewność na jezdni.

Sytuacja kolejna, która irytuje każdego kierowcę - mnie również, ale miejmy umiar...
Lewy pas. Święty lewy pas. Pomijając fakt, że w mieście święty lewy pas ma takie same prawa, jak prawy, niektórzy mijają się z przyzwyczajeniami z autostrad. 
Sytuacja - jadę piekielnym lewym pasem, dobijam do 80-tki, czuję na sumieniu, że jestem w strefie 400zł i punktów karnych, no ale cóż, pędzi żona z mężem na zakupy. W ciąży żona... Za chwile podjeżdża mi niemal pod zderzak jakiś złom, mruga światłami, trąbi. No idiota myślę sobie i jadę dalej. Nie mam jak zjechać kretynowi więc nie przyspieszam, wręcz mam ochotę zwolnić, bo to ja jadę pierwsza na widelcu do radaru. Nie robię tego. Kretyn jednak znajduje okazję do wyprzedzenia mnie z prawej strony, nie wystarczyła mu ta satysfakcja, bo szybko zajechał przede mnie i zahamował. Powiedzmy sobie szczerze - czy ten człowiek był mądry? Co na to polskie przepisy? Gdybym wtrąbiła mu się w tyłek podczas jego super pomysłowego manewru - byłaby to moja wina. Krew się gotuje!


Sytuacja sprzed 2 tygodni. Jadę z dzieckiem i mężem do sklepu zakupić kurtkę dla malca, bo zimno i nie ma w czym chodzić. Centrum miasta zawalone autami, nie ma gdzie zaparkować. Krąży matka więc i zauważa wolne miejsce. Jest niestety po drugiej stronie uliczki więc muszę zaczekać, aż przejadą auta z naprzeciwka.Właściwie jedno auto. Czekam grzecznie sygnalizując "migaczem" chęć zaparkowania w wolnym miejscu. DZIAD, bo inaczej nie chce nazwać - DZIAD który jechał z naprzeciwka, mimo tego, że widział dokładnie że czekam, aż przejedzie - wjeżdża w wolne miejsce. Zanim wykonał manewr - trąbie, macham ręką, a dziad odpyskowując mi coś pod nosem parkuje. Czuję w kościach jak robię się agresywna i przysięgam, że gdybym nie była w tym momencie za kierownicą wysiadłabym i zmieszała DZIADA z błotem. 

Czy tylko ja spotykam się z brakiem kultury na drodze? 

Komentarze

  1. Oj tak w Polsce to nic tylko prostactwo. Zero zrozumienia, zero tolerancji, każdy tylko myśli o tym jakim to jest wspaniałym kierowcą i że to tylko on ma prawo po drodze jeździc. Przykre to i żenujące i czasem to mi aż wstyd za tych wszystkich głąbów. W innych krajach jest inaczej, nie spodziewałam się że akurat w hiszpanii bo z tego co wiem to ten naród też potrafi byc w gorącej wodzie kompany ale nie wiem bo nie byłam, wierzę na słowo. W Szwecji jest tak samo, ja jeszcze nie pomyślę o tym że chcę przejśc a samochody stoją i czekają. Nikt na nikogo nie trąbi, ograniczenie do 50? To wszyscy 50, 30km/h koło szkoły? No to 30, na prawdę miło się żyje w takim miejscu gdzie każdy jest wyrozumiały i zamiast utrudnic Ci życie stara się je ułatwic. Gdy szef(Szwed) mojego męża przyjechał na nasz ślub do Polski to strasznie się skarżył na to jak się jeździ po Polsce i powiedział że nigdy więcej. Następnym razem się nie hamuj tylko mieszaj z błotem, bo może biedacy w nieświadomości żyją i trzeba im pomóc to zmienic. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta ostatnia sytuacja identycznie zdarzyła nam się jakiś czas temu jak mąż chciał zaparkować przed budynkiem basenu, przyjechaliśmy sobie popływać z małą. Też facet zaparkował na nasze miejsce. Normalnie miałam ochotę wyjść z samochodu i strzelić mu w gębę (byliśmy już trochę spóźnieni). Niestety chamstwo w Polsce nie zna granic...
    Pozdrawiam/ slonce85

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Witam :)
Włączyłam moderację komentarzy - by nie umknął mi żaden z nich. Obiecuję publikować wszystkie!
Komentarze są dla mnie bardzo cenne.
Chcesz żebym poczytała co u Ciebie? - daj znać:)

Chcesz zostawić nieprzemyślany, głupi pełny zawiści komentarz? - zastanów się...

