Przejdź do głównej zawartości

Bo nie ma bajek i smerfów !

Ostatnio oprócz mojego 5 dniowego pobytu w szpitalu siedzę cały czas w domku. Niestety za wiele zajęć nie mogę sobie wymyślać ze względu na przymus oszczędzania mojego brzuszka ( Wojtulkowego domku), co by nie twardniał za często i żeby skurcze nie dokuczały. Tak więc siedzę i obserwuję... po pierwsze moje dwie kocice, które rano, gdy Mężuś wychodzi do pracy przebudzają się na chwilkę i biegają odbijając się od ścian i siebie nawzajem, po czym jedna kładzie się na głowie i zasypia a druga wgniata swoje kocie sadełko w mojego węża do spania (podłużna poduszka używana zazwyczaj przez ciężarne wypełniona granulatem). Tenże wąż smacznie skrzypi jak kocica się na nim układa, co uaktywnia jej moduł mruczący... a mruczy tak głośno i "zachrypiale", że spać dalej się nie da.

Wstaję więc dosyć wcześnie rano i szukam sobie jakiegoś zajęcia, które nie wymaga ode mnie większego wysiłku. Najczęściej jest to wstawienie/wyciągnięcie prania, poprasowanie kilku koszulek Męża, zrobienie obiadku. No i dręczę laptopa... a przeglądając różne strony trafiam na coraz to inną historię. I co wnioskuję? Że kochamy narzekać, marudzić i stawiać siebie w trudnych sytuacjach. Zdecydowanie większość z piszących liczy na słowa współczucia, niż na słowa wsparcia lub współradość. Wolimy jak nam współczują niż zazdroszczą? Czy to może piszący przedstawiają swój świat w ten sposób, by przypadkowy czytający myślał o nim jak o kimś, kogo los skazał na wieczną mękę?

Następny mój wniosek jest taki, że wszyscy mamy swoje żale, ale też szczęścia. Jeśli skupimy się na szczęściu a do żali będziemy wracać tylko w chwili słabości, możemy sami sobie przybliżyć promyk słońca.

Każda historia może być bajką.... wierzę, że niedługo i moja będzie miała przystanek ze szczęśliwym zakończeniem. I dlatego jestem szczęśliwa, chociaż przez strach i różne myśli, ale czerpię to szczęście i czekam pełna nadziei... bo co innego mogę?

To jest jak takie ciepło, które wypełnia serce...


Dziś moja bratnia duszyczka ma cesarkę. Dziś ujrzy swoją wyczekiwaną córeczkę. Mam nadzieję, że jutro opowie mi jak to jest być "ziemską mamą"...

Komentarze

  1. A ja myślę że kawałek sieci to dla każdego miejsce w którym może wyrzucić co leży mu na sercu. A ocena tego czy ktoś ma w życiu bajkę, czy koszmar chyba nie leży w naszym interesie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jednak skoro nasze historie są ogólnie dostępne tak czy siak podlegają ocenie... czasem "niepisanej" "niewypowiedzianej", ale jednak.

      W mojej opinii w każdym z nas można dogrzebać się bajki;)

      Usuń
  2. Uwierz mi znam ludzi którzy przez prawie całe swoje dorosłe życie mieli pod górkę. A mówinie im żeby usmiechali się bo swieci słońce nie pomagały

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie mam kolorowo... a mówienie nie pomaga. Muszą znaleźć odbicie sami.

      Usuń
  3. Mnie brat nauczył patrzeć na pozytywne strony życia i tego staram się trzymać, żale jak żale, ale wolę się uśmiechac ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Taka obserująco-oszczędzająca końcówka strasznie daje popalić psychicznie. Mam swoje małe poletko doświadczeń. Trzymaj się Agurqo :-) Wspieram jak umiem :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Niedługo i Ty poczujesz jak to być ziemską mamą :)))
    A co do daty ślubu, szczerze mówiąc to żadne Euro nam nie przeszkodzi, do tego pochodzimy z małych miejscowości daleko od tych EURO-Miast więc będzie dobrze :)) no i dla mnie tego Euro to mogłoby w ogóle nie być :))) buziaki i pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Po burzy zawsze wychodzi słońce!! ;) Więc Szczęśliwego rozwiązania życzę!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Być Ziemską Mamą...Minęły dwa tygodnie od porodu a ja nadal nie wierzę, że w pokoju obok śpi smacznie to moje ziemskie dziecko...Wielka miłość wypełnia serce. Miłość inna niż do Adasia ale równie silna.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Witam :)
Włączyłam moderację komentarzy - by nie umknął mi żaden z nich. Obiecuję publikować wszystkie!
Komentarze są dla mnie bardzo cenne.
Chcesz żebym poczytała co u Ciebie? - daj znać:)

Chcesz zostawić nieprzemyślany, głupi pełny zawiści komentarz? - zastanów się...

