Przejdź do głównej zawartości

co z tym smokiem?

Nynuś

Dynduś

DyDy

Ciuciek

"DamDam"(Wojtkowy)



Jak z niego zrezygnować? Nie byłabym sobą, gdybym nie zaczerpnęła porady z sieci. Jak to z każdym pytaniem i poradą - matka matce wilkiem, czyli która jest lepsza, a która jest większą debilką. W 40% przypadków zero pomocy - powiedzieć swoje + wdepnąć innej matce w odcisk. Po co?
Czasami śmiać mi się chce, jak czytam niektóre komentarze na słynnych fp wyrobów dla dzieci.

Zacytuję wypowiedź jednej z mam, która dała dziecku smoczka zaraz po urodzeniu, bo kazali w szpitalu.
"co do dzieci powyżej 1,5-2 lat ze smoczkiem to już nic innego jak Debilizm rodziców".

Inną z kolei matkę polkę razi widok starszego dziecka ze smokiem w buzi. 

inna twierdzi, że wystarczy poświęcić dziecku czas.

Wojtek 22 miesiące jest świadom, że smoczek jest dla "dzidzi", bo często sam tego określenia używa, ale widać bardzo często nie może po prostu się bez niego obejść. Nadchodzi moment, w którym go "potrzebuje" i koniec kropka. Jeśli nie odrzuci go dam do sierpnia, zajmę się tym na wakacjach. Aczkolwiek nie uważam siębie za debilkę, bo moje dziecko biega ze smokiem. 

Czytałam o smarowaniu cytryną - Wojtek z tego faktu raczej by się ucieszył :)



Komentarze

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeden z 10 sposobów jak pozbyć się "Mociusia" - w podobny sposób smoka pozbyła się moja córcia - oddała go "Wujkowi z brodą" na wychodne i musiałam się tego trzymać... nie było łatwo, szczególnie przez parę pierwszych nocy, ale każde dziecko jest inne, każde potrzebuje innego podejścia.
    7-Oddaj go potrzebującym. Oczywiście, nie naprawdę, bo kto chciałby używany smoczek? Dzieci lubią czuć, że dorastają: chcą (z zupełnie niezrozumiałych powodów) jak najszybciej stać się dorosłymi. Wykorzystując ten fakt możesz skłonić je, by jako osoba dorosła okazała dobre serce i oddała swój, niepotrzebny już, smoczek dzieciom w potrzebie. Oczywiście, taki dobry uczynek powinieneś nagrodzić. - uda się albo się nie uda :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. I jeszcze jedna świetna metoda, ale to chyba dla dzieci starszych niż Wojtuś:
    ....My prosiliśmy dzieci by smoczki chowały do pudełka dla wróżki. Rano trach i nie ma pudełka jest prezent. Po sprawie - najlepsza metoda na wróżkę zębuszkę.....

    OdpowiedzUsuń
  4. Nikogo oceniać nie chcę, bo się nie znam, tylko powiem jak to u nas było :) Madzia rozstała się ze smokiem mając 14 miesięcy i to przez przypadek (słowo daję!). Nie przygotowywaliśmy się nawet do akcji "papa smoczku". Po prostu chodząc spać na drzemkę, lub wieczorem już do spania, nie raz bywała tak padnięta, że odpływała w sen już przy piciu mleka. Wtedy tylko się obracała na bok, ściskała swoją żabcię i dziecka nie było. Dlatego po chyba trzecim takim zasypianiu po prostu wyrzuciliśmy wszystkie smoczki z domu i obyło się bez płaczu, krzyku i ogólnego armagedonu ;) Aczkolwiek w ciągu dnia nie dostawała smoczka, nawet jak się o niego upominała. Gdy do takiej sytuacji dochodziło to po prostu zajmowaliśmy ją czymś innym.

