Przejdź do głównej zawartości

"No ładnie ładnie!"

Czekam w sklepie w informacji na sprostowanie paragonu. Widzę mamę z dzieckiem i babcią idącą szczęśliwie w kierunku wejścia do sklepu. W pewnym momencie dziecko głośno mówi, że nie chce wchodzić do sklepu. Babcia nalega "chodź Jasiu, musimy zrobić zakupy". Dziecko rzuca się na podłogę i piszczy. Mama bierze babcię pod rękę i idą parę kroków dalej. Stoją za bramką wejściową i obserwują wrzeszczącego brzdąca. OCZYWIŚCIE ludzie nie znający sytuacji rzucają komentarze "co za matka", "co za nieodpowiedzialność", "co za wychowanie". Litości! Wychowanie? Co ma wychowanie do wyrażania swojego zdania? Co mają wzorce nakładane w domu do tego czego chce dziecko?
Czy fakt, że mamusia/tatuś/babunia marzy o naszej karierze chirurga skutkuje tym wyborem w przyszłości? Niekoniecznie. Jest to przecież wybór, wyrażanie zdania.

Dziecko po minucie zauważyło, że nikt nie słyszy jego wrzasków i wstało. Mama podeszła do dziecka i mocno się przytulili, ustalili chyba jakiś kompromis i weszli razem do sklepu. Da się? 


Taka sytuacja, która miała miejsce jakiś czas temu... i dotyczyła nas..

Jestem w sklepie, na środku sklepu stolik z zabawkami dla dzieci, którym Wojtek się od razu zainteresował. Wiedziałam już, że będzie problem z odejściem spokojnym od stolika, bo przecież takich zabawek nie ma w domu i mimo, że nie są jakieś cudowne, to przecież dla dziecka nowe i fajne. Nikt inny się nimi do tego nie bawi, więc są wręcz idealne tylko dla "jednego" :)

Nadchodzi czas, kiedy matka traci cierpliwość i zaczyna tłumaczyć, że powinien Wojtek zostawić teraz zabawki, bo już musimy iść. Pierwsza prośba kończy się niepowodzeniem (Wojtek włącza tryb cichy i udaje, że nie słyszy co do niego mówię). Podczas drugiej próby upewniam się, że Wojtek słyszy moją prośbę i stanowczo mówię, że teraz musimy zostawić zabawkę dla innych dzieci i idziemy. 

Wojtek stanowczo wyraża swoje zdanie " NIE".

Tłumaczę po raz trzeci, że zabawka zostaje na stoliku a my idziemy dalej i zabieram mu klocek (tak...klocek) i odkładam na stoliku. Wojtek siada na ziemi z wielkim piskiem i zaczyna płakać. 
Biorę go na ręcę, przytulam i tłumaczę, że w domu ma swoje zabawki i za plecami słyszę głosy dwóch pań:

"NO ŁADNIE ŁADNIE, tak się zachowuje".

Pech chciał, że miasto w którym mieszkam nie jest tak duże i wiem, że obie panie niedoświadczone łaską macierzyństwa. Nie oceniam z jakich powodów i czy na to zasługują czy nie. 

Z mojego niedoświadczonego punktu widzenia takie zachowanie nie jest konsekwencją naszych błędów dotyczących "wychowania".
Dziecko tak małe w ten sposób wyraża swoje zdanie i pokazuje, że chce się liczyć na tym świecie :)
Pokazuje nam, że nie jest już całkiem zależne od nas, że potrafi samo powiedzieć czego chce. 

Nie krzyczę w domu, nie piszczę, nie BIJĘ!! 
Ludzie, uświadomcie sobie, że małe dzieci "tak mają" i nie jest to winą rodziców (zwykle), a tym bardziej ich samych. 

Odsuwam oczywiście przypadki grzecznych potulnych dzieci, bo i takie się zdarzają, co wcale nie znaczy, że ich rodzice są idealni, lub biją swoje dzieci. To za wcześnie dla malucha na wynoszenie z domu zachowań, to tylko ich etap rozwoju.


Komentarze

  1. Oj wiem jakie to irytujące, choc sama nie mam dzieci to nie wiem dlaczego ale wybitnie denerwuje mnie jak słyszę komentarze na temat czyjegoś wychowania dzieci. Szczególnie jak to robi rodzinka. Słowa klucze: Ale nie rób tak ( karm wolniej, trzymaj inaczej); dziecko nie powinno... :/ po prostu coś mi się w środku przelewa jak to słyszę. I tak się dziwię cierpliwości tych biednych mam bo ja już bym się odszczeknęła.

    OdpowiedzUsuń
  2. Moj syna ma dzis ponad 8 lat, a sytuacja ktora opisalas miala miejsce w naszym zyciu co najmniej wiecej niz raz, ze maly gdzies chcial dac popis a ja odchodzilam pare krokow, kiedy pozniej on zorientowany brakiem uwagi na swoje zachowanie biegl do mnie i tlumaczylam mu, ze tak sie nie robi. Czasem takie komentarze trzeba puscic mimo uszu, szczegolnie te krytyki kiedy obcemu zdaje sie, ze robimy cos zle.

    OdpowiedzUsuń
  3. Aguś, ostatnio przerabiamy ten temat non stop... ręce opadają... czasem tydzień ok a nastepne kilka dni jakby jakis diabeł w niego wstąpił... nie daję rady momentami... sama zaczynam się załamywać. Też słysze, że dzieci tak mają...ale to mi jakos nie pomaga...

