Przejdź do głównej zawartości

a czy Ty pierzesz w rzece?

Na samym początku nadmieniam, że tekst jest pisany pod wpływem bardzo pozytywnie uśmiechniętych emocji. Zainspirował mnie pewien komentarz mamy na portalu społecznościowym.

Nowe technologie otaczają nas wszędzie. Super bajki na DVD, dziecięce laptopy, telefony,  mówiące krzesełka, śpiewające nocniki. Mikrofalówki, suszarki i mogłabym wymieniać dalej. Jest to dla mnie oczywiste, że te sprzęty istnieją i powstają co raz to nowe.

Jednak. Gdy byłam mała nie było tych udogodnień. Tata ciężko pracował na dolary, by kupić mi lego w Peweksie. Rodzice nie używali komórek, bo ich nie było. Pierwszy telefon stacjonarny zamontowali mi gdy miałam około 6 lat. Super telefon na "koło" miała moja babcia. Uwielbiałyśmy się nim bawić z kuzynką jako dzieci. 

Dlaczego dziś dzieci są uzależnione od nowych technologii? Odpowiedzi nasuwa się kilka.

1. Wygoda rodziców.

Jest niedzielny poranek. Chcemy spokojnie zjeść śniadanie i napić się kawy. Dziecko prosi o tableta. Chce pograć w gry. W tym czasie pijąc kawę relaksuję się. Moglibyśmy przecież poukładać klocki, porysować, pójść na spacer. Wolę odpocząć. Moje dziecko za to, jest czymś zajęte i mam spokój. 
Zgubna rutyna może doprowadzić do tego, że oddając dziecku sprzęt będziemy się relaksować i stanie się to nagminne.

Dlatego mówię nie. Oczywiście nie temu, że odcinam dziecko od nowoczesności, ale nie kosztem mojego relaksu. Gdy moje dziecko bawi się tabletem/telefonem/ogląda jakieś bajki na laptopie jestem obok. Nie trwa to długo. Staram się za chwilę odciągnąć go od siedzenia i zająć czymś innym.

2. Komputer/sprzęt jako nagroda/prezent

"Jak zjesz obiad/kolację/śniadanie będzie komputer". Cóż znane.
Może lepiej potraktować to jako element dnia?

3. Wpływ rówieśników.

Na szczęście nie dotyczy to raczej dzieci wieku przedszkolnego, ale zanim ja dostałam swój pierwszy telefon komórkowy wiele moich koleżanek już miało. Baaa miałam wtedy 14 lat! Presja otoczenia wywiera dużo na dziecku, które przecież nigdy nie chce być gorsze.

CO W KOŃCU JEST TAKIEGO ZŁEGO W TECHNOLOGII?

Moim zdaniem nic takiego. Pomijając fakt, że niszczą się oczy, traci się czas... ale chwila! Jeśli jest kontrola rodziców, ograniczony czas i brak głupot, nowości technologiczne nie stanowią takiego zagrożenia.
Moje niespełna 3 letnie dziecko korzysta z tableta. Jest mnóstwo mądrych aplikacji dla maluchów. Od liczenia, układania po naukę angielskiego i innych języków. Jak dla mnie jest to świetny przerywnik podczas zwykłej zabawy. Podkreślam...przerywnik.

Wojtek potrafi włączyć grę, zainstalować ją, Nie uczyłam go tego. Tak małe dziecko ma idealną pamięć. Potrafi też odtworzyć sobie film na telefonie lub przeglądać galerię zdjęć. Uprzedzając wszelkie pytania co do treści filmów i zdjęć na telefonie - nie mam tam nic, co mogłoby dziecko przestraszyć lub zgorszyć :)

Jestem przeciwna całkowitemu odcinaniu dzieci od komputeryzacji i mediów. Za kilka lat będzie to element codzienny, komputery przecież są także w szkole. Fakt, że co drugi 3 latek potrafi obsługiwać tablet/telefon a nie potrafi zawiązać butów jest mało trafny. W tym wieku zdolności manualne jeszcze nie są na tak rozwiniętym etapie, co nie znaczy, że nie będę tego Wojtka uczyć. 

Technologia jest dobra i przydatna, jednak nie można zapominać o innych ciekawych rzeczach które nas otaczają :) Chodzimy na rower, spacery, do przedszkola. Wojtek maluje, układa klocki lego, śpiewa. Technologia nie jest mu jeszcze niezbędna, lecz sprawia, że poznaje nasz dzisiejszy świat.

JAK JA BYŁAM MŁODA...

...odpuśćmy sobie!
Jak ja byłam młoda nie było telefonów i laptopów, jednak mama nie prała naszych ubrań w rzece jak prababki, bo były pralki. Po to ten świat nam coś daje, by z tego korzystać. Z głową!




