Przejdź do głównej zawartości

Niewidzialna robota.

Są takie rzeczy, które robią się same w moim domku. Uwierzycie?


Kibel się sam czyści, kabina prysznicowa... kosmetyki na półce same się układają, nawet garnki w szafce. Hitem są ręczniki, one po prostu same składają się w prostokąty i wchodzą równo do szafki.

Kurze z dziwnych miejsc same wychodzą, na półce dawno nie leżały, bo im się chyba nie chce.

Skoro to wszystko w moim domu robi się samo, to pozostaje tylko leżeć. No i zgarnąć kilka docinek, że NIE WIDAĆ, że cokolwiek było robione w domu. 


Tak krótko dziś, bo taka chwila zwątpienia mnie dopadła. 

Komentarze

  1. O widzę, ze u Ciebie dzień cudów;). U mnie też takie cuda, wszystko się "samo robi" :). Pozdrawiam ciepło i zapraszam "do siebie"

    OdpowiedzUsuń
  2. Sobota dniem porządków:) Co niektórych to pasowałoby zostawić w domu na miesiąc samych to by zobaczyli że jednak samo się nie robi, u mnie na szczęście mąż jak zostaje sam za granicą to wie, że gary same się nie pozmywają, jak podłogi się nie zamiecie z igieł to w końcu mrówki zbudują sobie z nich mrowisko, albo co lepsza grzyby w pokoju wyrosną no i czarny regał nagle zmienia kolor na szary. Może w ramach nauk przedmałżeńskich panowie musieliby prowadzić dom przez miesiąc, obowiązkowo z gotowaniem obiadów, bo jak ktoś nawet herbaty sobie nie robi to też potem cudów oczekuje. Mnie to zaraz krew zalewa jak ktoś nie potrafi docenić czyjejś pracy:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już tam kij z docenieniem, ale mój często zachowuje się jakby mojej pracy nie było WCALE. Nie ujmuję mu, on też sprząta, ale sprząta jak to nazywam = powierzchownie. Jego pracę zawsze widać, bo nie szoruje kibla, nie wyciąga kurzy zza światów tylko zwyczajnie pozbiera, poodkurza. No taką pracę zawsze widać. Czasami jednak mam wrażenie, że on żyje myślą, że gdyby on nie poodkurzał to przez tydzień nikt by tego nie zrobił. To że ja w środku tygodnia zanim wróci z pracy czasem przejadę odkurzaczem, to myśli pewnie, że to utrzymujący się efekt jego ostatniego dzieła :D

      Usuń
  3. No właśnie. To podobnie jak u mnie. Moj mąż wróci z pracy i zobaczy niepoodkurzany pokój i stwierdza, że nic nie robiłam. A mnie cholera b ierze, jak to słyszę. Bo obiad, który mu za chwilę podam, sam się zrobił, dziecko samo się bawiło, przebierało, jadlo, kąpało, usypialo. Pranie się samo powiesilo i wyprasowalo i wrocilo na miejsce do szafki.
    ......
    Faceci.... biedni, do pracy chodzą, wrócą, a tu niepoodkurzane. Zgroza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o i tu ważny temat kolejny - PRACA. Mąż pracuje, jest przecież zmęczony. A ja również pracuję, ale jak mam być zmęczona skoro to biurowa praca? Idę na 6 codziennie do pracy "usiąść". Więc co ja wiem o zmęczeniu? :)

      Usuń
  4. Głowa do góry u mnie też dokładnie te same rzeczy i jeszcze parę innych robią się same, a ja leżę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przed chwilą sobie pomyślałam "przejadę się ze ścierą po podłodze". Szybko sprowadziłam się na ziemię. M wyszedł na imprezkę, wróci późno a do rana nic nie będzie widać. :)

      Usuń
    2. O to, to, to.... nie żebym Cię buntowała, ale skoro tylko leżysz....

      Usuń

Prześlij komentarz

Witam :)
Włączyłam moderację komentarzy - by nie umknął mi żaden z nich. Obiecuję publikować wszystkie!
Komentarze są dla mnie bardzo cenne.
Chcesz żebym poczytała co u Ciebie? - daj znać:)

Chcesz zostawić nieprzemyślany, głupi pełny zawiści komentarz? - zastanów się...

