Przejdź do głównej zawartości

Matka narzekająca. Matka obibok.

Kim właściwie jest normalna mama? Czy to taka, co dba o dziecko? Może taka co dba o siebie i dziecko? Jeszcze inaczej - może to ta, co dba o dziecko, dom, męża i jak przyjdzie czas to i o siebie?

Jak kreujemy super mamy?

To matka bawiąca się z uśmiechniętą miną ze swoimi dziećmi, w nieskazitelnie czystym domu. STOP.
Matka ubrana w wyprasowany fartuszek pichcąca przepyszny dwudaniowy obiad w nieskazitelnie czystej kuchni. STOP.
Matka podająca do stołu, przytulająca męża, uśmiechnięta do rodzinnego zdjęcia. STOP

Brzmi nudno, albo jakby miały być to 3 matki jednocześnie.

źródło: kwejk.pl


Ciężko tu dyskutować z bezdzietnymi ludźmi. Nie ważne, czy z konieczności, czy z wyboru, kiedy to wspomnę, że nie mam na coś czasu, albo coś mi trudniej ogarnąć mam wrażenie, że narzekam.
Gdy wypomnę mężowi nocne wypady z domu powołując się na moje wyjścia i wejścia zostaję ogłoszona cierpiętnicą. Tak. Tak właśnie. 

Jak być tak idealną matką pracując po 8 godzin dziennie, z czego co najmniej godzina schodzi na dojazd do pracy? Jak wrócić i z uśmiechem ugotować obiad dla całej rodziny przy czym zachować nieskazitelny porządek? Czy tak się da? Kiedy odpocząć?

Dom staje się naszą drugą pracą. Czasem mam ochotę odpocząć, po prostu leżeć. Jednak wymiganie się od "zajmowania się dzieckiem" to już idealny powód do efektywnego odpoczynku jakim jest sprzątanie. Lepiej zatem wziąć się za robotę niż potem słuchać lamentu "co zostało zrobione przez te 3-4 godziny". Poleżane zostało. 

Matka sprzątająca, znacie to?

Nie płacz nad rozlanym mlekiem - posprzątaj MAMO. 
Gdy mleko rozlała mama, oczywiście je sprząta.
Gdy mleko rozlało dziecko, oczywiście mama je źle umiejscowiła, mama posprząta.
Gdy mleko rozlał mąż - to przez dziecko, które akurat tędy przelatywało i matkę, która to mleko postawiła w niedogodnym miejscu.

Nie wyznaję zasady, że jeśli mam bałagan w domu to jestem fajna, a jak czystość to nudna. Sprzątam, kiedy mi na to czas pozwoli, lecz irytuje mnie fakt, kiedy wytyka się mi palcami co zostało zrobione "źle", lub nie zostało zrobione. Jeśli moi domownicy nie włączają się w schemat sprzątający nie mają prawa narzekać.

Tak więc według niektórych jestem nieidealna, roztrzepana (jak można zapomnieć spakować dziecku obiad w słoiczku, a zamiast tego spakować czekoladkę, paluszki, picie, jogurt, "lubisia") - muszę mało dbać o to swoje dziecko, co ze mnie za matka? Dodatkowo jestem bardzo niewdzięczna i mam wiele rzeczy głęboko w D. Fakt, że czasem mam ochotę po prostu zostać w domu niż jechać gdzieś z mężem przyklejona do dziecka świadczy o moim złym nastawieniu do miejsca docelowego. Czy to jest dwór, plac zabaw, mieszkanie, no przecież mam to w dupie skoro chcę odpocząć.

Nie ogarniam...nie ogarniam. 



Komentarze

  1. Oj! Podpisuję się pod tym postem!
    I cieszę się, że nie tylko ja sprzątam, byle tylko odpocząć od dziecia- już myślałam, że jestem nienormalna!
    Współczuję Ci, ale chcę też napisać, że to okres chwilowy, przejściowy, jak sinusoida. Będzie lepiej- głowa do góry!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam jak Wojtek miał 3-6 miesięcy, jak ja uwielbiałam zmywać naczynia. Kochałam. Oczy iskrzyły mi się na samą myśl o prasowaniu :D

      Usuń
  2. O chorobcia ja nie ogarniam a nie mam jeszcze dziecka! Wtedy to już całkiem przepadnę, ale co jakiś czas będę pisac żebyś nie czuła się samotna w swoim nieogarnięciu. Mnie takie gadanie że coś jest niezrobione, źle zrobione etc denerwuje samo z siebie, już nawet nie ważne czy miałam czas czy nie miałam a jakbym harowała jak Ty, miała dziecko i dom na głowie to już bym siedziała w więzieniu za zabójstwo tego kogoś kto by się odważył na jakąś uwagę. Ale pozostaje się nie przejmowac i właśnie miec to w dupie bo takie gadanie świadczy tylko o poziomie ewentualnego krytykanta a Tobie nic nie ujmuje. W każdym razie nie jesteś sama:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ogarniasz bo bierzesz sobie dużo na głowę. Ja kiedyś pracowałam po 8-12 godzin i studiowałam dwa kierunki - dziennie i zaocznie. Ogarniałam to oprócz domu. W domu to tylko spaliśmy. Do dziecka da się dopasować :)

      Usuń
  3. "Gdy mleko rozlała mama, oczywiście je sprząta.
    Gdy mleko rozlało dziecko, oczywiście mama je źle umiejscowiła, mama posprząta.
    Gdy mleko rozlał mąż - to przez dziecko, które akurat tędy przelatywało i matkę, która to mleko postawiła w niedogodnym miejscu. "
    O Boże, mamy tego samego męża????