Popularne posty z tego bloga

Retrospekcja świąteczna czyli druga gwiazdka Wojtka ;)

2012...

Dziś opowiem wam powiastkę
Jak mój Wojciech spędził gwiazdkę.
Mimo że był jeszcze mały,
Spędził z nami wieczór cały.
Pierwsze święta w większym gronie,
W swej anielskości najlepszej odsłonie.
Były Kolędy, była choinka
Na sam jej widok wesoła minka.
Było na stole potraw ze dwieście,
Opłatki, pierogi i ryby w cieście.
Wojtek niestety na mlecznej diecie,
Nie pije maluch barszczyku przecie,
Za to w te święta które tuż tuż
Skubnie co nieco ze stołu już.
Drugie to święta będą wspaniałe,
Z synkiem który rozjaśnia me dni,
Bo każdy dzień z nim spędzam wytrwale
I cieszę się z każdych danych mi chwil.
A po wieczerzy, choinka zabłyśnie,
Rozjaśni tego wieczoru moc,
Gwiazdeczka z prezentem przez komin się wciśnie
I schowa podarki głęboko pod koc.
My te prezenty spod koca wyjmiemy
Zajmując w międzyczas Wojtkowe myśli,
Wszystkie prezenty pod drzewko kładziemy,
By mógł pomyśleć, że czar się ziścił.
Nie mogę doczekać się tej radości,
Tych wspólnych chwil tak pełnych miłości,
Tych chwil uciechy …

Trole korporacyjne, pęd szczurów i siła przenikalności formowych murów!

Nie wiem czy posiadam swoją pracę marzeń. Możliwe, że gdybym kształciła się w jasno wyznaczonym kierunku dziś robiłabym (albo i nie) coś, co sprawiałoby mi radość.
Pytanie zadać sobie muszę, czy jestem aż tak bezpłciowa, czy może tak bardzo wszechstronna i elastyczna, że dopasowuje się do sytuacji jak kameleon?
Pracuję, mam z tego pieniądze, mogę kupić czasem coś Wojtkowi, nie płaczę pod koniec miesiąca z braku środków do życia. Kolorowo też nie jest, ale jest NORMALNIE. O to między innymi chodziło.

Praca w korporacji jednak chyba nie jest dla ludzi o słabych nerwach. Masa różnorodnych charakterów, i słabych i silnych, tak samo zdesperowanych do osiągania swoich celów. Wydawałoby się, że poczułam stabilizację zawodową. Nic bardziej mylnego. Stabilizacja jest w policji, wojsku, nfzcie, zusie i innych takich, których to ze stołka strącić się nie da nim nie pomrą, lub nasrają we własne gniazdo, by móc ich usunąć i dać szansę innym. W korporacji nie ma stabilizacji.

Cieszy mnie umowa &quo…

Mleko na receptę a limity NFZ

Czy któraś mama karmi dziecko mlekiem na receptę? np. Bebilon Pepti? Jakiś czas temu sytuacja w przychodni. Dzwonię i mówię, że potrzebuję receptę na mleko, ponieważ została mi resztka i muszę szybko kupić. Była połowa miesiąca. Pani w rejestracji odmawia mi sugerując wyczerpany limit miesięczny 6-ciu puszek. Argument "brała Pani na początku miesiąca". Pytam zatem, co mam zrobić, przestać karmić dziecko, czy przejść na chleb z wodą. Pani już mniej uprzejmie odpowiada, że pretensję mam mieć do NFZ, bo to nie ona wymyśliła limity a mleka nie dostanę. 
Dzwoni Matka wariatka do NFZ. Przełączają ją z oddziału na oddział, bo nikt kto akurat ze mną rozmawia nie zajmuje się tą sprawą. Ostatecznie odbiera miła pani, która tłumaczy mi, że limitów NIE MA. O dawce mleka decyduje lekarz.
Ostatnio otwierając puszkę Bebilonu zapisałam datę i godzinę. Skrupulatnie zliczałam liczbę zużytych miarek. Dodam, że żadnej miarki nie zmarnowałam, żadnej nie wsypałam do kaszki i zużyłam mleko do sam…