Popularne posty z tego bloga

Retrospekcja świąteczna czyli druga gwiazdka Wojtka ;)

2012...

Dziś opowiem wam powiastkę
Jak mój Wojciech spędził gwiazdkę.
Mimo że był jeszcze mały,
Spędził z nami wieczór cały.
Pierwsze święta w większym gronie,
W swej anielskości najlepszej odsłonie.
Były Kolędy, była choinka
Na sam jej widok wesoła minka.
Było na stole potraw ze dwieście,
Opłatki, pierogi i ryby w cieście.
Wojtek niestety na mlecznej diecie,
Nie pije maluch barszczyku przecie,
Za to w te święta które tuż tuż
Skubnie co nieco ze stołu już.
Drugie to święta będą wspaniałe,
Z synkiem który rozjaśnia me dni,
Bo każdy dzień z nim spędzam wytrwale
I cieszę się z każdych danych mi chwil.
A po wieczerzy, choinka zabłyśnie,
Rozjaśni tego wieczoru moc,
Gwiazdeczka z prezentem przez komin się wciśnie
I schowa podarki głęboko pod koc.
My te prezenty spod koca wyjmiemy
Zajmując w międzyczas Wojtkowe myśli,
Wszystkie prezenty pod drzewko kładziemy,
By mógł pomyśleć, że czar się ziścił.
Nie mogę doczekać się tej radości,
Tych wspólnych chwil tak pełnych miłości,
Tych chwil uciechy …

Trole korporacyjne, pęd szczurów i siła przenikalności formowych murów!

Nie wiem czy posiadam swoją pracę marzeń. Możliwe, że gdybym kształciła się w jasno wyznaczonym kierunku dziś robiłabym (albo i nie) coś, co sprawiałoby mi radość.
Pytanie zadać sobie muszę, czy jestem aż tak bezpłciowa, czy może tak bardzo wszechstronna i elastyczna, że dopasowuje się do sytuacji jak kameleon?
Pracuję, mam z tego pieniądze, mogę kupić czasem coś Wojtkowi, nie płaczę pod koniec miesiąca z braku środków do życia. Kolorowo też nie jest, ale jest NORMALNIE. O to między innymi chodziło.

Praca w korporacji jednak chyba nie jest dla ludzi o słabych nerwach. Masa różnorodnych charakterów, i słabych i silnych, tak samo zdesperowanych do osiągania swoich celów. Wydawałoby się, że poczułam stabilizację zawodową. Nic bardziej mylnego. Stabilizacja jest w policji, wojsku, nfzcie, zusie i innych takich, których to ze stołka strącić się nie da nim nie pomrą, lub nasrają we własne gniazdo, by móc ich usunąć i dać szansę innym. W korporacji nie ma stabilizacji.

Cieszy mnie umowa &quo…

Mleko na receptę a limity NFZ

Czy któraś mama karmi dziecko mlekiem na receptę? np. Bebilon Pepti? Jakiś czas temu sytuacja w przychodni. Dzwonię i mówię, że potrzebuję receptę na mleko, ponieważ została mi resztka i muszę szybko kupić. Była połowa miesiąca. Pani w rejestracji odmawia mi sugerując wyczerpany limit miesięczny 6-ciu puszek. Argument "brała Pani na początku miesiąca". Pytam zatem, co mam zrobić, przestać karmić dziecko, czy przejść na chleb z wodą. Pani już mniej uprzejmie odpowiada, że pretensję mam mieć do NFZ, bo to nie ona wymyśliła limity a mleka nie dostanę. 
Dzwoni Matka wariatka do NFZ. Przełączają ją z oddziału na oddział, bo nikt kto akurat ze mną rozmawia nie zajmuje się tą sprawą. Ostatecznie odbiera miła pani, która tłumaczy mi, że limitów NIE MA. O dawce mleka decyduje lekarz.
Ostatnio otwierając puszkę Bebilonu zapisałam datę i godzinę. Skrupulatnie zliczałam liczbę zużytych miarek. Dodam, że żadnej miarki nie zmarnowałam, żadnej nie wsypałam do kaszki i zużyłam mleko do sam…