Komentarze

  1. A ja mówię wszelkim technologią dla dzieci wielkie NIE. I moja niespełna 4-letnia córka tabletu do ręki długo nie dostanie jeszcze, bajki w TV nie obejrzała, bo woli książkę, telefonu wie, że nie wolno dotykać bez mojej zgody i jestem zdania, że przyjdzie czas na naukę nowinek technologicznych, ma całe życie przed sobą.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój prawie 5 latek od czasu do czasu dostanie tableta czy telefon żeby poukładać puzzle ale nigdy po to żeby zapchać go czymś bo matka chce wolnego. Zresztą kopmuter też żadko włączam bo mam dużo obowiązków i zajęc przy dzieciach, nawet jeśli odbywa się to kosztem bloga. Ale są matki które 2 letnim dzieciom na własność kupują tablety i to mnie przeraża

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Witam :)
Włączyłam moderację komentarzy - by nie umknął mi żaden z nich. Obiecuję publikować wszystkie!
Komentarze są dla mnie bardzo cenne.
Chcesz żebym poczytała co u Ciebie? - daj znać:)

Chcesz zostawić nieprzemyślany, głupi pełny zawiści komentarz? - zastanów się...

Popularne posty z tego bloga

Retrospekcja świąteczna czyli druga gwiazdka Wojtka ;)

2012...

Dziś opowiem wam powiastkę
Jak mój Wojciech spędził gwiazdkę.
Mimo że był jeszcze mały,
Spędził z nami wieczór cały.
Pierwsze święta w większym gronie,
W swej anielskości najlepszej odsłonie.
Były Kolędy, była choinka
Na sam jej widok wesoła minka.
Było na stole potraw ze dwieście,
Opłatki, pierogi i ryby w cieście.
Wojtek niestety na mlecznej diecie,
Nie pije maluch barszczyku przecie,
Za to w te święta które tuż tuż
Skubnie co nieco ze stołu już.
Drugie to święta będą wspaniałe,
Z synkiem który rozjaśnia me dni,
Bo każdy dzień z nim spędzam wytrwale
I cieszę się z każdych danych mi chwil.
A po wieczerzy, choinka zabłyśnie,
Rozjaśni tego wieczoru moc,
Gwiazdeczka z prezentem przez komin się wciśnie
I schowa podarki głęboko pod koc.
My te prezenty spod koca wyjmiemy
Zajmując w międzyczas Wojtkowe myśli,
Wszystkie prezenty pod drzewko kładziemy,
By mógł pomyśleć, że czar się ziścił.
Nie mogę doczekać się tej radości,
Tych wspólnych chwil tak pełnych miłości,
Tych chwil uciechy …

Trole korporacyjne, pęd szczurów i siła przenikalności formowych murów!

Nie wiem czy posiadam swoją pracę marzeń. Możliwe, że gdybym kształciła się w jasno wyznaczonym kierunku dziś robiłabym (albo i nie) coś, co sprawiałoby mi radość.
Pytanie zadać sobie muszę, czy jestem aż tak bezpłciowa, czy może tak bardzo wszechstronna i elastyczna, że dopasowuje się do sytuacji jak kameleon?
Pracuję, mam z tego pieniądze, mogę kupić czasem coś Wojtkowi, nie płaczę pod koniec miesiąca z braku środków do życia. Kolorowo też nie jest, ale jest NORMALNIE. O to między innymi chodziło.

Praca w korporacji jednak chyba nie jest dla ludzi o słabych nerwach. Masa różnorodnych charakterów, i słabych i silnych, tak samo zdesperowanych do osiągania swoich celów. Wydawałoby się, że poczułam stabilizację zawodową. Nic bardziej mylnego. Stabilizacja jest w policji, wojsku, nfzcie, zusie i innych takich, których to ze stołka strącić się nie da nim nie pomrą, lub nasrają we własne gniazdo, by móc ich usunąć i dać szansę innym. W korporacji nie ma stabilizacji.

Cieszy mnie umowa &quo…

Mleko na receptę a limity NFZ

Czy któraś mama karmi dziecko mlekiem na receptę? np. Bebilon Pepti? Jakiś czas temu sytuacja w przychodni. Dzwonię i mówię, że potrzebuję receptę na mleko, ponieważ została mi resztka i muszę szybko kupić. Była połowa miesiąca. Pani w rejestracji odmawia mi sugerując wyczerpany limit miesięczny 6-ciu puszek. Argument "brała Pani na początku miesiąca". Pytam zatem, co mam zrobić, przestać karmić dziecko, czy przejść na chleb z wodą. Pani już mniej uprzejmie odpowiada, że pretensję mam mieć do NFZ, bo to nie ona wymyśliła limity a mleka nie dostanę. 
Dzwoni Matka wariatka do NFZ. Przełączają ją z oddziału na oddział, bo nikt kto akurat ze mną rozmawia nie zajmuje się tą sprawą. Ostatecznie odbiera miła pani, która tłumaczy mi, że limitów NIE MA. O dawce mleka decyduje lekarz.
Ostatnio otwierając puszkę Bebilonu zapisałam datę i godzinę. Skrupulatnie zliczałam liczbę zużytych miarek. Dodam, że żadnej miarki nie zmarnowałam, żadnej nie wsypałam do kaszki i zużyłam mleko do sam…