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety ludziom trudno przyznać się do chwili słabości. A całe otoczenie tego wymaga, żeby nawet kiedy padamy na twarz uśmiechać się i zaciskać zęby a przecież nie o to chodzi...

    OdpowiedzUsuń
  5. za każdym razem gdy posprzątam na błysk to obiecuje sobie, że już nie dopuszczę do takiego bałaganu, a tu mijają dwie godziny i już nie wiem gdzie co jest.
    Mogłabym oczywiście mieć cały czas idealnie posprzątane, ugotowany obiadek, upieczone ciasta, ale wtedy nie miałabym czasu na to co teraz robie;)

    OdpowiedzUsuń
  6. "Jeśli moi domownicy nie włączają się w schemat sprzątający nie mają prawa narzekać." Muszę sobie to zapisać i wywiesić gdzieś w centrum mieszkania:)
    Jesli chodzi o poje podejscie do sprawy to staram sie sprzatac bo wiem ze w porządku jest lepiej, wygodniej, przestrzenniej, ale tez nie robię tego obsesyjnie. Nie dajmy się zwariować. Tak naprawdę to żeby zawsze wszystko było idealne musielibysmy sprzątac całe zycie, ale znów co to za zycie skoro ciągle sprzątamy? tak więc tu jak i chyba w każdym temacie - rozsądek! :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Witam :)
Włączyłam moderację komentarzy - by nie umknął mi żaden z nich. Obiecuję publikować wszystkie!
Komentarze są dla mnie bardzo cenne.
Chcesz żebym poczytała co u Ciebie? - daj znać:)

Chcesz zostawić nieprzemyślany, głupi pełny zawiści komentarz? - zastanów się...

Popularne posty z tego bloga

Retrospekcja świąteczna czyli druga gwiazdka Wojtka ;)

2012...

Dziś opowiem wam powiastkę
Jak mój Wojciech spędził gwiazdkę.
Mimo że był jeszcze mały,
Spędził z nami wieczór cały.
Pierwsze święta w większym gronie,
W swej anielskości najlepszej odsłonie.
Były Kolędy, była choinka
Na sam jej widok wesoła minka.
Było na stole potraw ze dwieście,
Opłatki, pierogi i ryby w cieście.
Wojtek niestety na mlecznej diecie,
Nie pije maluch barszczyku przecie,
Za to w te święta które tuż tuż
Skubnie co nieco ze stołu już.
Drugie to święta będą wspaniałe,
Z synkiem który rozjaśnia me dni,
Bo każdy dzień z nim spędzam wytrwale
I cieszę się z każdych danych mi chwil.
A po wieczerzy, choinka zabłyśnie,
Rozjaśni tego wieczoru moc,
Gwiazdeczka z prezentem przez komin się wciśnie
I schowa podarki głęboko pod koc.
My te prezenty spod koca wyjmiemy
Zajmując w międzyczas Wojtkowe myśli,
Wszystkie prezenty pod drzewko kładziemy,
By mógł pomyśleć, że czar się ziścił.
Nie mogę doczekać się tej radości,
Tych wspólnych chwil tak pełnych miłości,
Tych chwil uciechy …

Trole korporacyjne, pęd szczurów i siła przenikalności formowych murów!

Nie wiem czy posiadam swoją pracę marzeń. Możliwe, że gdybym kształciła się w jasno wyznaczonym kierunku dziś robiłabym (albo i nie) coś, co sprawiałoby mi radość.
Pytanie zadać sobie muszę, czy jestem aż tak bezpłciowa, czy może tak bardzo wszechstronna i elastyczna, że dopasowuje się do sytuacji jak kameleon?
Pracuję, mam z tego pieniądze, mogę kupić czasem coś Wojtkowi, nie płaczę pod koniec miesiąca z braku środków do życia. Kolorowo też nie jest, ale jest NORMALNIE. O to między innymi chodziło.

Praca w korporacji jednak chyba nie jest dla ludzi o słabych nerwach. Masa różnorodnych charakterów, i słabych i silnych, tak samo zdesperowanych do osiągania swoich celów. Wydawałoby się, że poczułam stabilizację zawodową. Nic bardziej mylnego. Stabilizacja jest w policji, wojsku, nfzcie, zusie i innych takich, których to ze stołka strącić się nie da nim nie pomrą, lub nasrają we własne gniazdo, by móc ich usunąć i dać szansę innym. W korporacji nie ma stabilizacji.

Cieszy mnie umowa &quo…

Mleko na receptę a limity NFZ

Czy któraś mama karmi dziecko mlekiem na receptę? np. Bebilon Pepti? Jakiś czas temu sytuacja w przychodni. Dzwonię i mówię, że potrzebuję receptę na mleko, ponieważ została mi resztka i muszę szybko kupić. Była połowa miesiąca. Pani w rejestracji odmawia mi sugerując wyczerpany limit miesięczny 6-ciu puszek. Argument "brała Pani na początku miesiąca". Pytam zatem, co mam zrobić, przestać karmić dziecko, czy przejść na chleb z wodą. Pani już mniej uprzejmie odpowiada, że pretensję mam mieć do NFZ, bo to nie ona wymyśliła limity a mleka nie dostanę. 
Dzwoni Matka wariatka do NFZ. Przełączają ją z oddziału na oddział, bo nikt kto akurat ze mną rozmawia nie zajmuje się tą sprawą. Ostatecznie odbiera miła pani, która tłumaczy mi, że limitów NIE MA. O dawce mleka decyduje lekarz.
Ostatnio otwierając puszkę Bebilonu zapisałam datę i godzinę. Skrupulatnie zliczałam liczbę zużytych miarek. Dodam, że żadnej miarki nie zmarnowałam, żadnej nie wsypałam do kaszki i zużyłam mleko do sam…