Około roku temu dodałam podobny wpis. Jak bardzo myliłam się myśląc... że to tylko namiastka lawiny "cosiów" co będą nas dotykać. Dla przypomnienia link http://moc-cynamonu.blogspot.com/2012/08/mazenstwo-po-urodzeniu-dziecka.html Matka pracująca, nieogarniająca. Nie robiąca NIC, co może zostać zauważone, a robiąca wręcz wszystko, co może zostać wykorzystane przeciwko niej. Od jakiegoś czasu nie łudzę się, że wyjdzie słońce. Mimo, że przymykam oko, zaciskam wargi (czasem druga połowa też to robi), to nadchodzi moment, kiedy lawina wypływa. Po co to wszystko i na co to komu? Każdy pięknie zaczynający się dzień można przecież zepsuć. Wydawało mi się, że ogarniam. Że jest lepiej, że praca była rozwiązaniem niektórych nieporozumień w naszej wybrakowanej rodzinie. Dziś "M" udowodnił mi, jak bardzo się myliłam. Nie jestem idealna. Nikt nie jest. Zaczynam swój dzień o 5:30, jakąś godzinę - dwie po tym, kiedy karmię Wojtka w nocy. Zrywam się na równe nogi, szykuję ...
Twoje toto?
OdpowiedzUsuńWymyślane od miesiąca chyba..w końcu siadłam i przepisałam
UsuńPiękny wiersz...
OdpowiedzUsuńTeż czasem sobie zarymuję, wesołe, dowcipne wierszyki, czasem bezsensowne i głupie. Dwa chyba czy trzy kiedyś napisałem, romantyczne nawet i pełne uczuć, jeden z nich pełen bólu, jednak nie zapisałem żadnego, a gdy zapisałem jednak to zawsze musiał mi gdzieś wybyć bo albo to dysk padł, albo format był i nie przepisałem. Szkoda
Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie :)
Piękne
OdpowiedzUsuńZmusza do refleksji.... piękny
OdpowiedzUsuń