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja miała smoczek tylko do spania, ale jak miała niecałe 2 lata odcięłam jej końcówkę i powiedziałam, że odgryzła jak spała, bo ma już bardzo duże ząbki i nie kupię jej następnego, bo też odgryzie. Po 2 ciężkich nocach zapomniała o smoczku :)

    OdpowiedzUsuń
  6. U nas to jest "moniuś", "monio" Zabawne ile jest różnych nazw na określenie takiej jednej małej rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie radzę stosować drastycznych metod. Nikt niechciałby, żeby zabrać mu jego ulubioną zabawkę. Trzeba namawiać, tłumaczyć, pokazywać inne dzieci, że są bez smoczka, tak długo aż sam odda np. dla potrzebujących albo wróżce. Zgadzam się z poprzedniczką, że każde dziecko chce być jak dorosły i ten sposub motywacji najlepiej się sprawdza. Ale każde dziecko jest inne - musisz próbować. Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  8. Mój Wojtek był uzależniony od smoczka. Korzystał z Niego bardzo często. Dlatego gdy skończył dwa latka i postanowiliśmy jakoś się pozbyc smoka byłam mega wystraszona. Nie wiedziałam, jak On sobie bez niego da radę. Każde zabranie smoczka kończyło się wielkim płaczem i rykiem nie do uspokojenia. Dlatego ta metoda się u nas nie sprawdziła. Tłumaczenie też nic nie dało. Dlatego wykorzystaliśmy ostatni sposób - odcięliśmy kawałek. I jak Mały wołał to dawaliśmy ten odcięty. Trzymał go w buzi i się uspokajał. Co dziwne najpierw zrezygnował ze smoka przy zasypianiu (a myślałam, że będzie z tym największy problem). Cały proces odsmokowania trwał u nas 2 tygodnie. Gdy Mały płakał najpierw próbowaliśmy Go uspokjajac sami, a dopiero jak wołał, że chce "bibi" to dawaliśmy tego przeciętego smoka. Z czasem wołał o "bibi" coraz mniej. I tak po 2 tygodniach zapomniał o nim całkowicie. Wszystko odbyło się bez większego stresu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Moj Starszak 2, 5 roku I cycka smoka wnofy. W dzien sie nie dopomina. Mlodszy 18 miesiecy I ciagle go ma. Podobnie jak Ty w wakacje postanawiam zabrac smoki... musi sie udac :) pozdrawiam cieplo I zapraszam do siebie na rozdawajke :)

    OdpowiedzUsuń
  10. To ja też debilka- dałam dziecku smoka w szpitalu :) Choć pediatra prawie płakała z tego powodu :-p a starsza córka dostała jak miała miesiąc, bo była małym terrorystą laktacyjnym i choć tego uniknęłam z drugim dzieckiem, uff.... :) Wszystko teraz jest blleeee.. Rajstopki :) Butelka :) i właśnie Smoczek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wojtek na początku nie chciał smoka. Właściwie to dała mu go moja mama i tak się przyjęło, ale faktycznie nam pomagał. Swoją drogą, mimo że Wojtek dostał smoka tak wcześnie bo chyba w drugim tygodniu życia to uważam, że mogło się bez tego obejść, no ale ja od debili nikogo wyzywać nie będę. Ważny jest instynkt :)

      Usuń
    2. JA? Nie pamiętam....

      Usuń
  11. moja w kwietniu będzie mieć dwa lata i też używamy smoczka. Czekam aż sama z niego zrezygnuje, tak jak córka starsza jak była dwulatkiem. Na pewno używa go coraz mniej, czasami cały dzień wytrzyma bez smoczka, ale czasami ten smoczek pomaga jej się uspokoić.

    OdpowiedzUsuń
  12. Hahaha, moja córka z cytryny też by się ucieszyła. A ja chyba jeszcze bardziej, widząc jej zdziwioną/skwaszoną minę.
    Fajny blog. Zostanę u Ciebie.

    www.tymczasemwbulgarii.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Witam :)
Włączyłam moderację komentarzy - by nie umknął mi żaden z nich. Obiecuję publikować wszystkie!
Komentarze są dla mnie bardzo cenne.
Chcesz żebym poczytała co u Ciebie? - daj znać:)

Chcesz zostawić nieprzemyślany, głupi pełny zawiści komentarz? - zastanów się...