Popularne posty z tego bloga

Retrospekcja świąteczna czyli druga gwiazdka Wojtka ;)

2012...

Dziś opowiem wam powiastkę
Jak mój Wojciech spędził gwiazdkę.
Mimo że był jeszcze mały,
Spędził z nami wieczór cały.
Pierwsze święta w większym gronie,
W swej anielskości najlepszej odsłonie.
Były Kolędy, była choinka
Na sam jej widok wesoła minka.
Było na stole potraw ze dwieście,
Opłatki, pierogi i ryby w cieście.
Wojtek niestety na mlecznej diecie,
Nie pije maluch barszczyku przecie,
Za to w te święta które tuż tuż
Skubnie co nieco ze stołu już.
Drugie to święta będą wspaniałe,
Z synkiem który rozjaśnia me dni,
Bo każdy dzień z nim spędzam wytrwale
I cieszę się z każdych danych mi chwil.
A po wieczerzy, choinka zabłyśnie,
Rozjaśni tego wieczoru moc,
Gwiazdeczka z prezentem przez komin się wciśnie
I schowa podarki głęboko pod koc.
My te prezenty spod koca wyjmiemy
Zajmując w międzyczas Wojtkowe myśli,
Wszystkie prezenty pod drzewko kładziemy,
By mógł pomyśleć, że czar się ziścił.
Nie mogę doczekać się tej radości,
Tych wspólnych chwil tak pełnych miłości,
Tych chwil uciechy …

Trole korporacyjne, pęd szczurów i siła przenikalności formowych murów!

Nie wiem czy posiadam swoją pracę marzeń. Możliwe, że gdybym kształciła się w jasno wyznaczonym kierunku dziś robiłabym (albo i nie) coś, co sprawiałoby mi radość.
Pytanie zadać sobie muszę, czy jestem aż tak bezpłciowa, czy może tak bardzo wszechstronna i elastyczna, że dopasowuje się do sytuacji jak kameleon?
Pracuję, mam z tego pieniądze, mogę kupić czasem coś Wojtkowi, nie płaczę pod koniec miesiąca z braku środków do życia. Kolorowo też nie jest, ale jest NORMALNIE. O to między innymi chodziło.

Praca w korporacji jednak chyba nie jest dla ludzi o słabych nerwach. Masa różnorodnych charakterów, i słabych i silnych, tak samo zdesperowanych do osiągania swoich celów. Wydawałoby się, że poczułam stabilizację zawodową. Nic bardziej mylnego. Stabilizacja jest w policji, wojsku, nfzcie, zusie i innych takich, których to ze stołka strącić się nie da nim nie pomrą, lub nasrają we własne gniazdo, by móc ich usunąć i dać szansę innym. W korporacji nie ma stabilizacji.

Cieszy mnie umowa &quo…

Mleko na receptę a limity NFZ

Czy któraś mama karmi dziecko mlekiem na receptę? np. Bebilon Pepti? Jakiś czas temu sytuacja w przychodni. Dzwonię i mówię, że potrzebuję receptę na mleko, ponieważ została mi resztka i muszę szybko kupić. Była połowa miesiąca. Pani w rejestracji odmawia mi sugerując wyczerpany limit miesięczny 6-ciu puszek. Argument "brała Pani na początku miesiąca". Pytam zatem, co mam zrobić, przestać karmić dziecko, czy przejść na chleb z wodą. Pani już mniej uprzejmie odpowiada, że pretensję mam mieć do NFZ, bo to nie ona wymyśliła limity a mleka nie dostanę. 
Dzwoni Matka wariatka do NFZ. Przełączają ją z oddziału na oddział, bo nikt kto akurat ze mną rozmawia nie zajmuje się tą sprawą. Ostatecznie odbiera miła pani, która tłumaczy mi, że limitów NIE MA. O dawce mleka decyduje lekarz.
Ostatnio otwierając puszkę Bebilonu zapisałam datę i godzinę. Skrupulatnie zliczałam liczbę zużytych miarek. Dodam, że żadnej miarki nie zmarnowałam, żadnej nie wsypałam do kaszki i zużyłam mleko do sam…