    OdpowiedzUsuń
  4. Aguś, pamiętam jak się położyłaś na chodniku i chciałaś wymusić płaczem, nie pamiętam już co.... Własnie wtedy odeszłam powiedziałam pa,pa... a Ty z oczkami pełnymi łez wstałaś, bo nie o to Ci chodziło i poszłyśmy razem dalej. Więcej tego nie było. Ale Ty zawsze byłaś dumna...i poukładana, uczyłaś się na własnych błędach i nie popełniałaś ich po raz drugi. Moja mała uparta córunia <3.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem jak zachowałabym się w stosunku do swojego WNUSIA. Jego nie muszę wychowywać. Skupiam się jedynie na kochaniu i rozpieszczaniu....

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Witam :)
Włączyłam moderację komentarzy - by nie umknął mi żaden z nich. Obiecuję publikować wszystkie!
Komentarze są dla mnie bardzo cenne.
Chcesz żebym poczytała co u Ciebie? - daj znać:)

Chcesz zostawić nieprzemyślany, głupi pełny zawiści komentarz? - zastanów się...

Popularne posty z tego bloga

Retrospekcja świąteczna czyli druga gwiazdka Wojtka ;)

2012...

Dziś opowiem wam powiastkę
Jak mój Wojciech spędził gwiazdkę.
Mimo że był jeszcze mały,
Spędził z nami wieczór cały.
Pierwsze święta w większym gronie,
W swej anielskości najlepszej odsłonie.
Były Kolędy, była choinka
Na sam jej widok wesoła minka.
Było na stole potraw ze dwieście,
Opłatki, pierogi i ryby w cieście.
Wojtek niestety na mlecznej diecie,
Nie pije maluch barszczyku przecie,
Za to w te święta które tuż tuż
Skubnie co nieco ze stołu już.
Drugie to święta będą wspaniałe,
Z synkiem który rozjaśnia me dni,
Bo każdy dzień z nim spędzam wytrwale
I cieszę się z każdych danych mi chwil.
A po wieczerzy, choinka zabłyśnie,
Rozjaśni tego wieczoru moc,
Gwiazdeczka z prezentem przez komin się wciśnie
I schowa podarki głęboko pod koc.
My te prezenty spod koca wyjmiemy
Zajmując w międzyczas Wojtkowe myśli,
Wszystkie prezenty pod drzewko kładziemy,
By mógł pomyśleć, że czar się ziścił.
Nie mogę doczekać się tej radości,
Tych wspólnych chwil tak pełnych miłości,
Tych chwil uciechy …

Trole korporacyjne, pęd szczurów i siła przenikalności formowych murów!

Nie wiem czy posiadam swoją pracę marzeń. Możliwe, że gdybym kształciła się w jasno wyznaczonym kierunku dziś robiłabym (albo i nie) coś, co sprawiałoby mi radość.
Pytanie zadać sobie muszę, czy jestem aż tak bezpłciowa, czy może tak bardzo wszechstronna i elastyczna, że dopasowuje się do sytuacji jak kameleon?
Pracuję, mam z tego pieniądze, mogę kupić czasem coś Wojtkowi, nie płaczę pod koniec miesiąca z braku środków do życia. Kolorowo też nie jest, ale jest NORMALNIE. O to między innymi chodziło.

Praca w korporacji jednak chyba nie jest dla ludzi o słabych nerwach. Masa różnorodnych charakterów, i słabych i silnych, tak samo zdesperowanych do osiągania swoich celów. Wydawałoby się, że poczułam stabilizację zawodową. Nic bardziej mylnego. Stabilizacja jest w policji, wojsku, nfzcie, zusie i innych takich, których to ze stołka strącić się nie da nim nie pomrą, lub nasrają we własne gniazdo, by móc ich usunąć i dać szansę innym. W korporacji nie ma stabilizacji.

Cieszy mnie umowa &quo…

Mleko na receptę a limity NFZ

Czy któraś mama karmi dziecko mlekiem na receptę? np. Bebilon Pepti? Jakiś czas temu sytuacja w przychodni. Dzwonię i mówię, że potrzebuję receptę na mleko, ponieważ została mi resztka i muszę szybko kupić. Była połowa miesiąca. Pani w rejestracji odmawia mi sugerując wyczerpany limit miesięczny 6-ciu puszek. Argument "brała Pani na początku miesiąca". Pytam zatem, co mam zrobić, przestać karmić dziecko, czy przejść na chleb z wodą. Pani już mniej uprzejmie odpowiada, że pretensję mam mieć do NFZ, bo to nie ona wymyśliła limity a mleka nie dostanę. 
Dzwoni Matka wariatka do NFZ. Przełączają ją z oddziału na oddział, bo nikt kto akurat ze mną rozmawia nie zajmuje się tą sprawą. Ostatecznie odbiera miła pani, która tłumaczy mi, że limitów NIE MA. O dawce mleka decyduje lekarz.
Ostatnio otwierając puszkę Bebilonu zapisałam datę i godzinę. Skrupulatnie zliczałam liczbę zużytych miarek. Dodam, że żadnej miarki nie zmarnowałam, żadnej nie wsypałam do kaszki i zużyłam mleko do sam…