Popularne posty z tego bloga

Retrospekcja świąteczna czyli druga gwiazdka Wojtka ;)

2012...

Dziś opowiem wam powiastkę
Jak mój Wojciech spędził gwiazdkę.
Mimo że był jeszcze mały,
Spędził z nami wieczór cały.
Pierwsze święta w większym gronie,
W swej anielskości najlepszej odsłonie.
Były Kolędy, była choinka
Na sam jej widok wesoła minka.
Było na stole potraw ze dwieście,
Opłatki, pierogi i ryby w cieście.
Wojtek niestety na mlecznej diecie,
Nie pije maluch barszczyku przecie,
Za to w te święta które tuż tuż
Skubnie co nieco ze stołu już.
Drugie to święta będą wspaniałe,
Z synkiem który rozjaśnia me dni,
Bo każdy dzień z nim spędzam wytrwale
I cieszę się z każdych danych mi chwil.
A po wieczerzy, choinka zabłyśnie,
Rozjaśni tego wieczoru moc,
Gwiazdeczka z prezentem przez komin się wciśnie
I schowa podarki głęboko pod koc.
My te prezenty spod koca wyjmiemy
Zajmując w międzyczas Wojtkowe myśli,
Wszystkie prezenty pod drzewko kładziemy,
By mógł pomyśleć, że czar się ziścił.
Nie mogę doczekać się tej radości,
Tych wspólnych chwil tak pełnych miłości,
Tych chwil uciechy …

Trole korporacyjne, pęd szczurów i siła przenikalności formowych murów!

Nie wiem czy posiadam swoją pracę marzeń. Możliwe, że gdybym kształciła się w jasno wyznaczonym kierunku dziś robiłabym (albo i nie) coś, co sprawiałoby mi radość.
Pytanie zadać sobie muszę, czy jestem aż tak bezpłciowa, czy może tak bardzo wszechstronna i elastyczna, że dopasowuje się do sytuacji jak kameleon?
Pracuję, mam z tego pieniądze, mogę kupić czasem coś Wojtkowi, nie płaczę pod koniec miesiąca z braku środków do życia. Kolorowo też nie jest, ale jest NORMALNIE. O to między innymi chodziło.

Praca w korporacji jednak chyba nie jest dla ludzi o słabych nerwach. Masa różnorodnych charakterów, i słabych i silnych, tak samo zdesperowanych do osiągania swoich celów. Wydawałoby się, że poczułam stabilizację zawodową. Nic bardziej mylnego. Stabilizacja jest w policji, wojsku, nfzcie, zusie i innych takich, których to ze stołka strącić się nie da nim nie pomrą, lub nasrają we własne gniazdo, by móc ich usunąć i dać szansę innym. W korporacji nie ma stabilizacji.

Cieszy mnie umowa &quo…

Mleko na receptę a limity NFZ

Czy któraś mama karmi dziecko mlekiem na receptę? np. Bebilon Pepti? Jakiś czas temu sytuacja w przychodni. Dzwonię i mówię, że potrzebuję receptę na mleko, ponieważ została mi resztka i muszę szybko kupić. Była połowa miesiąca. Pani w rejestracji odmawia mi sugerując wyczerpany limit miesięczny 6-ciu puszek. Argument "brała Pani na początku miesiąca". Pytam zatem, co mam zrobić, przestać karmić dziecko, czy przejść na chleb z wodą. Pani już mniej uprzejmie odpowiada, że pretensję mam mieć do NFZ, bo to nie ona wymyśliła limity a mleka nie dostanę. 
Dzwoni Matka wariatka do NFZ. Przełączają ją z oddziału na oddział, bo nikt kto akurat ze mną rozmawia nie zajmuje się tą sprawą. Ostatecznie odbiera miła pani, która tłumaczy mi, że limitów NIE MA. O dawce mleka decyduje lekarz.
Ostatnio otwierając puszkę Bebilonu zapisałam datę i godzinę. Skrupulatnie zliczałam liczbę zużytych miarek. Dodam, że żadnej miarki nie zmarnowałam, żadnej nie wsypałam do kaszki i zużyłam mleko do sam…